Nie dla ludzi

Często informatycy zbyt optymistycznie zakładają, że użytkownicy mają dużą wiedzę i świadomość technologiczną. Być może też z tego wynikają późniejsze nieporozumienia. Nie brakuje bowiem ludzi nie rozumiejących, że na przykład zlecenie stałe założone osobiście w oddziale banku jest tym samym, co zlecenie zdefiniowane poprzez system internetowy.

W wielu przypadkach dochodzimy do wniosku, że komputery nie nadają się do użytku przez zwykłych ludzi. Zwykłych, to znaczy takich, którym trudność sprawia przeczytanie instrukcji posługiwania się podstawowym sprzętem użytku domowego. Użytkownicy generalnie nie czytają. Wychodzą z założenia, że po włączeniu do gniazdka urządzenie ma działać i już, bez względu na to, jakie guziki się naciska. Komputer, jako złożona funkcjonalnie machina, lubi płatać figle, zwłaszcza tym użytkownikom, którzy mają wstręt do czytania dokumentacji. A jeśli nawet ktoś dokumentację czyta, to zazwyczaj spotyka się z problemem takim, że nie jest w niej opisany objaw, który akurat wystąpił. Okazuje się, że większość sytuacji to zdarzenia nietypowe albo trudno przyswajalne dla niefachowca, czy wreszcie źle opisane. Generalnie można stwierdzić, że stopień zawikłania technicznego urządzeń cyfrowych przekłada się proporcjonalnie na korzyści z tego wynikające dla różnego rodzaju serwisów i helpdesków. Być może użytkownikom marzyłoby się, aby było prościej i łatwiej, ale do tego wszystkie strony muszą być zainteresowane tym samym.

Szefostwo Lokalnego Informatyka postanowiło wreszcie zrobić porządek z tymi trudnościami przy komputerach. Zlecono więc, aby Lokalny wymyślił coś takiego, by posługiwanie się techniką w miejscu pracy było proste jak dla małp. W uzasadnieniu motywującym Lokalnego posłużono się przekonującymi argumentami, niepodważalnie świadczącymi, że współczesne możliwości technologiczne w dosyć prosty sposób umożliwiają przerobienie rzeczy trudnych na łatwe. Mówiąc prosto: interfejs miał stać się przystępny, intuicyjny a nieprzewidywalne działania użytkownika nie miały siać destrukcji. A w szczegółach chodziło o to, aby znowu posadzić przed komputerami nieprzeszkolonych użytkowników, którzy naciskając cokolwiek generowaliby coś sensownego. Lokalny Informatyk zastanawiał się, jak to w ogóle mogłoby być możliwe. To znaczy, nie wzruszał go fakt, że przy komputerach sadza się nieprzeszkolonych ludzi, bo z tym miał do czynienia na co dzień. Zastanawiał się jak to możliwe, aby stworzyć oprogramowanie robiące coś pożytecznego podczas gdy użytkownik naciska przypadkowe ikonki z obrazkami (właśnie obrazki były jednym z generalnych założeń, bowiem zakładano, że użytkownik nie musi rozumieć sekwencji pisanych).

Z tych rozmyślań wyszedł Lokalnemu tylko jeden wniosek, a mianowicie, że Dyrekcja ma zamiar w przyszłości zastąpić pracowników małpami, które będą robić to samo, ale nieporównywalnie taniej. Trzeba przyznać, że jest to jakieś rozwiązanie na kryzys, tylko niestety technologia ciągle jeszcze nie dojrzała do tego.