Nigdy!

Jest początek lat 90. Siedzę w pracy, przy biurku z komputerem. Za moimi plecami spora szafa biblioteczna, pełna podręczników do właśnie co zakupionych, dwóch komputerów mainframe. Na obudowie komputera (osobistego, nie mainframe), przy którym siedzę, stoi dziwne pudełko. Jest to jeden z pierwszych w Polsce, a niezbyt wówczas licznych i na świecie, napęd CD. Napęd, gdzie płytę CD umieszczało się najpierw w specjalnej kasecie i dopiero ona, wraz z płytą, trafiała do szczeliny w urządzeniu.

Jest początek lat 90. Siedzę w pracy, przy biurku z komputerem. Za moimi plecami spora szafa biblioteczna, pełna podręczników do właśnie co zakupionych, dwóch komputerów mainframe. Na obudowie komputera (osobistego, nie mainframe), przy którym siedzę, stoi dziwne pudełko. Jest to jeden z pierwszych w Polsce, a niezbyt wówczas licznych i na świecie, napęd CD. Napęd, gdzie płytę CD umieszczało się najpierw w specjalnej kasecie i dopiero ona, wraz z płytą, trafiała do szczeliny w urządzeniu.

Tkwi więc nasza kaseta w rzeczonym napędzie, a w niej płyta, na której zapisano wszystkie podręczniki znajdujące się w stojącej za mną szafie. I nie tylko można je czytać strona po stronie, ale także wyszukiwać to, co akurat potrzebne, zadając hasło i przeskakiwać z jednego podręcznika do drugiego, wykorzystując hipertekst.

W tym samym czasie w tygodniku Polityka, który wychodził wtedy jeszcze w starym, gazetowym formacie i na takimż papierze, znajduję kupon dla zainteresowanych możliwością kupna encyklopedii "Britannica", który, chcąc się czegokolwiek dowiedzieć, trzeba wypełnić i wysłać na adres w Szwajcarii.

Dyskutujemy o tym w pracy, zastanawiamy się, ile też to-to może kosztować. Decyduję się wysłać kupon, podając jednak numer telefonu do pracy, bo w domu zwyczajnie jeszcze nie mam (wszak czekam dopiero 20 lat i ciągle są tacy, co mają dłuższy w tym względzie staż).

Po kilku tygodniach, gdy już niemal zapomniałem o sprawie, przychodzi elegancki list ze Szwajcarii. Dziękują za zainteresowanie i informują, że wkrótce skontaktuje się ze mną ich przedstawiciel w Polsce. I rzeczywiście - po kilku dniach dzwoni jakiś pan i proponuje spotkanie, koniecznie w domu, popołudniu bądź wieczorem, znaczenie czego pojąłem dopiero później: o "Britannice" nie można rozmawiać tak, jak o jakimś innym zakupie. Do tego potrzebny jest dystans i nastrój, czemu przedpołudniowa pora ani kawiarniany czy restauracyjny stolik specjalnie nie sprzyja. Nie zdziwiłbym się też, gdyby cena okazała się być wyrażona w arystokratycznych gwineach (21 szylingów), które nigdy zresztą nie istniały w postaci np. banknotów, a nie w zwykłych, plebejskich funtach (szylingów tylko 20).

Na spotkanie w domu się nie zgodziłem, więc pan przedstawiciel, aczkolwiek bardzo, bardzo niechętnie, zgodził się przyjść do pracy, ale za to po godzinach, gdy jest już spokojniej.

Zjawia się więc, rozpoczyna rozmowę. Zachowanie, kultura, erudycja na poziomie nieosiągalnym dla większości dzisiejszych sprzedawców. Przykładowy tom legendarnej encyklopedii - cieniutkie, jedwabiste kartki, na każdej z których można bez obawy przedarcia unieść w górę całość i przez które druk w ogóle nie przebija na drugą stronę.

Po jakiejś godzinie rozmowy nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym trzeba okazać się dżentelmenem (przypomnę: "dżentelmeni pieniędzmi się nie zajmują: albo się ma pieniądze, albo nie jest się dżentelmenem"). No cóż - cena okazała się być na poziomie ówczesnego nowego samochodu, czyli równie zabójcza, jak perspektywa wygospodarowania półtora metra półki na książki.

Bogatszy już o własne doświadczenia ze wspomnianymi tu wcześniej podręcznikami, a jednocześnie zdając sobie sprawę z prowokacyjnej profanacji, jakiej się dopuszczam, pytam o perspektywę dostępności wersji elektronicznej. Odpowiedź jest natychmiastowa, mocna i jasna: - Proszę pana! "Britannica"? Nigdy!

Kto ma wątpliwości, co było dalej - niech sobie zajrzy na stronęhttp://www.britannica.com i - jak zechce - to nawet od razu kupi (1000 dolarów za 32 tomy, albo dolarów 30 za to samo na CD).

Ale - gdzie tu ta rozmowa i ta tygodniami trwająca celebracja?...


TOP 200