Monopol

Monopol - słowo pochodzenia greckiego, składające się z dwóch członów: monos = jedyny + poleo = sprzedaję - za definicją Słownika Wyrazów Obcych PWN z 1993 roku oznacza 1. wyłączne prawo do produkcji lub handlu w jakiejś dziedzinie, przysługujące jednej osobie, określonej grupie osób albo państwu; przedsiębiorstwo mające takie prawo.

Monopol - słowo pochodzenia greckiego, składające się z dwóch członów: monos = jedyny + poleo = sprzedaję - za definicją Słownika Wyrazów Obcych PWN z 1993 roku oznacza 1. wyłączne prawo do produkcji lub handlu w jakiejś dziedzinie, przysługujące jednej osobie, określonej grupie osób albo państwu; przedsiębiorstwo mające takie prawo.

2. zrzeszenie przedsiębiorstw skupiające całość lub znaczną część produkcji danej gałęzi gospodarki, wywierające istotny wpływ na zaopatrzenie rynku i uzyskujące dzięki temu szczególnie korzystne dla siebie warunki produkcji i sprzedaży.

Monopol władzy prowadzi do jej degeneracji. Na kartach historii spotykamy się z ciągłymi próbami wprowadzania monopolu rządzenia przez grupy ludzi, a nawet pojedynczych osobników. Zawsze kończyły się one tragicznie dla społeczeństw i rządzących. Ci ostatni nierzadko tracili głowy. W historii świata XX w. pęd do władzy totalitarnej osiągnął swego rodzaju apogeum. Polska nie miała szczęścia. Miejmy nadzieję, że już to przeżyliśmy.

Monopol idei to jeszcze coś gorszego, ponieważ aplikowany długo pozostawia niezatarte ślady w mentalności obywateli prowadząc po wielu latach do całkowitego ogłupienia nie tylko zwykłych ludzi, ale przede wszystkim elit, które w trudnych czasach przełomu powinny nawigację ułatwiać. Ostatnie sześć lat dobitnie pokazuje jakiego spustoszenia monopol idei dokonał, zaś ostatnie wybory dowodzą, że jeszcze długo się nie skończy. Miejmy jednak nadzieję, że jego końca wielu z nas jeszcze dożyje.

Monopol gospodarczy to trucizna wolnego rynku - czasem bywa zabójcza. Reguła jest prosta - wszędzie tam, gdzie jest go więcej gospodarka kręci się cherlawo, a zwykli ludzie niosą ciężar monopolu na własnych barkach. Tak właśnie dzieje się obecnie w Polsce. Sternicy naszej gospodarki postępują dokładnie odwrotnie do tego co obserwujemy w rozwiniętych gospodarkach na całym świecie. Tam telekomunikacja jest de-regulowana, u nas regulowana odgórnie, tam przemysł rafineryjny jest w rękach prywatnych, u nas powstaje superholding kontrolowany przez państwo, u nas wrzody Ursusa, kopalni, hut, Mielca, tam ... ech, tam! Dlaczego tak się dzieje? Tak jak wychodzenie z fazy feudalizmu powodowało powstawanie całkowicie nowych stosunków społecznych opartych na bezwzględnym egoizmie, tak dzisiaj wychodzenie z totalitaryzmu objawia się głównie zainteresowaniem obywateli w budowaniu własnej pozycji społecznej i materialnej. Myślenie w kategoriach dobra państwa zakrawa na głupotę, potem będzie na to czas.

Wymyślanie trzeciej, polskiej drogi, gospodarki społecznej jest tylko zasłoną dymną, która ma przesłonić zwykłym ludziom rzeczywisty obraz układów panujących w naszej kulawej gospodarce. Utrzymywanie monopoli znakomicie ułatwia przejmowanie, jak mawiał były prezydent, spraw w swoje ręce. Monopole gospodarcze też przeżyjemy, tylko biedniejsi.

Wydawać by się mogło, że wszystko to co powiedziałem do tej pory powinno dla każdego być oczywiste. A jednak mimo, że wszyscy wiedzą iż monopol to zło, znowu pojawia się próba monopolizacji. Tym razem ze strony szacownych środowisk odpowiedzialnych za polską naukę. Próba majdrowania przez urzędników, profesorów, ministrów przy poskim Internecie. I nie wyobrażajmy sobie proszę Państwa, jak mawiał jeden z największych prześmiewców Boy, że `paraliż postępowy, najzacniejsze trafia głowy'. Nie ma to nic wspólnego z żadną chorobą umysłową. Sprawa została głęboko przemyślana i wykalkulowana. Chodzi o monopol! Chociaż nie! Mamy tu do czynienia z, jak to niedawno określił w sentencji sąd,"pomrocznością jasną" monopolisty, który nie jest w stanie wyobrazić sobie skutków własnych decyzji. Czy pamiętacie Państwo (ci nieco starsi oczywiście) co działo się nawet za głębokiego komunizmu, gdy różni Gomułkowie, Ochabowie i Jaroszewicze podnosili ceny na cukier i mąkę. Po prostu następnego dnia ich nie było. I tak będzie tym razem. Polska społeczność internetowa i polski podatnik nie mogą zgodzić się na wyrachowane kalkulacje monopolistów. Wszyscy wiemy, że administracyjnymi ukazami nie daje się na długo hamować postępu. Będziemy protestować aż do skutku. Przeżyjemy!

Boję się, że część czytelników zarzuci mi chęć wykorzystywania zbliżającego się nieszczęścia internetowego do własnych celów - budowania minimonopolu felietonowego w naszym magazynie. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt, że na szczęście nie posiadam w Computerworld monopolu na felietony.