Niemcy contra Google

Kanclerz Angela Merkel, otwierając tegoroczne Targi IFA, mówiła tylko przez niecałe 15 minut, ale zawarła w swym wystąpieniu kilkanaście wątków i nie zabrakło w nim ciekawostek, humoru oraz (słabo) zakamuflowanej przestrogi.

Ponieważ Targi były jubileuszowe, Kanclerz nie mogła nie nawiązać do początków radiofonii w Niemczech. A to przekłada się tam na jedno - nadajnik w Koenigs Wusterhausen, który rozpoczął regularne nadawanie programu jesienią 1923 i który był również doskonale odbierany w Polsce, która nie miała jeszcze wtedy własnych stacji. Kanclerz podała, że tamtej jesieni liczba posiadaczy odbiorników radiowych w całych Niemczech ledwo przekraczała tysiąc. W roku 1926 było ich już tysiąc razy więcej, czyli nieco ponad milion (w Polsce milion przekroczyliśmy w roku 1939).

Mówiąc o osiągnięciach, wskazała też Kanclerz na przykładowe miejsce, gdzie długo można jechać i nie mieć w zasięgu telefonii komórkowej i dodała, że litościwie przemilczy np. dostęp przez DSL w tym miejscu. Skomentowała wchodzący w Niemczech z nowym rokiem przepis o tym, że energetyka musi na bieżąco informować o poziomie cen prądu, co skutkuje możliwością takiego programowania pralek, by prały, gdy prąd jest najtańszy, dodając, że wolałaby jednak, aby nie było to w środku nocy, co - jak przyznała - też można odpowiednio zaprogramować.

Co do przestrogi - dotyczyła ona systemu Street View firmy Google, gdzie Niemcy domagają się nieodwracalnego zamazania twarzy ludzi, numerów domów i tablic rejestracyjnych samochodów w samych bazach nagrań Google, a nie tylko w tym, co jest prezentowane w Internecie (z podobnym żądaniem wystąpiły teraz również Czechy). Kanclerz nie mówiła o tym wprost, lecz sięgnęła po przykłady: takiej widokówki, na której można znaleźć własny dom i - co już musi wzbudzać podejrzenia - wystawianej w Internecie widokówki z wszystkimi domami.

Mimo swoistego wywołania do tablicy, wyzwania nie podjął szef Google Eric Schmidt, którego długie (ponad półtorej godziny) wystąpienie zamykało Targi IFA. Na wystąpienie to złożyły się też dwie kilkunastominutowe sesje pomocników i dość długi cykl odpowiedzi na pytania publiczności.

Eric Schmidt zwrócił uwagę na fakt, że liczba zapytań do serwisu Google, pochodzących z urządzeń mobilnych, wzrosła w tym roku o połowę, jak i na to, że obecnie, każdego dnia aktywuje się ponad 200 tys. z systemem Android.

Pierwszy z pomocników prezentował m.in. rozwinięte funkcje głosowe telefonów. Ma to umożliwiać np. podyktowanie telefonowi komunikatu SMS do wysłania, łącznie z tym, komu go wysłać. To zadziałało nieźle.

Bardziej złożona była funkcja bieżącego tłumaczenia, z zaimprowizowaną scenką zakupu butów, gdzie kupujący mówił po angielsku, sprzedawca - po niemiecku, a telefon tłumaczył. Użyty system wymaga chyba jednak jeszcze dopracowania, bo proste, wyraźnie i wolno wypowiadane pytanie o kolor butów (welche Farbe?), przetłumaczył poprawnie dopiero za trzecim, czy czwartym podejściem.

Potem pomocnica mówiła o Google TV (jeden z przykładów omal nie skończył się wpadką), a sam szef dał przykład metody wyszukiwania opisów obiektów na podstawie ich obrazu (np. zabytku widzianego obiektywem telefonu). Na pytanie z sali, czy Google pracuje nad podobną metodą wynajdywania osób, padła przytomna odpowiedź, że nie. Nie wszyscy obecni jednak zdawali się dawać jej wiarę.

Wiarygodność prezentowanych nowości nadwerężył też nieco ktoś z sali, kwestionując poprawność wcześniejszej odpowiedzi telefonu na pytanie o "muzeum w Berlinie, gdzie są egipskie eksponaty". Odpowiedź telefonu brzmiała "Pergamon", a człowiek z sali twierdził, że tam w ogóle nic egipskiego nie ma...


TOP 200