Nadleśnictwo w ajencji

Podobały mi się ministerialne wystąpienia podczas tegorocznej Gali Lider Informatyki 2002 i poprzedzającej ją Konferencji. Były wyważone, konkretne i - co ciągle jest rzadkością - wygłoszone dobrą polszczyzną.

Podobały mi się ministerialne wystąpienia podczas tegorocznej Gali Lider Informatyki 2002 i poprzedzającej ją Konferencji. Były wyważone, konkretne i - co ciągle jest rzadkością - wygłoszone dobrą polszczyzną.

Źródłem wątpliwości jednak stał się dla mnie przykład o ilości papieru zużywanego na formularze zeznań podatkowych. Nie, wcale nie chodzi mi o drobny lapsus, że po wypełnieniu tychże formularzy nic dalej się z nimi nie dzieje, co wzbudziło wesołość prześwietnego, zgromadzonego w Teatrze Narodowym, towarzystwa. Z tym niezamierzonym stwierdzeniem byłbym skłonny nawet się zgodzić - kategoria różnego rodzaju dokumentów jednorazowego, czyli niemal żadnego, użytku jest bardzo pojemna, o czym zresztą za chwilę.

Z wyliczenia ministerialnego wynikło, że gdyby wspomniane formularze podatkowe z jednego tylko roku zapakować w paczki po pięćset arkuszy, jak to się robi z czystym papierem, to paczki te, ułożone jedna za drugą, ciągnęłyby się przez całą Polskę, od Bugu do Odry. Na wytworzenie potrzebnego na to papieru trzeba wyciąć sto hektarów czy - jak kto woli - jeden kilometr kwadratowy lasu.

Wątpliwości moje dotyczą jednak wyrażonej przy okazji nadziei, że umożliwienie Obywatelom Polski składania zeznań podatkowych za pośrednictwem Sieci uratuje spod topora niemały kawałek lasu. Wątpię nie dlatego że nie wierzę, że taka możliwość w ogóle kiedyś będzie dostępna. Powodem moich wątpliwości jest to, że jak daleko bym pamięcią nie sięgał, wszystkie generacje technik obliczeniowych, z którymi miałem do czynienia, zawsze, i wbrew deklaracjom, zwiększały zużycie papieru. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że im bliższe były te techniki współczesności, tym większe przynosiły szastanie papierem.

Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

Maszyny licząco-analityczne. Dane wprowadza się, wykonując dziurki w kartach, wykonanych ze specjalnego, wysokiej klasy kartonu. Do Polski karton ten importowano głównie z Finlandii, a rocznie w całym kraju zużywano tych kart dobrze ponad sto milionów. Karty te były jednak intensywnie, wielokrotnie wykorzystywane, gdyż kolejne cykle obliczeń wykonywano na nich, zmieniając kolejność ich ułożenia w zbiorach.

Z kart tych, jako gotowego sposobu na wprowadzanie danych, przez lata korzystały także komputery, ale wówczas już po jednorazowym wczytaniu karty stawały się zbyteczne. Zasługą komputerów było również zwiększenie ilości tego papieru, który w tempie co kilka sekund strona o formacie zbliżonym do A3 pracowicie przerabiały drukarki. Żartowano, złośliwie, że ośrodki obliczeniowe winny brać w ajencję nadleśnictwa.

Wszystko miały zmienić komputery osobiste. Każdy miał mieć własny ekran, na którym wszystko miał móc przeczytać. Okazało się jednak, że tak łatwe stało się poprawianie i cyzelowanie tekstów, że nie można się oprzeć, by tu zmienić krój znaków, tam je podkreślić, a ówdzie - powiększyć. A po każdej zmianie - drukarka, bo jest pod ręką i trzeba przecież obejrzeć "w naturze", czy już jest dostatecznie ładnie... Idea biura bez papieru zmaterializowała się jako własna karykatura...

Drukują (i jeszcze pakują w oddzielne koperty) banki - jedna operacja, jedna strona A4, drukują ci, którym trzeba za coś płacić, i ci, którzy mają coś do zaoferowania.

Można - na tym tle - znaleźć jeszcze choć jeden przykład pozytywny i przez komputery nie tknięty: opłaty za radio i telewizję. Kilkanaście centymetrów kwadratowych papieru, używane po obu stronach. Jeżeli ktoś płaci raz w roku - książeczka starczy na pół życia. Sam siedzę przed ekranem komputera już niemal trzydzieści lat. I do dziś nie znoszę czytania wprost z niego...


TOP 200