Niemoc

Podczas rozmów z pracownikami firmy software'owej usłyszałem twierdzenie, że w Polsce nie można byłoby stworzyć i utrzymywać dobrego oprogramowania użytkowego wspomagającego ewidencję i rozliczenia. Przyczyną są zasady (a raczej brak zasad) tworzenia prawa i jego ogłaszania. Mówią niektórzy, że kiepskiej baletnicy... Łatwo tak mówić, ale warto zastanowić się nad problemem. Czy producenci oprogramowania mają rację? Tym razem opowiem się po ich stronie.

Podczas rozmów z pracownikami firmy software'owej usłyszałem twierdzenie, że w Polsce nie można byłoby stworzyć i utrzymywać dobrego oprogramowania użytkowego wspomagającego ewidencję i rozliczenia. Przyczyną są zasady (a raczej brak zasad) tworzenia prawa i jego ogłaszania. Mówią niektórzy, że kiepskiej baletnicy... Łatwo tak mówić, ale warto zastanowić się nad problemem. Czy producenci oprogramowania mają rację? Tym razem opowiem się po ich stronie.

Nie będę przypominał dekad radosnej twórczości ustawodawców i urzędów ustalających reguły bez liczenia się z konsekwencjami.

Ustawa uchwalona w ostatnim tygodniu roku, zawierająca błędy i wymagająca dodatkowych przepisów, staje się przyczyną katastrof w jednostkach gospodarczych. Sama zmiana zasad przez nową ustawę nie oznacza, że firmy i instytucje zdążą je wprowadzić w wymaganym terminie. Niektóre nie zdążą dowiedzieć się o zmianach, inne nie znają szczegółów i nie mogą ich dokonać, a jeszcze inne czekają, aż producent dostarczy zaktualizowane wersje. Tymczasem producent dopiero poznał nowe zasady i na łapu-capu w ciągu dwóch tygodni wprowadza modyfikacje, testuje je pobieżnie, kopiuje i wysyła do użytkowników. Co się dzieje potem, łatwo sobie wyobrazić. Prasa rozpisuje się o kolejnych katastrofach informatycznych. Klienci wieszają psy na użytkownikach, użytkownicy na informatykach, a ci ostatni nie mają czasu niczego wyjaś-niać. Tworzą kolejne, poprawione wersje programów, doskonalą je, a bywa, że muszą jechać do użytkowników i pomagać usuwać skutki zakłóceń spowodowanych wykorzystaniem nie przetestowanych, zmodyfikowanych wersji oprogramowania.

Kto za to wszystko płaci? Oczywiście, klienci i podatnicy. Wszyscy ponoszą koszty niekompetencji oraz braku odpowiedzialności polityków i urzędników. Ogromna też jest cena, jaką płacą firmy software'owe. Gwałtowne wzrosty kosztów powodowane przez takie akcje i utrata dobrego imienia firmy, może stać się przyczyną poważnych tarapatów, a w krańcowym przypadku, nawet upadłości firmy. I nikt za to nie poniesie konsekwencji, bo przecież politycy i użytkownicy zdążyli przed końcem roku.

Niepokoi mnie, że kiedy wymagamy od informatyków profesjonalizmu, godzimy się z brakiem kompetencji polityków i urzędników. Taką niezdrową sytuację zaczynamy uważać za normę. Jedną z konsekwencji jest np. niewłaściwe testowanie oprogramowania. Firmy software'owe zabiegają natomiast o nieformalne kontakty z ustawodawcami i wysokimi urzędnikami, co pozwala otrzymywać wcześniej sygnały o zmianach. Jeśli jest to normalne, biada nam. Nie czyniąc nic w kierunku stworzenia racjonalnych rozwiązań systemowych, godzimy się na bałagan i straty.

Przed dwoma laty sprzeciwiałem się propozycjom ustawowych rozwiązań, gwarantujących informatykom udział w tworzeniu prawa. Byłoby to rozwiązanie dalece nieprofesjonalne, chociaż dawałoby możliwość uzdrowienia sytuacji. Jedynym cywilizowanym i dającym szanse powodzenia sposobem działania jest tworzenie silnych lobbies, opartych na organizacjach przedsiębiorców. Rzeczywiste zmiany nastąpią jednak dopiero wtedy, gdy na wysokich staowiskach zacznie się zatrudniać lepiej wykształconych i nie zdemoralizowanych pracowników. Dlatego nie można w nieskończoność zwlekać ze zmianami w systemie edukacji.


TOP 200