Mój parowóz świadczy o mnie

Tytułowe hasło, popularne w latach powojennych w odmianach odnoszących się do różnych stanowisk, pamiętam z dzieciństwa spędzonego między magazynami zboża i stertami węgla opałowego z jednej strony oraz warsztatami i garażami a stacją kolejową z drugiej. Pierwotnie hasło to kojarzono z pomysłami ówczesnych władz, a potem okazało się, że to tylko podróbka tego, co dużo wcześniej, w celu podnoszenia kultury pracy, stosowali Amerykanie.

Tytułowe hasło, popularne w latach powojennych w odmianach odnoszących się do różnych stanowisk, pamiętam z dzieciństwa spędzonego między magazynami zboża i stertami węgla opałowego z jednej strony oraz warsztatami i garażami a stacją kolejową z drugiej. Pierwotnie hasło to kojarzono z pomysłami ówczesnych władz, a potem okazało się, że to tylko podróbka tego, co dużo wcześniej, w celu podnoszenia kultury pracy, stosowali Amerykanie.

Grudzień, za sprawą Gwiazdki, jest zawsze miesiącem nietypowym. Wyjątkowość ta pociąga za sobą w wielu dziedzinach przyspieszenie i większą aktywność: swoje doroczne żniwa ma handel, firmy sposobią się do sumowania wyników kolejnego roku, a dla wielu służb informatycznych operacja zakończenia roku jest poważnym wyzwaniem i probierzem skuteczności.

Wyjątkowość ta polega jednak również na chwilowym zwalnianiu tempa i zastąpieniu spraw doraźnych głębszą i dalej sięgającą refleksją. Jedną z okazji do tego były przedświąteczne imprezy organizowane przez firmy dla swych pracowników, klientów i przyjaciół. Udaje się na nich zazwyczaj połączyć w harmonijną całość oficjalny ton wystąpień ze swobodą zachowań i rozmów, a także wytworzyć świąteczny nastrój w gronie, które łączy przede wszystkim praca.

Zdarzyło się w trakcie jednej z takich imprez przed dopiero co minionymi Świętami, że w zmieniających się konfiguracjach dyskutujących grup i grupek, spotkało się czterech informatyków, których łączyło to, że niejedno już widzieli, czyli ich tzw. kariera zawodowa jest nieco dłuższa niż historia komputera osobistego.

Nie widzieliśmy się od pewnego czasu, toteż początkowo rozmowa się nie kleiła. W końcu jeden z nas zaczął o swoich kłopotach z nowym telefonem komórkowym, jakim uraczyła go firma. Telefon jest najlepszej marki, ale, niestety, zdarza mu się przechodzić w stan braku jakiejkolwiek reakcji na działania właściciela, w naszym żargonie określany jako zawieszenie. Po ponownym włączeniu, przez jakiś czas - od kilku godzin do kilku dni - jest dobrze i historia się powtarza.

Serwis twierdzi, że poza ponownym wpisaniem oprogramowania, co zresztą profilaktycznie uczyniono, nic więcej zrobić nie mogą.

Na to drugi z kolegów przypomniał przypadek swej żony z nowym samochodem (o czym pisałem już kiedyś w tym miejscu), który był żywym i dokładnym potwierdzeniem historyjki znanej przedtem tylko z dowcipu o przywracaniu sprawności samochodu metodą wysiadania i ponownego wsiadania.

Ja miałem swoją historię z tego samego repertuaru, przestrzegającą przed kupnem telewizora z komputerem w środku, co było wynikiem tego, że taki właśnie nierozważny krok niedawno zrobiłem. jest dobrej niemieckiej marki, działa znakomicie i ma stuhercowy obraz, co jest chyba jedyną jego zaletą. Bo - po pierwsze - brakuje mu kilku podstawowych właściwości dostępnych w każdym, najtańszym nawet, telewizorze z supermarketu. Po drugie - serwis, w rozmowie telefonicznej, proponuje ponowne wpisanie oprogramowania (jest do tego nawet specjalne gniazdko!), ale nie daje gwarancji, że to cokolwiek zmieni.

No, a ważące blisko czterdzieści kilogramów pudło trzeba im w tym celu samemu dowieźć i potem przytaszczyć z powrotem.

Na to czwarty z nas, również informatyk, aktualnie urządzający nowo zbudowany dom, powiedział: słuchajcie, właśnie szukam stosownej kuchenki gazowej i mam jedno podstawowe kryterium - zwykłe, proste, mechaniczne gałki i żadnych komputerów. Wystarczy mi, gdy widzę, jakie problemy ma sąsiad.

Pewne hasła widać się nie starzeją. Nasz parowóz świadczy o nas. Czyż nie?


TOP 200