Nie aż tak czarna płyta

Tydzień temu pisałem w tym miejscu o przenoszeniu nagrań z czarnych płyt gramofonowych do komputera. Wyszło nam, że mając sporo czasu i jeszcze więcej cierpliwości, można oczekiwać powodzenia w takiej operacji. Okazało się też, niejako przy okazji, że nie ma jednak jak dotąd takiego programu komputerowego, który pozwalałby na dostęp do takich nagrań według różnych, nieraz złożonych kryteriów. Może być jeszcze trudniej, gdy dodatkowo próbować wpisać w ten schemat nagrania z kaset magnetofonowych i takich też taśm na szpulach.

Tydzień temu pisałem w tym miejscu o przenoszeniu nagrań z czarnych płyt gramofonowych do komputera. Wyszło nam, że mając sporo czasu i jeszcze więcej cierpliwości, można oczekiwać powodzenia w takiej operacji. Okazało się też, niejako przy okazji, że nie ma jednak jak dotąd takiego programu komputerowego, który pozwalałby na dostęp do takich nagrań według różnych, nieraz złożonych kryteriów. Może być jeszcze trudniej, gdy dodatkowo próbować wpisać w ten schemat nagrania z kaset magnetofonowych i takich też taśm na szpulach.

Niemal z góry można założyć, że nie istnieje program-kombajn, który robiłby wszystko, czego nam potrzeba: i samo przegrywanie, i te wszelakie konwersje, i - na koniec - katalogowanie według zróżnicowanych kryteriów z możliwością uczynienia indeksu z każdego z nich.

Jeżeli jednak odstąpimy nieco od tych, nieco idealistycznych, założeń, od niedawna możemy znaleźć (a nawet - kupić) prawdziwy kombajn, który sporo z tak przez nas pożądanych funkcji wykonuje.

Konkretnie chodzi o produkt nieznanej u nas amerykańskiej firmy Olive, dostępny w dwóch, podobnych funkcjonalnie wersjach, o nazwach Symphony i Musica. Urządzenia te pojawiły się niedawno na amerykańskim rynku, a pośród swych rozlicznych możliwości mają funkcję katalogowania nagrań. Nie daje ona, co prawda, aż tak wyrafinowanych możliwości, o jakie nam chodzi (a chcielibyśmy i kompozytora, i autora tekstu, i wykonawcę - tego ostatniego zaś również w układzie solista-dyrygent-orkiestra), ale sporo jednak pod tym względem potrafi.

Katalogować można w nim i automatycznie: daje się temu kombajnowi płytę CD, a on kopiuje sobie jej zawartość na dysk, a informacje o niej przepisuje do swego rejestru (lub identyfikuje ją we własnym, liczącym 2 mln nagrań, katalogu, który można aktualizować wprost z Internetu). Kopia może być wykonana w tzw. formacie bezstratnym lub w MP3 (odpowiednio - 2 lub 20 tys. nagrań na dysku 80 MB).

Same dyski są podobno tak ciche, że nie sposób usłyszeć ich szum nawet wtedy, gdy nic nie gra, a dyski się kręcą (inaczej niż w licznych, dostępnych w Polsce nagrywarkach programów telewizyjnych - ich dyski nieźle szumią, gdy tylko urządzenie jest włączone, mimo że w danej chwili ani nie odtwarza, ani nie nagrywa).

Co może się podobać, to duży ekran z wyraźnymi napisami, informującymi o wykonywanych działaniach: jak irytujące są przy tym tunery telewizji satelitarnej, które dla zwykłego wybrania programu radiowego wymagają włączenia telewizora, aby na jego ekranie można było kontrolować swe działania.

Nie zajmowalibyśmy się tu tym urządzeniem, gdyby nie to, że jest ono przygotowane również do kopiowania na swój dysk czarnych płyt gramofonowych i taśm magnetofonowych. Wszystko zaś co do siebie skopiuje, może zwrócić w postaci np. nagranego przez siebie dysku CD.

Jakby tego było mało - urządzenie to potrafi - a jakże - bezprzewodowo, kontaktować się z komputerem i wymieniać z nim w obu kierunkach nagrania, jeżeli tylko ten ostatni ma zainstalowane oprogramowanie iTunes.

Jeżeli chcieć jeszcze więcej - jest do dyspozycji tysiąc internetowych stacji radiowych, do listy których można dopisać i własne.

Jeżeli można coś skrytykować - nie bardzo wiadomo, czy jest jakiś sposób na sporządzenie kopii dysku, w zapisanie którego wkłada się tyle serca i wysiłku. Jak na razie - wygląda na to, że - na tzw. wszelki przypadek - trzeba starannie przechowywać czarne płyty, bo a nuż wysiłek i jeszcze więcej serca będą potrzebne ponownie.

O jeszcze innych możliwościach z tego zakresu, czyli o tym, że nic co proste, tak naprawdę proste nie jest - w ostatniej części tego swoistego tryptyku za tydzień.


TOP 200