Mistrzowie świata

Długo, długo nie działo się nic - gdy pominąć swoiste anty-działania, jak wyłączenie testowej emisji cyfrowego sygnału radia i telewizji w podwrocławskiej Żórawinie i oddanie tej częstotliwości analogowej telewizji Puls, która sama oddała się pod wpływy światowego magnata środków przekazu Ruperta Murdocha. A od oddania (częstotliwości, nie te-lewizji) minął prawie rok i dopiero teraz, w przeddzień Święta Pracy - zapewne w czynie z tej okazji - rozpoczęto na niej nadawanie.

Długo, długo nie działo się nic - gdy pominąć swoiste anty-działania, jak wyłączenie testowej emisji cyfrowego sygnału radia i telewizji w podwrocławskiej Żórawinie i oddanie tej częstotliwości analogowej telewizji Puls, która sama oddała się pod wpływy światowego magnata środków przekazu Ruperta Murdocha. A od oddania (częstotliwości, nie te-lewizji) minął prawie rok i dopiero teraz, w przeddzień Święta Pracy - zapewne w czynie z tej okazji - rozpoczęto na niej nadawanie.

Długo nie działo się nic, aż tu nagle tzw. nadawcy namawiają urzędników, aby zgodzili się na ekspresowe (4 lata) tempo przejścia na nadawanie , w zamian za co sfinansują (nadawcy, nie urzędnicy) dekodery dla najuboższych. Aha - i jeszcze wezmą udział w kampanii informacyjnej (o przejściu, nie o pomocy) dla społeczeństwa. To ostatnie jednak pod warunkiem, że nie wliczy im się tego do czasu reklamowego, co wskazuje, że mają w zamyśle jakąś krypto-reklamę. Mam nadzieję, że chociaż lepszą niż to robi nadająca od niedawna z Polski telewizja dla Białorusi, gdzie co i raz pokazuje się instrukcję instalowania anteny satelitarnej, w sposób przypominający wskazania jak z kilku patyków wystrugać silnik samochodowy, traktując odbiorcę pobłażliwie, jakby był niezbyt rozgarnięty. Co i tak nie ma znaczenia, bo co rok prawie całe 20 milionów z naszych publicznych pieniędzy leci tam w kosmos, gdyż nikt wcześniej nie sprawdził, że Skandynawia, kraje nadbałtyckie, Białoruś, Ukraina i Rumunia korzystają raczej z satelity Syriusz a nie z Astra, skąd my ten program nadajemy.

Wspomniani nasi nadawcy nie są jednak zbyt hojni, bo najubożsi dla nich to tylko ci, którzy korzystają z pomocy społecznej. Mają oni (nadawcy, nie najubożsi) w tym oczywisty interes: cyfrowe multipleksy znakomicie powiększą liczbę nadawanych programów, co przełoży się na więcej reklam. Chociaż nic tu pewnego, jako że ludzie uodpornili się na reklamę w telewizji: jest ona tam coraz mniej skuteczna i ucieka do Internetu, w którym podobno wydaje się na nią - w skali świata - już więcej niż w telewizjach.

Podobnie z finansowaniem zrobili Niemcy, Brytyjczycy zaś dołączyli jeszcze osoby powyżej 75 lat i inwalidów wojennych (co u nas wychodzi na jedno, ale oni w międzyczasie bili się jeszcze o Falklandy) i do sprzętu dorzucają darmową instalację i instruktaż, Amerykanie natomiast każą zarejestrować się przez Internet na nie więcej niż dwa kupony na dekodery na jedno gospodarstwo domowe (każdy na 40 dolarów), bez względu na kryterium zamożności.

Ale tu podobieństwa się kończą, bo nikt na świecie nie zrobił tego w cztery lata, gdy uwzględnić przygotowania i kampanie informacyjne. Kampanie przygotowane solidnie, z myślą o ludziach i z olbrzymią ilością materiałów, czy - jak to jest w przypadku brytyjskim - nawet wyników bardzo szeroko zakrojonych testów wszelakiego sprzętu. Testów, gdzie oprócz innych walorów, najważniejszym kryterium była łatwość obsługi oraz zużycie prądu w stanie czuwania (Unia Europejska zaleca nie więcej niż 1 wat na urządzenie).

Czesi, którzy nadawaniem cyfrowym objęli już połowę ludności, zadbali nawet o to, by na danym terenie nie zmieniać polaryzacji sygnału, co pozwala uniknąć zmiany ustawienia anteny. O braku konieczności zmiany anteny tam, gdzie dotychczasowy odbiór jest zadowalający, wyraźnie informują też Brytyjczycy. U nas zaś, jeszcze nie bardzo jest co odbierać, ale już reklamuje się (na razie skromnie i tylko na specjalistycznych stronach w Internecie) anteny do odbioru cyfrowego!

W sumie wygląda na to, że możemy pobić tu kilka rekordów świata naraz. Nie w tempie przejścia jednak, ale w towarzyszącym mu bałaganie i złości ludzi. Złości na kogo? Na władzę otóż, a nie na kuszących ją nadawców.


TOP 200