Mieszane uczucia informatyków

Rozmawiając z kierownikami informatyki w przedsiębiorstwach albo organizacjach, a także z użytkownikami komputerów, słyszy się w ich wypowiedziach leciutki ton rozczarowania. Niechętnie wyjaśniają, skąd on się bierze.

Rozmawiając z kierownikami informatyki w przedsiębiorstwach albo organizacjach, a także z użytkownikami komputerów, słyszy się w ich wypowiedziach leciutki ton rozczarowania. Niechętnie wyjaśniają, skąd on się bierze.

Myślę, że przyczyną jest rozziew między aurą wszechmocy, która otacza informatykę, a zupełnie prozaicznymi kłopotami, które w codziennej pracy napotykają i informatycy, i użytkownicy komputerów. Z jednej strony wydaje się, że komputer potrafi po naciśnięciu odpowiedniego klawisza pokazać patent na sukces w biznesie czy nauce, z drugiej - okazuje się, że problemem jest sprawna praca serwera. W istocie: może zrewolucjonizować efektywność biznesu, kłopoty techniczne są tylko kwestią czasu i kompetencji, a sedno problemu leży w zgraniu myślenia człowieka zadającego pytania maszynie z jej logiką.

Ale to nie jeden dyskomfort ludzi związanych z biznesem komputerowym. Inny polega na zderzeniu poczucia dumy z zajmowania się wysoką techniką z niedostatkiem poważania, bo dzieje się to w przyziemnej i niezbyt w Polsce szanowanej sferze robienia interesów. Ludzie ci specjalizują się lub posługują najważniejszą technologią przełomu wieków, technologią wyznaczającą podstawowe cechy cywilizacyjne. Ale jeszcze niedawno nazywało się to w Polsce dosyć pogardliwie "handlowaniem komputerami" albo "gonieniem za modą" czy też "naciąganiem", w zależności od pełnionych ról dostawcy lub kupującego. Przedsiębiorcy z tej branży, startujący do interesów 10 lat temu, do dzisiaj nie wiedzą czy byli wtedy w Polsce cennymi prekursorami najważniejszej technologii XX wieku, czy tylko cynicznymi cwaniakami, grającymi na ludzkich słabościach, chciwości, pysze dla własnych korzyści finansowych. Pejoratywne określenie "handlować komputerami" zapadło im zapewne głęboko w serce i dzisiaj niejednokrotnie widzą - może podświadome - próby dowartościowania swojej działalności biznesowej, poprzez dokładanie do niej niekomercyjnych uzasadnień.

Wygląda na to, że ludzie pracujący w branży informatycznej skazani są na nieustające odczucie dysharmonii. Są inżynierami albo przedsiębiorcami, są zwykłymi, sympatycznymi ludźmi, ale pracują w dziedzinie, która z wielu sfer wyeliminowała cud i zastąpiła go technicznymi rozwiązaniami.