Na metr kwadratowy

Gdy po raz pierwszy przeczytałem słowa Norberta Wienera, wypowiedziane w 1948 roku, w których wieszczył on początek rewolucji informatycznej, pokazałem je Mamie. Mama spokojnie odpowiedziała, że może i jest to prawda, ale jej już ta rewolucja nie dotyczy. Rzecz działa się w głębokiej komunie, kiedy podstawowym zmartwieniem było wykupić kartkowy przydział mięsa, trudno się więc dziwić sceptycyzmowi mojej rodzicielki.

Gdy po raz pierwszy przeczytałem słowa Norberta Wienera, wypowiedziane w 1948 roku, w których wieszczył on początek rewolucji informatycznej, pokazałem je Mamie. Mama spokojnie odpowiedziała, że może i jest to prawda, ale jej już ta rewolucja nie dotyczy. Rzecz działa się w głębokiej komunie, kiedy podstawowym zmartwieniem było wykupić kartkowy przydział mięsa, trudno się więc dziwić sceptycyzmowi mojej rodzicielki.

Czasy jednak zmieniły się i choć większość ludzi z pokolenia moich rodziców nadal nie korzysta z komputera osobistego, to codziennie używają oni bezpośrednio kilku komputerów, a pośrednio niemożliwej do policzenia, ale na pewno ogromnej ich liczby.

Rozglądam się oto po moim mieszkaniu i staram się policzyć, ile komputerów się w nim mieści. Zaznaczam od razu, że pojęcie "komputer" stosuję w rozumieniu definicji von Neumanna (procesor, pamięć oraz wejście/wyjście), a nie potocznym. Maszyna, na której stukam te słowa, to kilka komputerów. Oprócz, co oczywiste, procesora centralnego, małe komputery znajdują się także na karcie graficznej, w sterowniku dysków oraz w klawiaturze. Nie dałbym głowy, ale podejrzewam, że sterownik magistrali PCI to też specjalizowany komputer. Tak więc mój stareńki PC to tak naprawdę pięć komputerów.

Wieża stereo pochodzi z czasów, kiedy producenci sprzętu audio wyposażali go w schematy ideowe. Rzut oka na dokumentację pozwala więc łatwo policzyć komputery mieszczące się w środku. Wzmacniacz, odtwarzacz CD i magnetofon mają po kości (poczciwy Intel 8051) sterującej klawiaturą i wyświetlaczem. Magnetofon ma także osobny procesor sterujący napędem, a zasadniczą część kompaktu stanowi tajemniczo brzmiący "CD kit", co - jak podejrzewam - nie oznacza lepkiego uszczelniacza, a zintegrowany element optoelektroniczny, zajmujący się odczytywaniem płyt i przetworzeniem sygnału. Tego typu urządzenie musi zawierać CPU.

Do tego wszystkiego trzeba dodać mikroprocesor sterujący programatorem pralki automatycznej. Telewizor jest co prawda prosty i tani, ale wyświetla część informacji na ekranie, toteż bez komputera się nie obejdzie. Nie mam wideo, kuchenki mikrofalowej ani tunera satelitarnego, a kuchenki i czajnika nie podejrzewam o posiadanie krzemowych kości. Podsumujmy: pięć komputerów w komputerze, tyleż w wieży stereo i dwa w innych sprzętach domowych daje dwanaście pełnoprawnych komputerów. A wszystko to w malutkim mieszkanku.

To tylko te maszyny, z których korzystam bezpośrednio. Ale przecież czytam gazety, oglądam telewizję, rozmawiam przez telefon, surfuję po Internecie. Do przeprowadzenia każdej z tych czynności angażowane są setki, jeżeli nie tysiące maszyn. Nawet kiedy idę pod prysznic, mam świadomość, że woda leci z kranu tylko dzięki temu, iż gdzieś tam, daleko, działają sterowane komputerowo pompy, wieże ciśnień, filtry i oczyszczalnie.

Przywykliśmy za przejaw rewolucji informatycznej uważać błyskające monitory komputerów osobistych obecne w przedsiębiorstwach, urzędach czy na biurkach naszych dzieci. Tymczasem liczba komputerów "ukrytych" jest znacznie większa - tak ogromna, że trudno je w ogóle policzyć. To, co widzimy jako użytkownicy, czym zarządzamy jako informatycy, to tylko ułamek, prawdziwy wierzchołek góry lodowej. Prawdziwa "masa" informatyki działa cicho, w ukryciu i na ogół sprawnie. Może więc do porównań skali zinformatyzowania społeczeństw nie powinniśmy używać liczby maszyn na osobę ani użytkowników Internetu w populacji, ale nasycenia komputerami w procesorach na metr kwadratowy?

Moja średnia wynosi ok. 0,3. A jak to jest u Państwa?


TOP 200