Nie spóźnię się do pracy

Gdy czytałem w Computerworldzie informację na temat oprogramowania rejestracji czasu pracy, skojarzyło mi się kilka spraw.

Gdy czytałem w Computerworldzie informację na temat oprogramowania rejestracji czasu pracy, skojarzyło mi się kilka spraw.

Po pierwsze, do pracy się nie spóźniam, posiadam bowiem w domu biologiczny budzik w postaci rodziny, którą muszę po drodze porozwozić w różne miejsca - a bardzo ona (ta rodzina) pilnuje, aby w miejscu przeznaczenia znaleźć się punktualnie. Po drugie, w pracy podpisuję tradycyjną listę obecności, gdyż na uczelniach nie wprowadzono automatycznej rejestracji we/wy - nawet dla personelu technicznego. Po trzecie, jestem chyba jedyną (?) osobą publikującą na tych łamach, która w przeszłości (przed 1989 rokiem - później przyszła wolność) była ściśle kontrolowana i rozliczana z odbębnionych godzin w przedsiębiorstwie państwowym przy użyciu metod RCP.

I jak na ironię, dawniej spóźniałem się do pracy często, co wykazywane było skrupulatnie na wydrukach komputerowych.

Ale nie o swojej sytuacji chciałem pisać, lecz o sensowności używania metod RCP w zakładach pracy. Rzeczywiście w firmach, gdzie do tej pory stosowano tradycyjne karty zegarowe, wymiana ich na nowoczesne urządzenia, dodatkowo podnoszące jakość pracy działów kadr (lub jak kto woli - zasobów ludzkich), pozwalających na przekrojową analizę, bilans itp. - ma rację bytu. Są jednak przedsiębiorstwa, w których praca nie odbywa się w cyklu taśmowym, w którym robotnik związany jest ze stanowiskiem pracy od - do. I tam także próbuje się wprowadzać rygorystyczne metody rejestrowania czasu przebywania w pracy.

Celowo użyłem sformułowania „przebywanie w pracy”, przy rozliczaniu godzinowym, a nie motywacyjno-wydajnościowym, pojęcie wykonywania pracy może być bowiem rozumiane dosyć dowolnie. Istnieją więc instytucje, gdzie dyscyplina stawiana jest ponad wszystko, natomiast jakość wykonywanej pracy, jako wartość niemierzalna wprost, traktowana bywa drugorzędnie. Być może pokutuje jeszcze duch minionej epoki, daleki od koncepcji wprowadzenia wirtualnych biurek, mobilnych pracowników i wielu innych innowacji współczesnego stylu pracy. Jeżeli jednak pracodawcy uprą się na RCP, to już bez względu na celowość rozwiązania, o jego prawidłowym funkcjonowaniu i tak będzie decydował człowiek - portier lub strażnik - kontrolujący, kto oraz ile kart „odbija”.

Rejestracja i kontrola wszystkiego, co się da, jest chyba kręgiem magicznym wciągającym, zdawałoby się rozsądnych i poważnych ludzi. Za swój osobisty sukces mogę uważać wyperswadowanie władzom pewnej prywatnej szkoły - chcącym koniecznie zaopatrzyć się w te cuda techniki - że RCP pozwoli im w najlepszym razie stwierdzić jedynie czas przebywania pracowników na terenie budynku. W żaden zaś sposób nie dojdą, czy zajęcia nie są skracane, a zupełnie już nie zmierzą tą metodą jakości ich prowadzenia.


TOP 200