Ne puero gladium (1)

Wiele rzeczy potrafi mnie zirytować. Sytuacja pogłębia się z upływem lat i nie wiem, jak to będzie, gdy sędziwego dożyję wieku. Być może jestem nieco przeczulony, ale przypuszczam, że pewne sprawy są w stanie zirytować każdego, bez względu na stan jego nerwów, zapatrywania itd.

Wiele rzeczy potrafi mnie zirytować. Sytuacja pogłębia się z upływem lat i nie wiem, jak to będzie, gdy sędziwego dożyję wieku. Być może jestem nieco przeczulony, ale przypuszczam, że pewne sprawy są w stanie zirytować każdego, bez względu na stan jego nerwów, zapatrywania itd.

Uczestniczyłem niedawno w posiedzeniu zarządu pewnej firmy, gdzie tematem przewodnim była daleko idąca rozbudowa informatyczna i integracja systemów. Zarząd jest władny uchwalać budżet, a nie ma bladego pojęcia o komputeryzacji, toteż zaprasza czasami na obrady specjalistów, mających na roboczo rozwiać pewne wątpliwości. W tym przypadku poproszono autora systemu FK z firmy zewnętrznej, który miałby ustalić wymagania (odgrywające rolę w kosztach) dla integracji tego fragmentu z pozostałymi systemami.

Rozumiem, że osoba współpracująca z zewnątrz może czuć się nieswojo w kręgu decydentów. Rozumiem także, że nerwy mogą dyktować lub zmieniać styl zachowania, wyzwalając np. głupawy uśmieszek, który może być postrzegany przez uczestników obrad przynajmniej dwuznacznie. Notabene, był kiedyś minister budownictwa (nazwiska, niestety, nie pomnę), któremu zarzucano, że mówiąc o sprawach poważnych i przykrych ma na twarzy ironiczny grymas. Wytłumaczył się jednak, że grymas ma zawsze, nie tylko przy pewnych okazjach, czego nie należy interpretować jako drwiny.

Ale wracajmy do sprawy, nie o cechach zewnętrznych chciałem bowiem pisać. Otóż wspomniany informatyk, miast prosto i rzeczowo przedstawić założenia i wymagania dotyczące jego odcinka implementacji, zaprezentował typowe wymądrzanie ogólnoinformatyczne, koncentrując się na tłumaczeniu zarządowi i mnie - informatykowi, jak wykonywać eksport danych lub jakie wersje beta systemów operacyjnych są aktualnie dostępne. Nie omieszkał przy tym kpiąco (przynajmniej tak wyglądało) odnieść się do globalnych założeń przedsięwzięcia, chociaż nie miał pełnić roli eksperta ds. kompleksowej komputeryzacji. Jeszcze chwila, a padłbym na kolana obwieszczając głośno pokutę wobec mojego nieuctwa i nieznajomości technologii komputerowych. Bardzo "lubię" ludzi, którzy zaproszeni w gości rozpoczynają wizytę od krytyki mieszkania i żony gospodarza.

Myślałem, że "iskrzenie na styku" (copyright P. Fuglewicz) dotyczy świata informatyków i użytkowników. Po niniejszej nauce okazało się, że i między informatykami bywają problemy komunikacyjne.

Gdy się nie chce lub nie potrafi wyłożyć swoich racji, nawet najbardziej naukowych, w sposób przystępny i zrozumiały, lepiej zamknąć się w czterech ścianach, a skutek będzie jednaki. A może niektórzy informatycy są już tak mądrzy, że nie bywają zrozumiani przez własne środowisko? Chyba nie, luminarze polskiej informatyki potrafią bowiem przejrzyście, ale ze swadą i humorem przedstawiać nawet najbardziej skomplikowane problemy, za co im chwała.

<hr size=1 noshade>1 (łac.) nie dawaj dziecku miecza