Nie wykorzystywana szansa

Technika informacyjna przyszła do nas z krajów, w których rozwój gospodarki natrafił na bariery. Żeby je przezwyciężyć, trzeba było nakładów na badania, a następnie inwestowania w zmiany organizacyjne w firmach.

Technika informacyjna przyszła do nas z krajów, w których rozwój gospodarki natrafił na bariery. Żeby je przezwyciężyć, trzeba było nakładów na badania, a następnie inwestowania w zmiany organizacyjne w firmach.

Te wymagały jednak coraz doskonalszych rozwiązań systemu informacyjnego, co stymulowało rozwój technologii. Jej postępy tworzyły jednocześnie nowe szanse dla biznesu. Postęp organizacyjny lat 70. i 80. oraz szybki rozwój techniki informacyjnej to dwie strony tego samego procesu. W tych dwóch dekadach technika informacyjna trafiła do Polski i stała się symbolem nowoczesności. Środki na nią przydzielało wszechwładne państwo, które za wszelką cenę chciało kreować obraz nowoczesnego, rozwiniętego socjalizmu. Zawsze jednak brakowało środków, a przede wszystkim wyobraźni oraz możliwości kształcenia twórców i użytkowników techniki informacyjnej. Informatykę ustawiono na ołtarzu nowoczesności i nie dopuszczano jej ciasno ekonomicznych ocen. Kiedy już zdarzyła się oficjalna ocena (np. w książce prof. P. Bożyka pt. „Marzenia i rzeczywistość”), można było się uśmiać po pachy.

Nowoczesność i symbole są kosztowne. Liczenie się z ich kosztami nie wchodziło w grę. Nikt nie przejmował się więc ani kosztami, ani efektami. Zresztą efekty jak i koszty w rozwiniętej gospodarce socjalistycznej były kategoriami sztucznymi, gdyż nie istniał pieniądz. Powstała więc kategoria efektów niemierzalnych (niewymiernych). Mówiło się więc, że koszty nowoczesności są konieczne, a efekty z natury niewymierne.

Wiele zmieniło się w gospodarce i zarządzaniu firmami, a ta niczym nie uzasadniona opinia pokutuje w praktyce zastosowań informatyki. Większość firm w szybkim tempie „komputeryzuje się” i nadal za sukces uważa samo użytkowanie sprzętu i oprogramowania. Kiedy jednak przychodzi do rozmowy o skuteczności (cele) i efektywności (efekty/koszty), twierdzi się, że to trudne, powołuje się na specyfikę branży, polskiej gospodarki lub wskazuje na nieuniknione koszty nowoczesności i niewymierność efektów. Jest to przyznawanie się do niekompetencji tak w zakresie zarządzania, jak i informatyki.

Na szczęście, są zwiastuny nowego. Są firmy mające strategię działania, a więc zdające sobie sprawę dokąd zmierzają, jak chcą osiągać swe cele i czego do tego im potrzeba (m.in. informatyki). Coraz więcej firm nie tylko wie, co oznacza np. analiza ryzyka, CSF (Critical Success Factors), BSP (Business Systems Planning), NPV (Net Present Value) czy czas zwrotu inwestycji, ale potrafi to stosować do przygotowania i przeprowadzania zamierzeń informatycznych. Dlaczego jednak tylko nieliczni postępują zgodnie z regułami sztuki zarządzania? Czy jest to skutek niedostatecznego przygotowania menadżerów i specjalistów, czy też może jakaś afera?

Prof. W. Olejniczak, wygłaszając referat inaugurujący INFOGRYF '86, zwrócił uwagę na niewykorzystywanie przez nas szansy i rezygnację z premii za zapóźnienie gospodarcze i technologiczne. Liderzy ciężko pracują i słono płacą za osiągnięcie i utrzymywanie swej pozycji. Outsiderzy mają szansę uzyskać wręcz darmowy dostęp do nowych technologii i wiedzy niezbędnej w celu jej skutecznego i efektywnego wykorzystania. Jest wszelako jeden warunek powodzenia: trzeba uczyć się od najlepszych. Trzeba uczyć się od nich dobrych praktyk: planowania, doboru metod i odpowiednich technologii, organizacji procesu tworzenia, wdrażania i wykorzystania zastosowań, sterowania zamierzeniami, a przede wszystkim zarządzania.

PS. A na ekranie naszego znajomego bankomatu komunikat o treści: operating system not found.