Miernota, niemota lub marmota marmota

Mam dla operatorów telefonii komórkowej dwie wiadomości: dobrą i złą.

Mam dla operatorów telefonii komórkowej dwie wiadomości: dobrą i złą.

Według gazety Prawo i Gospodarka, od początku tego roku w Polsce przybyło 2,32 mln nowych użytkowników telefonów komórkowych. Tylko w trzecim kwartale (przypomnijmy: sezon wakacyjny, słabnąca gospodarka) operatorzy pozyskali 830 tys. nowych klientów. Jeżeli ten trend się utrzyma, pod koniec roku 10 mln Polaków będzie mieć własną komórkę. To była dobra wiadomość, a teraz zła: nie ma mnie w tej liczbie i najprawdopodobniej nie będzie.

Różni ludzie uparcie przekonują mnie, że powinienem sprawić sobie przenośny telefon. Sądząc z argumentów, którymi się posługują, posiadacze komórki mają straszliwego pecha: łapią gumę na drodze, gubią się w górach, trzydzieści razy dziennie muszą odbierać nie cierpiące zwłoki informacje, a na dodatek mogą stracić Bardzo Duże Pieniądze jeżeli stale nie są osiągalni. Niech mi ktoś powie, że Polakom źle się wiedzie! W myśl statystyk, należę do lepiej sytuowanej części społeczeństwa, a jakoś nie miewam błyskawicznych decyzji do podjęcia i Bardzo Dużych Pieniędzy do zarobienia w sekundę. A doświadczenie wyniesione z harcerskich obozów pozwala mi poradzić sobie z takimi drobiazgami, jak kapeć w kole czy zgubiona droga. Czasami jeszcze moi rozmówcy mylą pojęcia i przekonują mnie nie tyle "o wyższości posiadania telefonu komórkowego nad nieposiadaniem", ile "o wyższości pokrywania rachunków telefonicznych przez firmę niż przez siebie samego". Oczywiście, trudno temu zaprzeczyć. Jednak mój pracodawca wierzy, że uczciwiej jest płacić pracownikom dobre pieniądze i im samym pozostawiać decyzję, na co zechcą je przeznaczyć, niż zawierać część wynagrodzenia w tzw. bonusach. Nie mam zamiaru się spierać, że któreś podejście jest lepsze, bo to kwestia gustu (i zatrudniania dobrych księgowych).

Często poznaję nowych, ciekawych ludzi. Wymieniamy adresy poczty elektronicznej i wtedy słyszę sakramentalne pytanie: "A numer twojej komórki?". Wtedy spokojnie mówię: "Nie mam komórki" - i uważnie obserwuję reakcję rozmówcy. Kiedyś przyjmowano to spokojnie, natomiast od niedawna dostrzegam inne zachowania, które aż proszą się o skatalogowanie. Część osób ma wypisane na twarzy: "To cieniarz, nie stać go" - ale ten typ reakcji pojawia się coraz rzadziej, bo trudno przypuszczać, że jestem uboższy niż 10 mln Polaków, którzy komórkę już mają. Drugi typ: "To jakiś dziwak, rany, z kim ja rozmawiam!?" - i ten sprawia mi pewną przyjemność, bo to miło być postrzeganym jako jakiś wymierający gatunek, np. żubr (bison bonasus), grzebiuszka ziemna (pelobates fuscus) czy świstak tatrzański (marmota marmota). Ostatnio jednak najczęściej widuję minę w rodzaju: "Ale świnia, nie chce powiedzieć" - i obserwacja ta wzbudza we mnie refleksję, że w końcu i posiadacze komórek zaczynają cenić sobie święty spokój, tylko że - w odróżnieniu ode mnie - muszą teraz za niego płacić abonament.

Ale, jak mawiał James Bond, nigdy nie mów nigdy. Może jeszcze nie w tym kwartale ani w następnym, ale gdy komórka będzie urządzeniem prostym, przyjaznym i tanim w eksploatacji, ja też sobie ją sprawię. A przede wszystkim wtedy, gdy będzie miała czytelny wyświetlacz i stanie się bezpieczną platformą do transakcji, dzięki czemu będę mógł robić to, co dzisiaj robię na domowym komputerze, tj. czytać pocztę, przeglądać wiadomości, wyszukiwać informacje i w ogóle korzystać z serwisów online.

Może wtedy przestanę wreszcie być postrzegany jako biedak, cham albo przedstawiciel ginącego gatunku?


TOP 200