Na dystans do praktyków

Jakiś czas temu dyrektor odpowiedzialny za logistykę w dużej polskiej fabryce branży metalurgicznej opowiadał mi, jakie zamieszanie wywołał w środowisku jednej z uczelni, gdy przybył do niej, aby porozmawiać o swoich zawodowych sprawach. Wymyślił bowiem parę rozwiązań, które - zanim wdroży - chciał poddać ocenie ludzi, których uważał za autorytety; profesorów, których książki czytał i cenił. Profesorowie byli bezgranicznie zdumieni.

Jakiś czas temu dyrektor odpowiedzialny za logistykę w dużej polskiej fabryce branży metalurgicznej opowiadał mi, jakie zamieszanie wywołał w środowisku jednej z uczelni, gdy przybył do niej, aby porozmawiać o swoich zawodowych sprawach. Wymyślił bowiem parę rozwiązań, które - zanim wdroży - chciał poddać ocenie ludzi, których uważał za autorytety; profesorów, których książki czytał i cenił. Profesorowie byli bezgranicznie zdumieni.

Jednak to nie oryginalność rozwiązań wymyślonych przez dyrektora była przyczyną ich zdziwienia, lecz pomysł przyjazdu na uczelnię w celu rozmowy z uczonymi o najszacowniejszych tytułach. Podobno zdarzyło się to pierwszy raz, mimo że instytut specjalizował się właśnie w analizie problemów przedsiębiorstw przemysłowych. W czasach realnego socjalizmu nagminnie utyskiwano nad nieprzekładalnością pracy naukowców na konkretne zastosowania, ale w czasach przywoływanych przez owego dyrektora kapitalizm w Polsce już zakorzenił się. A zatem, czy rzeczywiście nic się nie zmieniło w relacjach nauka - praktyka, choćby w dziedzinie zastosowań informatyki?

Gdy czytam spisy referatów i uczestników rożnych konferencji, to - poza jednym wyjątkiem - mam wrażenie, że istotnie niewiele. Ciągle są to imprezy dla osiągnięcia różnych naukowych i nienaukowych celów, ale dosyć odległe od idei służenia wiedzą teoretyczną praktykom i ich słuchania dla zapłodnienia własnej wyobraźni. Ale są i symptomy zmiany. Otóż, tak jak i ów dyrektor, tak i inni dyrektorzy odkryli, że do przeprowadzania zmian wymuszanych przez rynek i nowe reguły gry gospodarczej i społecznej nie wystarczy im doświadczenie i silna wola. Potrzebna jest i wiedza, i zewnętrzny autorytet. Podobnie dostawcy rozwiązań dla przedsiębiorstw, np. informatycznych i logicznych, przekonali się, że do pracy u klientów przydałby się ktoś z wiedzą innego rodzaju niż handlowa i ponadto otaczany społecznym szacunkiem. Kto może się do tego lepiej nadawać niż profesor? Lepszy byłby niezależny kompetentny konsultant - praktyk, ale takich w Polsce mamy jak na lekarstwo. Najbliżej byli naukowcy. Do nich więc zwrócono się z propozycjami konsultacji i współpracy.

Naukowcy początkowo byli zaskoczeni, że istnieje takie zapotrzebowanie, potem cokolwiek zdegustowani, wszak to jednak degradacja tworzyć rozwiązania dla fabryki puszek, zamiast dla całej ludzkości. Potem jednak poszli po rozum do głowy i odkryli korzyści. Po pierwsze, ci, którzy ich potrzebowali, oferowali atrakcyjne honoraria, rzecz nie do pogardzenia w sferze płac z budżetu. Po drugie, w czasach "wilczego kapitalizmu", a więc dominacji wartości materialnych i talentów przedsiębiorczych, poczucie wartości naukowców obniżyło się, więc zatrudnienie się w roli wysoko opłacanych konsultantów - wyroczni w przedsiębiorstwach - ratowało ich samopoczucie i prestiż społeczny.

Niestety, z wielu środowisk dowiaduję się, że ta zbieżność interesów okazała się pozorna. Zarzuty są dwa. Wiedza naukowców okazuje się mitem. Nie dotyczy rzeczywistości. Rzeczywistość i działanie na "żywych organizmach" nie jest ich pasją, nie wkładają w to serca, nie czują się za nią odpowiedzialni. Po drugie, naukowcy, którzy zawsze byli raczej niezamożni, są mało odporni na magię dużych pieniędzy. Istnieją, oczywiście, wyjątki, ale nie one tworzą atmosferę wokół środowisk akademickich, po których praktycy niedawno wiele się spodziewali.

Zresztą przypuszczam, że był to także błąd praktyków. Przyjęło się, iż ludzie nauki zajmują się głównie ich formacją i kształceniem, a to powinno wystarczyć na należny im szacunek i prestiż. Sądzę, że zaangażowanie się naukowców w biznes nikomu nie wyjdzie na dobre.


TOP 200