Nie dobra wola, a konieczność

"Wiele wskazuje na to, że lada chwila informatyka awansuje w przedsiębiorstwach do roli współtwórcy zysku, a główny informatyk wejdzie do grona kilku najważniejszych ludzi w firmie" - pisze dziś Iwona D. Bartczak w dziale Zarządzanie. Być może nie będzie to po myśli wielu moich Czytelników, ale nie stanie się tak dzięki zasługom informatyków w polskich przedsiębiorstwach. Nie będą to również jakieś szczególne ustępstwa w dzieleniu się władzą w firmie ze strony dyrektorów-menedżerów. Będzie to najzwyklejsza konieczność, którą zaakceptować będą musieli zarówno informatycy, jak i dyrektorzy. Zaakceptować, aby móc dalej zajmować się tym, czym się zajmują.

"Wiele wskazuje na to, że lada chwila awansuje w przedsiębiorstwach do roli współtwórcy zysku, a główny informatyk wejdzie do grona kilku najważniejszych ludzi w firmie" - pisze dziś Iwona D. Bartczak w dziale Zarządzanie. Być może nie będzie to po myśli wielu moich Czytelników, ale nie stanie się tak dzięki zasługom informatyków w polskich przedsiębiorstwach. Nie będą to również jakieś szczególne ustępstwa w dzieleniu się władzą w firmie ze strony dyrektorów-menedżerów. Będzie to najzwyklejsza konieczność, którą zaakceptować będą musieli zarówno informatycy, jak i dyrektorzy. Zaakceptować, aby móc dalej zajmować się tym, czym się zajmują.

Nikt - zarówno na Zachodzie, jak i w naszej części Europy - nie kupuje systemu informatycznego, bo takie jest jego widzimisię, albo dlatego, że ma za dużo pieniędzy. Inwestycje w informatykę zawsze są wymuszane. Gdyby można dziś było prowadzić przedsiębiorstwo bez wykorzystania narzędzi informatycznych, będąc przy tym konkurencyjnym, nikt o informatyce nawet by nie myślał. Niestety, informatyka staje się obecnie nieodzowna w prowadzeniu interesów.

I właśnie ta wymuszona konieczność jest ściśle związana z tworzącą się nową hierarchią funkcji w przedsiębiorstwach. Podobnie jak wymuszony jest zakup systemu informatycznego, tak wymuszona jest zmiana w strukturach zarządzających.

Osobami zajmującymi się przedsiębiorczością rządzi konieczność, a nie dobra wola. Na obecnym etapie rozwoju wolnego rynku w Polsce nie wszyscy jeszcze to rozumieją.

Dlatego jeśli w firmie nagle wzrośnie znaczenie informatyków, nie będzie to akt dobrej woli ze strony jej kierownictwa, ale najzwyklejsza konieczność. Dziś nie ma innej drogi.

Problemem natomiast jest to, czy polscy informatycy są w stanie udźwignąć nowe obowiązki. Jestem przekonany, że tak. Wskazuje na to już wiele przykładów. Jeżeli proces ten wydaje się nam powolny, to tylko dlatego, że wiele przedsiębiorstw dopiero dojrzewa do wspomnianej konieczności zastosowania informatyki w zarządzaniu.

Dojrzewają szefowie firm, dojrzewają informatycy. Odnoszę czasami wrażenie, że proces ten zachodzi szybciej u informatyków. Łatwiej jest im zrozumieć możliwości, jakimi dysponuje dziś informatyka odpowiednio wykorzystana w przedsiębiorstwie. Mam tylko jedną wątpliwość. Informatycy w polskich firmach przyjmują ciągle postawy zachowawcze i asekuracyjne. Nie są awangardą. Jakby nie zdawali sobie sprawy z faktu, że posiedli jedną z najbardziej cennych gałęzi wiedzy, niezbędną w prowadzeniu interesów na dużą skalę.

Oczywiście, mam na myśli informatyków, których wiedza i zainteresowania informatyką w firmie wykraczają poza rodzaje skrętek.