Niepokój, czyli Małysz

Szanowny Panie Redaktorze, Piszę do Pana, bo z niepokojem obserwuję postępujące odrywanie się Pańskiego pisma od zdrowych dążeń Naszego Narodu. Aby postawić problem jasno i prosto, zapytuję Pana: cóż takiego zrobił Computerworld, aby uhonorować naszego bohatera?

Szanowny Panie Redaktorze, Piszę do Pana, bo z niepokojem obserwuję postępujące odrywanie się Pańskiego pisma od zdrowych dążeń Naszego Narodu. Aby postawić problem jasno i prosto, zapytuję Pana: cóż takiego zrobił Computerworld, aby uhonorować naszego bohatera? Pewnie zastanawia się Pan, jakiego bohatera?

Już sama taka wątpliwość obnaża głębię, w którą stacza się pismo redagowane przez Pana oraz kolegów. Skoro ludzie pragną czytać o Małyszu, to trzeba im zapewnić tę strawę duchową. Tak, proszę Pana, strawę duchową, bo nie samymi komputerami człowiek żyje.

Rozumiem, że pismo komputerowe powinno pisać o komputerach. Jeśli jednak zastanowiłby się Pan choć przez chwilkę, to łatwo by Pan zauważył, że po każdym skoku pojawiają się na ekranie telewizora pewne liczby. Rozumiem, że są one dla Pana nic nie znaczącym zestawem cyfr. Ale przecież ktoś te liczby sumuje. Dlaczego w CW nie pojawił się wywiad ze starszym programistą komputerów zeskokowych?! Sam fakt, że półgębkiem wspomina się na Pańskich łamach o popularnym programie symulującym skoki narciarskie nie powinien powodować samozadowolenia redakcji. A gdzie są artykuły analizujące inne programy, w tym pomagające kibicom rozwiązywać cząstkowe równanie różniczkowe opisujące lot skoczka? Naprawdę wygląda na to, że Pańska redakcja zupełnie nie potrafi znaleźć się w nowej rzeczywistości.

Tymczasem, zamiast pisać o naszym wielkim i jedynym jak dotąd zdobywcy Pucharu Świata, Pański periodyk poświęcił cały numer wspomnieniom pośmiertnym po niejakim Claudzie Shannonie. Znowu okazuje się, że amerykańska dominacja gospodarcza przesłania Panu nasz zdrowy, krajowy horyzont. To, że prasa światowa pisze o nikomu nieznanym i prawdopodobnie niepewnym "ojcu" komputerów, nie oznacza, iż czytelnicy chcą o tym czytać. Należy jasno i stanowczo powiedzieć: polski czytelnik chce czytać o polskim skoczku, nawet w piśmie komputerowym. Szczególnie w piśmie komputerowym!

Prawdopodobnie będzie Pan ze mną polemizował, twierdząc, że za 250 lat nikt nie będzie pamiętał, w którą stronę i po co skakał Wielki Adam, zaś wszyscy będą kojarzyli wiek XX z erą komputerową, a więc teoria komunikacji zajmie miejsce teorii grawitacji, zaś Shannon będzie pamiętany na równi z Newtonem. Ma Pan oczywiście rację twierdząc, że nikt już nie pamięta nazwisk osiemnastowiecznych skoczków narciarskich, ba, nawet tych sprzed pięćdziesięciu lat też nikt już nie wspomina. Myślę, że jednak głęboko Pan się myli - nasz Adam pozostanie we wdzięcznej pamięci Narodu, tak jak pozostaje w niej nasz pierwszy lotnik, niejaki Janek Potocki, w świecie znany bardziej jako francuski autor bulwarowych powieści.

Tak więc zamiast mącić w głowach naszej polskiej młodzieży, proponuję od razu przystąpić do programu naprawczego. Już w najbliższym numerze CW powinien ukazać się poważny artykuł o komputerowej podstawie sukcesów naszego sportowca tysiąclecia. Proszę tylko nie zlecać tego zadania niejakiemu Kubie Tatarkiewiczowi, bo wszystko jak zwykle obśmieje. Nam potrzeba zdrowych przykładów, że Polak potrafi, a nie nudzenia. Dość już wycierpieliśmy, gdy Adam przez niesprawne bity zajął czwarte miejsce. Być może były to zresztą buty, a nie bity, ale CW o tym i tak nie napisało, o co mam osobisty żal do Pana.

Pozdrawiam

Kibic-komputerowiec