Na straży

Kiedyś przed siedzibami banków i przed jednostkami wojskowymi w miastach obowiązywał bezwzględny zakaz zatrzymywania się. Celem tego było jednak nie tylko przeszkodzenie np. w napadzie na bank, ale również utrudnianie fotografowania (zakaz czego w placówkach bankowych obowiązuje do dziś). Tak jakby zdjęcia nie można było zrobić niepostrzeżenie, np. z samochodu.

Kiedyś przed siedzibami banków i przed jednostkami wojskowymi w miastach obowiązywał bezwzględny zakaz zatrzymywania się. Celem tego było jednak nie tylko przeszkodzenie np. w napadzie na bank, ale również utrudnianie fotografowania (zakaz czego w placówkach bankowych obowiązuje do dziś). Tak jakby zdjęcia nie można było zrobić niepostrzeżenie, np. z samochodu.

Właśnie - z samochodu. Znajomi kupili sobie gustowny i niebanalny domek, stojący pośród licznych podobnych budowli. Ich skromna uroda szybko wzbudziła zainteresowanie dość charakterystycznych osobników, którzy przemierzali uliczki rzeczonego osiedla w równie charakterystycznych samochodach, wyprodukowanych gdzieś w Bawarii. Dowód swego uznania dla gustu posiadaczy i talentu architektów dawali oni poprzez intensywne filmowanie co bardziej urodziwych posesji.

Ponieważ potem, pod nieobecność domowników, podejmowano próby dzielenia się z nimi ich własnym dobytkiem, mieszkańcy tego skromnego osiedla zrzucili się na ochronę i kontrolowane przez nią bramki wjazdowe ze szlabanami i kolczatkami.

Całkiem niedawno zaś pracownicy stacji dystrybucji gazu w podpoznańskim Swarzędzu wykazali się rewolucyjną wręcz czujnością, zwracając uwagę na osobnika, który zawzięcie (to nie ja - tak napisała gazeta) fotografował znajdujące się tam olbrzymie zbiorniki gazu. Delikwenta - obcokrajowca, jak się okazało - aresztowano z podejrzeniem przygotowywania zamachu terrorystycznego. Po kilku tygodniach jednak, z braku dowodów winy - wypuszczono go.

Co łączy te trzy przypadki? To otóż, że pewnych rzeczy i obiektów, które chcielibyśmy, aby pozostały tajne i niewidoczne, ukryć po prostu się nie da. Czy to bank, czy obiekt wojskowy, czy luksusowy dom, czy też stacja dystrybucji gazu - zawsze będzie to widać, zawsze będzie można to sfotografować tak, żeby nikt nie widział i dowolnie zdjęcia takie wykorzystać. Oznacza to, że chronić takie obiekty trzeba inaczej, niż tylko zakazując ich fotografowania.

O wiele łatwiej jest z ośrodkami obliczeniowymi - głównymi czy zapasowymi, gdyż obiekty, w których one funkcjonują, na ogół nie rzucają się w oczy. Co nie oznacza jednak, że nikt o nich nie wie. O ośrodkach głównych, szczególnie tych większych, wiedzą na ogół setki osób, a może i tysiące. Bo ludzie lubią się chwalić, gdzie to pracują i co nadzwyczajnego tam mają, tak jak robią to często żołnierze podróżujący pociągami, którzy przechwalają się czym tylko się da przed współpasażerami.

A dbałość o wszelakie bezpieczeństwo to taka niewdzięczna dziedzina, gdzie rzadko odnosi się spektakularne sukcesy, w rodzaju wykrycia przecieku danych, złapania szpiega czy sabotażysty. Konieczność jednak stałego udowadniania swojej przydatności skutkuje swoistym imperatywem ciągłego wskazywania nowych zagrożeń i podejmowania stosownych działań zapobiegawczych.

Efektem są coraz to nowe ograniczenia, które, gdyby przyzwalać na ich stosowanie, stopniowo sparaliżowałyby funkcjonowanie całych organizacji. Bo przecież dopiero gdy już nic się nie dzieje, to prawdopodobnie nie dzieje się i nic złego.

Dobrym tego przykładem jest niedawny pomysł (w USA, ale skoro tam, to wkrótce i u nas) na utrudnienie planowania zamachów terrorystycznych poprzez usunięcie z wagonów kolejowych do przewozu materiałów niebezpiecznych tablic dla służb ratowniczych, informujących o rodzaju ładunku. Zanim jednak doszło do jego realizacji, zdarzyło się nieszczęście: w trakcie przejazdu przez jakieś miasto wykoleił się pociąg z cysternami z chlorem.

Ale można przecież pójść jeszcze dalej i np. zamiast "chlor" pisać "benzyna". Gdy naprawdę coś się wydarzy, terrorystom będzie łyso, a strażakom z pewnością wesoło.


TOP 200