NIC, czyli coś

Dziesięć lat temu, gdy w sprzedaży pojawiły się napędy CD-ROM, miałem wizję komputera wyposażonego w system na płytce, bez napędu dyskietek i dysku stałego. W tamtych czasach najtańszy Macintosh, którymi wyposażaliśmy redakcje, kosztował dobrze ponad tysiąc dolarów.

Dziesięć lat temu, gdy w sprzedaży pojawiły się napędy CD-ROM, miałem wizję komputera wyposażonego w system na płytce, bez napędu dyskietek i dysku stałego. W tamtych czasach najtańszy Macintosh, którymi wyposażaliśmy redakcje, kosztował dobrze ponad tysiąc dolarów.

Typowy dziennikarz potrzebował jeszcze monitora (wtedy 400 USD). Sieć na kabelkach telefonicznych była wbudowana w płyty główne i wystarczała do zapamiętywania tekstów na serwerze. Wszyscy mi potakiwali, ale uważali za wariata, bo przecież komu zależało, aby tanio sprzedawać komputery. Dziesięć lat minęło szybko i wizja została zrealizowana. Postanowiłem sprawdzić, czy NIC, czyli New Internet Companyhttp://www.thinknic.com , ma coś, co zasługuje na uwagę. Za 199 USD otrzymuje się pełny komputer, nawet z klawiaturą i myszą, pracujący pod Linuxem. Wystarczy do niego podłączyć stary monitor i już można bawić się na sieci. Tak w każdym razie sprawa wyglądała z opisów, ale jako stary człowiek wiem, że między reklamą a rzeczywistością zawsze jest przepaść.

Zgrabne małe pudełeczko można zamówić w dwu kolorach (czarny i piaskowy). Jest to pewien postęp w stosunku do czarnej wizji samochodowej Forda. Model T zrewolucjonizował sposób poruszania się Amerykanów, bo był tani. Pod koniec produkcji, w roku 1927 sprzedawano go za 360 USD w wersji z miękkim dachemhttp://www.modelt.org . Dziś NIC w najtańszej wersji z monitorem 15 cali kosztuje 319,98 USD. Wiem, że to nie te same dolary, ale zbieżność jest zastanawiająca! Podobnie jak kiedyś można było zamówić sztywny dach (wersja coupe za 485 USD oraz sedan za 545 USD), dziś można kupić najtańszy komputer z panelem LCD.

Różnica tkwi jednak w szczegółach. Otóż, model T był produkowany przez 18 lat, pierwotnie najniższa cena wynosiła 825 USD, a w roku 1927 przegrał z lepszymi, bo nowocześniejszymi autami z tej samej fabryki. Był to jednak w pełni sprawny samochód, a wiele egzemplarzy jeżdżących do dziś świadczy o jakości wykonania i dobrym zaprojektowaniu.

Używając NIC-a przez kilka dni zauważyłem, że ma on poważne ograniczenia, które być może zostaną poprawione, ale w tej chwili powodują, że komputer ten nadaje się głównie jako przeglądarka sieci w miejscach publicznych, a i to po zablokowaniu napędu CD-ROM, aby ludzie nie kradli płytek z systemem.

Otóż, w wersji standardowej NIC ma tylko 64 MB pamięci, co uniemożliwia używanie większych aplikacji, które zmieściłyby się na CD (wolny napęd 24x). Wprawdzie po otwarciu obudowy odkryliśmy, że pamięć jest montowana wymiennie i mogliśmy wsadzić 128 MB, ale firma odmawia sprzedawania komputera bez pamięci, zasłaniając się "procesem produkcyjnym". Po drugie, brak dysku powoduje, że tak naprawdę NIC wymaga serwera. Jest to naturalne w miejscu pracy, ale w domu trudno sobie wyobrazić utrzymanie serwera. Korzystanie z serwerów internetowych jest zawsze ryzykowne, bo możemy nie mieć dostępu do naszych plików.

Dlatego myślę, że NIC przegra z PC. Dziś mogę kupić PC od Della już za 719 USD (Celeron 800 MHz, 128 MB RAM, dysk 20 GB, CD-RW). To wprawdzie 2 razy więcej niż NIC, ale pozwala robić wszystko na co ma się ochotę, łącznie z wypalaniem płyt z muzyką. Może jednak za dwadzieścia lat, gdy na emeryturze moja żona będzie bawiła się renowacją starych samochodów, ja będę udoskonalał system operacyjny archaicznego NIC-a?


TOP 200