Może ożywienie, może złudzenie

Wygląda na to, że ożywienie gospodarcze w Polsce jest uzależnione od światowej koniunktury. Na pozytywne efekty działań rządu nie należy liczyć.

Wygląda na to, że ożywienie gospodarcze w Polsce jest uzależnione od światowej koniunktury. Na pozytywne efekty działań rządu nie należy liczyć.

Wstępne dane, opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują, że w pierwszym kwartale br. gospodarka nieco przyspieszyła. Dynamika jest najwyższa od dwóch lat. Również badania bieżącej koniunktury, pokazujące nastroje producentów, ich oczekiwania odnośnie do zakupów, nakładów, poziomu zapasów i terminów płatności dają bardziej optymistyczny obraz polskiej gospodarki niż przed rokiem lub dwoma laty. Być może więc zbliża się długo oczekiwane ożywienie, którego pilnie wyglądają przedsiębiorcy. Ale obraz wcale nie jest jednoznaczny. Jest niemal pewne, że PKB w tym roku wzrośnie szybciej niż w ubiegłym, gdy dynamika osiągnęła zaledwie 1,3%, ale mało prawdopodobne, by spełniły się prognozy rządowe, mówiące o wzroście 3,5-proc. Najważniejsze jest to, czy ożywienie będzie silne i trwałe i czy przywróci gospodarkę na ścieżkę stabilnego wzrostu w tempie zbliżonym do tego z lat 90. Niestety, jest wiele powodów, by na pytanie to odpowiedzieć negatywnie.

Szybciej, coraz szybciej

Produkt krajowy brutto w IV kwartale 2002 r. wzrósł realnie o 2,1% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Był to wzrost najszybszy od I kwartału 2001 r. (wówczas dynamika wyniosła 2,2%). Rok wcześniej gospodarka osiągnęła "dołek" w cyklu koniunkturalnym, gdy wzrost wyniósł tylko 0,2%. Potem było coraz lepiej, choć wzrost w granicach 1-2% trudno uznać za sukces. Chyba że się bardzo chce.

Eksport wciąż rośnie szybciej niż cała gospodarka. W ubiegłym roku wzrósł o 13,6% (liczony w dolarach), import - o 9,6%. Ale od połowy ub.r. rośnie też popyt krajowy, choć w tempie bardzo wolnym - 1,2% w IV kwartale i 0,8% w ciągu całego roku. To, że gospodarka nastawia się na eksport, może budzić optymizm. Trzeba pamiętać, że w roku ubiegłym Niemcy, główny odbiorca polskich towarów, zanotowały zerowy wzrost, a zatem polskie towary stają się po prostu bardziej konkurencyjne. Z drugiej jednak strony jest jasne, że bez wyraźnego ożywienia popytu krajowego nie będzie mowy o przyspieszeniu, tym bardziej że światowa koniunktura nie wygląda dobrze i trudno liczyć na szybszą niż dotychczas dynamikę eksportu. Tymczasem wzrost popytu krajowego zawdzięczamy spożyciu, które stale rośnie, mimo stagnacji gospodarki. Za to inwestycje wciąż spadają, choć tempo tego procesu było z kwartału na kwartał coraz mniejsze. W IV kwartale ub.r. spadek ten wyniósł już "zaledwie" 4,9% (rok wcześniej 12%), ale to wciąż jest kurczenie się, które trwa od początku 2001 r. Inwestycje są dziś niższe o ok. 20% w porównaniu ze szczytowym poziomem, czyli IV kwartałem 2000 r. Dopóki nie zaczną rosnąć, dopóty trudno mówić o trwałej poprawie sytuacji gospodarczej.

Spożycie, które jest (obok eksportu) od dwóch lat głównym motorem wzrostu, doprowadziło do spadku stopy oszczędności, co - rzecz jasna - utrudni przyszłą ekspansję inwestycyjną. Trzeba wszak pamiętać, że sporą część oszczędności krajowych absorbuje utrzymujący się na wysokim poziomie deficyt budżetowy, a bezpośrednie inwestycje zagraniczne mają od dwóch lat tendencję malejącą.

Chwila optymizmu

To, co budzi optymizm, to produkcja przemysłowa i wskaźniki bieżącej koniunktury. Ocena ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym była w marcu br. pozytywna - stwierdził Główny Urząd Statystyczny - nieznacznie korzystniejsza niż przed miesiącem i lepsza niż w analogicznym miesiącu ostatnich dwóch lat. Wpłynęły na to poprawa bieżącej koniunktury gospodarczej w przetwórstwie przemysłowym i utrzymanie się korzystnych ocen prognostycznych. W marcu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym kształtował się na poziomie plus 4. Poprawę koniunktury sygnalizowało 25% badanych przedsiębiorstw, jej pogorszenie - 21% (w lutym odpowiednio: 23% i 21%). Pozostałe przedsiębiorstwa uznały, że ich sytuacja się nie zmieniła. Znacznie gorzej kształtuje się koniunktura w budownictwie i handlu detalicznym.

Produkcja przemysłowa rośnie - w lutym o ponad 4% - przy czym wzrost ten zaczął się już jesienią ub.r.

Prosta ekstrapolacja pozwala patrzeć optymistycznie na najbliższe miesiące. Wicepremier Grzegorz Kołodko stwierdził publicznie, że w I kwartale wzrost wyniesie blisko 3%, a w ostatnim przekroczy 4%. Tyle że prosta ekstrapolacja nie jest najlepszą metodą prognozowania koniunktury. Z danych za dwa miesiące wynika, że wzrost wartości dodanej w przemyśle nie przekroczy 4%, a w budownictwie będzie ujemny. W tej sytuacji można prognozować, że cała gospodarka wzrośnie w I kwartale w tempie bliższym 2 niż 3%.


TOP 200