Noga Angeliny. Memetyka a memeting

Angelina Jolie podczas nocy oskarowej dała się parę razy sfotografować z nogą seksownie wystającą z rozcięcia sukni.

Społeczności internautów to absolutnie wystarczyło - w sieci pojawiły się setki przeróbek. Noga Angeliny wystaje z okna samolotu, spomiędzy fałd Statui Wolności, podaje piłkę Leo Messiemu. Noga tu, noga tam; nie ma barier, nie ma zapomnienia, nie ma też litości. W jednej chwili popularny motyw - tak zwany mem - roznosi się po całym świecie.

Richard Dawkins, kiedy jeszcze był etologiem i ewolucjonistą, a nie ateistą-celebrytą, w książce "Samolubny gen" porównał ewolucję motywów kulturowych do ewolucji genów, tworząc tym samym podstawy nowej dziedziny. Nazwał ją memetyką. Ja celowo używam słowa "memeting", nawiązującego raczej do marketingu niż genetyki.

Informatyka nie tworzy memów, ale ma za to kapitalny udział w ich dystrybucji. Po pierwsze, daje ludziom narzędzia do modyfikowania memu (zniekształcania nogi i wkomponowywania jej w coraz to nowsze motywy). Photoshop plus szybka komunikacja sprawiły, że w 12 godzin po publikacji pierwszych zdjęć noga Angeliny powielona w setkach motywów i milionach egzemplarzy krążyła po internecie. Posługując się genetycznymi analogiami, można powiedzieć, że mem "mutuje się". Po drugie, przyspieszona jest radiacja - dzięki internetowi mem zajmuje nowe nisze ekologiczne, przenosząc się z gimnazjalistów na japiszonów, z japiszonów na aspirujących, z aspirujących na hipsterów. Wszystko online, wszystko w chmurze, w ciągu pojedynczych godzin i dni.

Nie da się przecenić potencjału, jaki kryją memy, a zwłaszcza kontrolowanie ich obiegu w kulturze. Kto pierwszy opanuje ten żywioł, znokautuje konkurencję. Bo gdyby zamiast nogi Angeliny pojawiła się marka albo motyw nawiązujący do niej, np. charakterystyczny koń grupy Ferrari albo profil orła z Orlenu? Jaka byłaby wielkość budżetu, który należałoby przeznaczyć na reklamę przynoszącą równoważny efekt? Miliony, dziesiątki, a może setki milionów?

Dziś jeszcze marketingowcy żyją w świecie telewizyjnych spotów, budowania obietnicy marki, mediów masowych i wielkich kampanii. Epatują siebie samych przykładami udanych sloganów i urządzają noce reklamożerców. Trochę przypomina mi to bal na Titaniku.

Bo czy tylko ja mam wrażenie, że zamiast tego powinni w pocie czoła studiować wzorce mutacji i radiacji nogi pięknej Angeliny, bo za chwilę ich biznes może zależeć od memetingu?


TOP 200