Moda na blogi

Porobiło się teraz tak, że kto żyw pisze blogi, natomiast coraz mniej jest tych, którzy je czytają. Chyba dlatego, że zajęci pisaniem swoich wypocin nie mają już czasu na lekturę.

Porobiło się teraz tak, że kto żyw pisze blogi, natomiast coraz mniej jest tych, którzy je czytają. Chyba dlatego, że zajęci pisaniem swoich wypocin nie mają już czasu na lekturę.

Stała się rzecz najgorsza z możliwych, bo oto sam Szef Lokalnego Informatyka zechciał włączyć się w nurt blogerów. Zawołał tedy Lokalnego, aby ten łaskawie stworzył mu techniczne warunki do publikowania twórczości. Lokalny, który z natury jest łaskawego serca, umożliwił Szefowi objawianie jego myśli za pomocą komputera. Aczkolwiek Lokalny ma swoje zdanie na ten temat - tym mocniej utwierdzone, gdy o działalność intelektualną Szefa chodzi - postanowił jednak tym razem nie artykułować swego negatywnego zdania. Nauczony bowiem latami doświadczeń, stara się nie wyjawiać przełożonym prawdy, szczególnie tej przykrej.

"Lokalny, tylko nie pozwalaj na komentarze do moich artykułów" - Szef dmuchał na zimne - "bo nie będę miał czasu tego czytać, ani tym bardziej odpowiadać". Prośba Szefa jest dla Lokalnego rozkazem, w związku z czym zastosował się. Mniej więcej po tygodniu Szef zwrócił się do Lokalnego w te słowa: "sprawdź, jaka jest popularność mojego bloga". Lokalnemu serce zamarło. Nie spodziewał się, że Szef w ogóle wie, iż takie informacje można uzyskać. "A może blefował" - zastanawiał się Lokalny - "może powiedzieć mu, że nie ma takiej informacji". Jednak strach przed demaskacją kłamstwa wziął górę nad strachem przed gniewem przełożonego wobec niskiej poczytności jego serwisu. Lokalny znał bowiem doskonale statystyki za pierwszy tydzień medialnej aktywności Szefa. A więc było to z grubsza 50 odwiedzin z tego samego adresu IP, który jak bez trudu można było ustalić, należał do komputera Szefa. Poza tym dało się jeszcze wyłuskać kilka innych odwiedzin z tej samej podsieci, czyli z komputerów pracowników, którzy zajrzeli, aby zwyczajnie się ponabijać. Lokalny, niewiele myśląc, poprawił tabelę ze statystykami, powiększył liczbę odwiedzin jakieś 100 razy, wymyślone adresy źródłowe namnożył i udał się z wydrukiem do Szefa. Ten pokiwał głową z aprobatą widząc, że jego wysiłek twórczy nie idzie na marne.

Lokalnemu było wstyd za to, co zrobił, ale z drugiej strony czuł się rozgrzeszony, bo cóż może być lepszego niż dobry humor Szefa, na czym cała załoga tylko skorzysta. I tak mijał tydzień po tygodniu. A co Szef w blogu napisał, to potem czytał sobie wielokrotnie. I podziwiał. A wszyscy byli kontenci ogromnie. Tylko Lokalny robił się coraz bardziej przerażony, czekając kiedy wyjdzie na jaw ta najgorsza prawda. Otóż blog był założony na niedostępnym spoza firmy serwerze intranetowym.


TOP 200