Moherowy target

Uruchomienie przez Romana Karkosika nowego, wirtualnego operatora wRodzinie i jego reklama podczas jasnogórskiej pielgrzymki Rodziny Radia Maryja wywołały lawinę komentarzy w mediach.

Jedni kwestionują prawo do reklamowania produktu podczas uroczystości religijnej, inni porównują ceny telefonów u ojca Rydzyka i gdzie indziej, jeszcze inni - zastanawiają się, czy "polski" telefon jest dostatecznie polski, a nie np. chiński. Nawet Szymon Hołownia, katolicki publicysta, nie potrafi powstrzymać się od zdystansowanego tonu.

Jedni kpią, inni się oburzają, ale nikt nie zada najważniejszego pytania: jak to możliwe, że milionowa grupa społeczna była dotąd konsekwentnie ignorowana przez dostawców technologii. I dlaczego trzeba było duchownego i współpracującego z nim biznesmena, aby zaoferować tej grupie produkt, który skłoniłby ją do sięgnięcia do portfela i wysupłania stamtąd kilkudziesięciu, a nawet kilkuset złotych? Czy naprawdę mieszkańcy małych miast i wsi, osoby starsze i konserwatywnie usposobione nie zasługują na to, by traktować je poważnie i zaoferować im produkty i usługi, które sprawią, że poczują się podmiotowo? Niby dlaczego wszystko co zaawansowane ma być kierowane do pryszczatych małolatów, dynamicznych profesjonalistów albo wypudrowanych czytelniczek prasy kobiecej z górnej półki?

Drodzy wynalazcy i marketingowcy! Sprzedanie zaawansowanego urządzenia technologicznego inżynierowi czy studentowi, to żadna sztuka. Oni poradzą sobie z małymi literkami, anglojęzycznym interfejsem, instrukcją pisaną czcionką "ósemką", a jakby mieli problemy - zapytają wśród znajomych albo na internetowym forum. Żadnej z tych rzeczy nie zrobi rolnik albo emeryt zamieszkały 5 km od najbliższego przystanku PKS. Zdobyć, a potem utrzymać takiego klienta - to dopiero jest sztuka!

W głosie komentatorów prominentnych mediów słyszę paternalistystyczną nutę. Mam wrażenie, że pod lekceważeniem czai się zwykła zawiść - że niegdysiejszy posiadacz baru, a potem właściciel sieci skupów złomu, Karkosik oraz redemptorysta Rydzyk byli w stanie spotrzec target, którego przez lata nie chciał dostrzegać nasz sektor telekomunikacyjny. Obcojęzyczne i infantylnie brzmiące marki (Heyah, Mobilking, Play) były kierowane ciągle do tej samej grupy.

Nie wiem, czy telefonia wRodzinie odniesie sukces rynkowy. Ale polecam tę lekcję wszystkim informatykom. Karty na rynku młodych, pięknych i bogatych zostały już rozdane. Jeśli gdzieś macie szukać swojej szansy, to wśród starych, niezamożnych i konserwatywnych.