Na kursie nieśmiertelności

Bywają książki, które czytane z odpowiedniej perspektywy olśniewają przenikliwością i trafnością autorskiej analizy. Dla mnie taką książką jest wydana właśnie „Homo Deus. Krótka historia jutra” autorstwa Yuvala Noah Harari.

To kontynuacja filozoficznego bestsellera „Sapiens. Od zwierząt do bogów” o tym, jak człowiek przez wieki zmieniał siebie i swoje otoczenie tak, że dziś jesteśmy blisko osiągnięcia boskości w tym, co możemy i chcemy robić. W dużym skrócie, obie pozycje odpowiadają na pytanie: jak w bliskiej i odległej przyszłości zmieni się człowiek i jakie będzie to mieć implikacje dla wszystkich dziedzin naszego życia.

Odpowiedzi jest wiele, ale jedna z nich najbardziej zachwycająca i przerażająca zarazem: staniemy się nieśmiertelni. W jednym z wywiadów udzielonych po wydaniu najnowszej książki Harari twierdzi, że śmierć jest skomplikowanym problemem, ale jedynie… problemem technicznym. Jako naukowiec jest przekonany, że problemy techniczne mają techniczne rozwiązania. To nie są śmiałe rojenia błyskotliwego naukowca, lecz solidny, choć zrozumiały dla każdego wywód logiczny, uwzględniający historię ludzkości. „Śmierć była tradycyjnie zadaniem dla kapłanów i teologów, teraz przejmują to inżynierowie” – cieszy się Harari i na potwierdzenie dodaje, że kilka lat temu Google założył spółkę Calico, której celem jest rozwiązanie problemu śmierci. A skoro Google’owi udało się rozwiązać techniczny problem sprawnego wyszukiwania w sieci, to szansa na rozwiązanie problemu przemijania może być w zasięgu ręki.

Zobacz również:

Harari daje do myślenia jeszcze inną prognozą. Dowodzi, że w nieodległej przyszłości, czyli jeszcze w XXI wieku, biznes zajmie się mniej technologiami produkcji żywności, ubrań czy samochodów, a bardziej usprawnianiem ludzkich ciał i umysłów przez biotechnologię i biochemię. Harari mówi, że to będzie nie tylko największa rewolucja w historii, ale także w biologii od pojawienia się życia na Ziemi.

Przyjmując, że Harrari ma trochę racji, to czy jego prognozy mogą zmienić sposób, w jaki patrzymy na przyszłość IT? Jedną z dróg, którą ludzkość będzie podążać ku nieśmiertelności, jest stopniowe usprawnianie ciała i umysłu różnymi komponentami ze świata IT, genetyki, biochemii i protetyki. Staniemy się nie tylko sprawniejsi fizycznie, ale także sprytniejsi, inteligentniejsi, a może mądrzejsi! Świetnie, prawda? Być może, ale to oznacza, że technologia będzie musiała dostosować się do „nowego człowieka”. Prosty przykład to branża gier interaktywnych, które dla superspostrzegawczego i supersprawnego superczłowieka staną się po prostu supernudne i przewidywalne. Mniej więcej tak jak River Raid na pierwszych komputerach ośmiobitowych. Branża gier jakoś sobie z tym poradzi, ale co np. z systemami bezpieczeństwa? Tu pojawiają się kłopoty, gdy superczłowiek na komputerowych sterydach będzie mógł przeprowadzać tyle operacji zmiennoprzecinkowych, że złamanie haseł będzie igraszką. Nie wspominam już o biznesie zbrojeniowym i nawet nie staram się myśleć o pisarzach, poetach czy malarzach, którzy odpowiednio zmodyfikowani będą po wielokroć genialniejsi od starych mistrzów. Morał z prognoz Harariego jest taki: im bardziej IT chce biec w przyszłość, tym bardziej musi zajmować się udoskonaleniem człowieka. Tu jest eldorado dla sprzedawców rozwiązań, które uczynią nas najpierw herosami, a potem bogami.

I tylko jedno zdanie z książki Harariego może nas ostudzić w entuzjastycznym tworzeniu nadczłowieka. Mówi on tak: „zdolność do przygotowania coraz dokładniejszych prognoz zjawisk społecznych przyczynia się do coraz mniejszej ich sprawdzalności. Po prostu prognozy czytają wszyscy i jeśli w nie uwierzą, to dostosowują swoje działania do oczekiwanych zdarzeń, zmieniając jednocześnie układ odniesienia”. Dla mnie to jasna wskazówka: zanim ludzie od technologii zajmą się tworzeniem nadludzi, może naprawiliby parę drobniejszych usterek, żeby opóźnienia Pendolino nie zwiększały się lub zmniejszały, bo się szyny wyginają.