Naszość klasowa, czyli sami swoi

Ludzie to są wygodne istoty. W trakcie ewolucji wykształciliśmy sobie różne zasady współżycia, potocznie zwane prawami, przykazaniami lub regułami współżycia.

Ludzie to są wygodne istoty. W trakcie ewolucji wykształciliśmy sobie różne zasady współżycia, potocznie zwane prawami, przykazaniami lub regułami współżycia.

Jest jasne, że okradanie sąsiada może się na nas zemścić, bo i nas mogą okraść. Podawanie prawej ręki ujawnia, że nie mamy w niej noża (jako mańkut powinienem podawać lewą). Mycie się przed wizytą u znajomych zapewnia komfort konsumpcji bez zatykania nosa. Listę akcepto-wanych społecznie zachowań mógłbym ciągnąć i ciągnąć. Niestety, komputeryzacja społeczeństwa spowodowała powstanie nowych zachowań, dla których nie ma jeszcze reguł dobrego zachowania się.

Kiedy zapisałem się (sam nie wiem, po co) do portalu Nasza Klasa, to nie przewidziałem, że ktoś zechce zostać moim znajomym. Sam nikogo nie zapraszałem i nie zapraszam. Na początku odzywali się ludzie, z którymi i tak utrzymuję stosunki towarzyskie od lat. Dołączyła też rodzina, głównie dalsza, ale zawsze miła. W pewnym momencie pojawiły się zaproszenia od osób, które wprawdzie znam, ale wcale nie wiem, czy chcę się nimi afiszować. Na przykład, do znajomości zgłosiła się pewna osoba bardzo publiczna, z którą miałem przyjemność studiować na tym samym wydziale oraz kiedyś pożyczyć komputer do programu telewizyjnego, w którym jednak nie miałem ochoty sam wystąpić. Były to czasy późnego PRL-u i nie każdy chciał dawać twarz w TVP - zupełnie jak dzisiaj. Jednak kliknąłem na akceptację zaproszenia. Każdy, kto zajrzy do mego profilu na NK, łatwo zgadnie o kim piszę.

Ostatnio na znajomego zaprosił się kolega z podstawówki, którego świetnie pamiętam. A to dlatego, że dzięki temu, że był on rudy, nikt i na mnie nie odważał się tak wołać. Jak można domyśleć się, użycie tego słowa w klasie skutkowało fangą w nos albo tzw. deską w czoło. Z pewną ulgą pożegnałem moją klasę po podstawówce, bo wiedziałem, że już nigdy więcej nie będę musiał zadawać się z niektórymi kolegami. Przez ponad czterdzieści lat żyłem w błogim przekonaniu, że już nikt nigdy nie przypomni mi owych przykrych czasów, których pamiątkę (szrama na rozbitej wardze) noszę do dziś niczym zaszczytne odznaczenie - innych odznaczeń jakoś nie posiadam i, prawdę mówiąc, posiadać nie pragnę. Kiedy jednak kolega-rudzielec zapytał mnie, czy chcę być jego znajomym, to kliknąłem, że tak. Z pewnością nie ze strachu, że w przypadku odmowy może dać mi w nos. Nie te czasy, nie ci ludzie.

Problem z ujawnianiem znajomości, a także własnej tożsamości, nie dotyka tylko mnie. Ostatnia awantura o publikowanie zdjęć w strojach roboczych oficerów służb specjalnych pokazuje, że w trakcie 17-dniowego szkolenia zapomniano tym panom nakazać zachowanie tajemnicy pracy. W wojsku wiadomo jak to jest: do wszystkiego istnieje regulamin. Buty czyści się na rozkaz, włosy strzyże regulaminowo, bieliznę zmienia wg rozdzielnika. Tylko przełożeni jakoś zapomnieli dopisać w kodeksie zachowania oficera, że nie zapisuje się on do portalu społecznościowego. A jeśli już, to do takiego bardzo tajnego, którego URL-a nikt nie zna ani znaleźć nie może. Dodać powinni, że oficer WP nie przyjmuje zaproszeń znajomych bez cenzusu. Tylko koledzy z tego samego szkolenia. Zasady powinno rozszerzyć się na wszystkie służby mundurowe, a także na urzędników państwowych.

Gdy dobrze zastanowić się, to dzięki wzrostowi eksponencjalnemu niedługo wszyscy Polacy będą członkami Naszej Klasy, a więc naszymi własnymi znajomymi. Czytelnicy CW także. Zapraszam - jak widać, nikomu nigdy nie odmawiam znajomości. Nawet nieznajomym.


TOP 200