Nie strachać się

Mam w domu ładnie wydany atlas geograficzny, a w nim wiele różnych map i ciekawych wykresów. Jeden z nich obrazuje rozkład populacji Szwecji i Indonezji w przedziałach wiekowych. Jak pewnie Państwo się domyślają, w tym pierwszym kraju na wykresie widać prostokąt - w wieku np. 55-59 lat jest mniej więcej tyle samo Szwedów co w wieku 0-4 lat.

Mam w domu ładnie wydany atlas geograficzny, a w nim wiele różnych map i ciekawych wykresów. Jeden z nich obrazuje rozkład populacji Szwecji i Indonezji w przedziałach wiekowych. Jak pewnie Państwo się domyślają, w tym pierwszym kraju na wykresie widać prostokąt - w wieku np. 55-59 lat jest mniej więcej tyle samo Szwedów co w wieku 0-4 lat.

W przypadku tego drugiego kraju wykres przedstawia piramidę - w południowo-wschodniej Azji dzieci rodzi się dużo, a starsi mieszkańcy nie dożywają sędziwego wieku.

Jeżeli dobrze się zastanowić, jest to oczywistość. Natomiast nie widać, aby ktoś wyciągał z niej praktyczne wnioski, przynajmniej w sferze technologii informatycznych. Wiadomo powszechnie, że aby skutecznie korzystać z komputerów, potrzeba dwóch rzeczy: odrobiny nauki oraz przełamania lęku przed maszyną. Gdy wchodzę do księgarni informatycznej i mój wzrok pada na półkę z książkami, mającymi pomóc w stawianiu pierwszego kroku z komputerem, uderza mnie kompletnie chybiony adresat. Jedna okładka krzyczy kolorami tęczy, inna drażni powykrzywianymi literami, na trzeciej znajduje się komiksowa twarz stylizowana na rodzinę Simpsonów, na obwolucie czwartej widnieje napis "przekonasz się, że komputer jest cool i nie trzeba się go strachać". Słowem, książki adresowane są do małolatów, bo mam szczerą wątpliwość, czy moi wujkowie po pięćdziesiątce zrozumieliby co to jest "cool" i co to znaczy "strachać".

Rzut oka na piramidę demograficzną (która, jak pisałem, pod naszą szerokością geograficzną wcale nie wygląda jak piramida, a raczej jak pionowy blok z lekko spadzistym dachem) może sprawiłby, że autorzy i wydawcy puknęliby się w czoło i zaczęli szukać czytelnika, który potrzebuje ich pomocy wśród ludzi w średnim wieku i starszych. Ale oni siłą rozpędu wypuszczają sto trzydziesty siódmy podręcznik dla młodzieży.

Prekursor i zasłużony lider internetowej bankowości, mBank, niedawno przedstawił dwie nowe inicjatywy: "mBank jest kobietą" oraz "izzybank". Dowodzą one, że bankowcy z BRE nie spoczęli na laurach, a starają się rozszerzać działalność na nowe rynki i nowych klientów. Na razie jakby obawiano się trafiania do ludzi dojrzałych. W ten sposób powstaje pokoleniowa przepaść technologiczna. Jednocześnie nakręca się spirala niemocy: ludzie starsi nie korzystają z komputerów i informatyki, więc nie kieruje się do nich produktów wymagających umiejętności technologicznych, więc nie korzystają z komputerów i informatyki, skutkiem czego...

Załóżmy, że koniunktura na rynku IT prędzej czy później wróci - a pewnie tak właśnie się stanie. Jeżeli wzrost znaczenia nowoczesnych technologii będzie dalej posuwał się w tym tempie co do tej pory, to kolejne roczniki młodych ludzi nie wystarczą, żeby zaspokoić popyt na pracowników znających informatykę przynajmniej w stopniu użytkowym. Gdzie ich znajdą? Emigracja to rozwiązanie na dłuższą metę tylko dla krajów, które tradycyjnie posiłkują się pracą imigrantów - USA, Kanady, Australii, bo kraje europejskie są coraz bardziej niechętnie imigrantom. Jedynym sposobem zapewnienia odpowiednio dużej liczby pracowników dla sektora IT pozostaje przekwalifikowanie zawodowe osób dojrzałych.

Słyszałem tezę, że niesamowity postęp techniczny w XX wieku dokonał się w znacznej mierze dzięki włączeniu kobiet w aktywność intelektualną i gospodarczą. Być może jeżeli edukacja informatyczna w większym stopniu będzie uwzględniać potrzeby ludzi dojrzałych, będziemy świadkami podobnego skoku. Nie ma się co strachać - to naprawdę może być całkiem cool.