Miejsce

Jest popołudnie, 7. Kwietnia. Wracam z pracy, odruchowo, jak zawsze, włączam Radio Wełtawa, a gdy po niecałej pół godzinie kończy się tam z lekka jazzująca muzyczka, przełączam się na czeski, telewizyjny serwis informacyjny ČT24. A tam poruszenie, wszystko na żywo: kamery ma ulicach, komentatorzy w studio, reporterzy na lotnisku i w kilku miejscach Pragi.

Pragi, która kolejny raz ma swoje więcej niż 5 minut. Pragę, na którą dziś i jutro będą zwrócone oczy świata. Pragę, która raz jeszcze dystansuje swą byłą CK stolicę, czyli Wiedeń, który przez cały powojenny okres był miejscem spotkań Wschód-Zachód na różnych szczeblach, gdzie działali (i żyli w dobrej, wzajemnej zawodowej komitywie) rezydenci wszystkich wywiadów, gdzie jest siedziba OPEC i setek podobnych organizacji międzynarodowych o różnej skali działania.

Telewizja pokazuje stanowiska Czeskiej Armii, gdzieś wysoko w górach. Na skalnych urwiskach zamontowano tam przenośne anteny radarów śledzących przestrzeń powietrzną, na głazach obok stoją liczne, podłączone do nich wojskowe laptopy. Z wojskowego lotniska podrywają się myśliwskie Gripeny, które będą eskortować samolot prezydenta Miedwiediewa aż do lotniska w Pradze.

Lotnisko. Krótkie powitanie i przejazd kolumny do miasta. Po drodze - na każdym rogu kamera, wstrzymany ruch, błyski lamp policyjnych samochodów.

Jutro, przed południem, będzie powtórka, tylko prezydent inny. Ale na razie goście w studio komentują, co widzą. Pośród ochów i achów ktoś trzeźwo przypomina, że Europa na wschód od Niemiec, to dla Zachodu jednak kraina nieznana i egzotyczna. Na dowód przytacza pomyłkę stacji CNN, jeszcze z czasów prezydentury Busha młodszego, która to stacja kilka razy pod rząd, z nazwiska prezydenta Republiki Czeskiej zrobiła imię jej premiera i tak powstał Klaus Topolanek. Dziennikarzy CNN próbuje usprawiedliwiać obecny w studio, były dyrektor protokołu dyplomatycznego: przy okazji takich wizyt pracują oni w takim napięciu, że i większe pomyłki się zdarzają.

Źródłem podobnej, lokalnej euforii w Poznaniu był niedawno artykuł o tym mieście zamieszczony w samym New York Times. Autor tego krótkiego tekstu przyjechał do Poznania na chwilę, pociągiem, z Berlina albo z Warszawy. W tym, co napisał, musiał polegać na jakimś lokalnym niedoinformowanym informatorze. A ten nagadał mu, a tamten skrzętnie to napisał, że szpetny i ponury, a do tego skandalicznie zaniedbany, poznański dworzec PKP, zbudowany jeszcze za cesarza Wilhelma, powstał - a jakże - za minionego systemu. Ten sam zapewne informator przekazał mu jeszcze jedną bzdurę - że za tamtego systemu mieszkanie więcej niż dwu-pokojowe mogli dostać tylko członkowie rządzącej partii, i to tylko niektórzy.

Następnego dnia w Pradze prezydenci podpisują umowę. Krótkie wystąpienia. Na mównicach, tradycyjnie już w Czechach, mikrofony o charakterystycznych teslowskich kształtach. Miedwiediew wspomina nawet coś o efekcie win-win, niczym pilny słuchacz masowych szkoleń biznesowych. Jakiś sceptyk w studio mówi, że jest win-win, bo - według niego - wcale nie idzie w tym o redukcję zbrojeń, tylko o zmniejszenie rosnących kosztów utrzymania starzejących się, nuklearnych arsenałów.

My też mamy swoich sceptyków. Dzwoniący do jakiegoś radia słuchacz twierdzi, że cała ta umowa, a szczególnie data uroczystego jej podpisania w Pradze, to kolejna zmowa wielkich tego świata, kolejna Jałta, zorganizowana tylko po to, by odwrócić uwagę świata od miejsca, w którym, akurat w środę 7 kwietnia, w podsmoleńskim lesie czczono pamięć tragedii sprzed 70 lat.

Nie wie jeszcze, że za kilka dni, w tę ponurą sobotę, miejsce to będzie nagle na ustach świata.


TOP 200