Najmodniejszy komputer

Było więc tydzień temu o czarownicach, modzie i gadżetach elektronicznych do noszenia na sobie, o ostrogach na bose stopy i nocnym stroju wielkiej gwiazdy filmu. Była jednocześnie obietnica zajęcia się - ale już bardziej serio - innymi aspektami elektroniki do noszenia.

Było więc tydzień temu o czarownicach, modzie i gadżetach elektronicznych do noszenia na sobie, o ostrogach na bose stopy i nocnym stroju wielkiej gwiazdy filmu. Była jednocześnie obietnica zajęcia się - ale już bardziej serio - innymi aspektami elektroniki do noszenia.

Jest otóż wiele zajęć, do których trzeba mieć wolne ręce, a których wykonywanie odbywa się często w trudno dostępnych miejscach, a do tego - w niezbyt wygodnych pozycjach. Wszystko to razem wymaga od wykonujących te czynności także sporej sprawności fizycznej. Przykładem może być praca geodety w terenie, inspekcja pojazdu od spodu, nadzór budowlany, kontrola jakości spawów konstrukcji stalowej, opieka nad linią technologiczną i tysiące innych. Działania te wiążą się z koniecznością wykonywania licznych pomiarów i rejestrowania ich wyników. Dobrze też jest mieć suflera, który podpowie, co jeszcze jest do zrobienia, tak, by uniknąć konieczności ponownego np. wspinania się na wysokość któregoś tam piętra, gdy akurat pada jeszcze i wieje.

No i mamy pytanie - jak, w takich warunkach, pomóc sobie komputerem. I to nie jakąś namiastką w rodzaju urządzenia PDA, do obsługi którego potrzeba dwóch rąk i patyczka, czy zwykłym komputerem przenośnym, lecz czymś, co jest z jednej strony pełnoprawnym komputerem, z drugiej zaś zapewni dwukierunkowy kontakt z człowiekiem, znosząc przy okazji niełatwe warunki działania i - chociaż niezamierzone - to jednak brutalne często traktowanie.

Ot, coś takiego np., z czym co drugi miesiąc odwiedza mnie przedstawiciel energetyki poznańskiej i wstukuje do tego czegoś bieżący stan liczników prądu i gazu i na poczekaniu - już w trakcie odczytu liczników sąsiada - drukuje rachunek.

Okazuje się, że jest dziedzina, która tym się zajmuje, a której nazwa, jak to z terminologią komputerową bywa, nie daje się przetłumaczyć na polski: no bo jak nazwać "wearable computers"? Komputery do noszenia? Komputery-ubiory?

Ich definicja wymaga m.in., by były one "zawsze włączone, zawsze gotowe do działania i zawsze w zasięgu użytkownika", co - jak wiemy z praktyki - stanowi warunki, które nie zawsze przecież spełniają pracujące w komfortowych warunkach "zwykłe" komputery.

A sprawa nie jest banalna, czego dowodem jest drugie już międzynarodowe forum na ten temat, jakie ma się odbyć w połowie marca w Zurychu. Właśnie tam, bo sporą siłą napędową tej inicjatywy jest sławna i wielce dla informatyki zasłużona ETH.

W ubiegłym roku ETH zaprezentowała tam komputer pomieszczony w klamrze pasa, który sam pełni rolę łącznika między tymże komputerem a innymi urządzeniami (coś jakby taśmowy przewód, znany z wnętrza każdego komputera, tyle że bardzo mocny). Jeszcze bardziej interesujące - by nie rzec - rewolucyjne - są wyświetlacze wyników. Charakteryzując je w ogólności rzec można, że nie przeszkadzając w widzeniu, stale pozostają w zasięgu wzroku.

Mimo że dziedzina to młoda, są już pierwsze przykłady zastosowań w praktyce, w czym do czołówki należy straż pożarna w Paryżu, fabryka samochodów Skoda w Czechach i zakłady wytwarzające samoloty Airbus.

W niezbyt jeszcze licznych opracowaniach na ten temat powiada się, że ta nowa dziedzina techniki komputerowej wywrze znaczny wpływ na pracę i współdziałanie wielu ludzi, a tym samym - pośrednio - również na firmy, w których ludzie ci pracują.

Zastanawiające jest jednak jeszcze jedno - popularne dżinsy były kiedyś rodzajem ochronnego kombinezonu roboczego, na ulicach widuje się młodych ludzi w niezbyt przecież wygodnych ubiorach stylizowanych na wojskowe mundury (i to bynajmniej nie te zwane wyjściowymi), kiedy zatem ujrzymy komputery do noszenia w roli modnej części garderoby?


TOP 200