Metoda na życie

Wielu moich znajomych używa serwisu Facebook. Wielu też tego nie robi i nawet nie ma pojęcia, jak do tego podejść. Jedni i drudzy mają się dobrze, co jest dowodem na to, że używanie serwisów społecznościowych nie zmienia statusu obywatela, w tym także materialnego.

Co do wpływu tychże serwisów na zdrowie ludzi trudno mi się wypowiedzieć, gdyż do końca nie wiem, czy mój znajomy, który akurat pechowo zachorował, byłby nie zachorował, gdyby miał konto na FB. Pewnych spraw nie sposób sprawdzić, bo są nieodwracalne albo inaczej mówiąc, to my jesteśmy nienawracalni w czasie. W każdym razie nie ma obowiązku posiadania konta na tego typu portalach, a komunikować się można z ludźmi na różne sposoby, chociażby przez zwykłego starodawnego e-maila, który dla młodego pokolenia zaczyna być powoli tym, czym dla obecnie dojrzałego tradycyjna poczta papierowa.

Zaletą różnorodnych serwisów społecznościowych jest ich możliwość integracji z innymi usługami, przez co stają się omnipotencją ukierunkowującą życie użytkowników zgodnie z ich pragnieniami i oczekiwaniami. Trudno się więc dziwić, że świat realny, który nie dostarcza w sposób tak szybki wielowymiarowych różnorakich bodźców, jest często odsuwany na drugi plan. Chyba każdy wolałby żyć w wirtualnej bajce wykreowanej przez siebie niż w podłym realu, gdzie nieraz brud, smród, gdzie przykrość doskwiera i szerzy się krzywda wszelaka.

Zobacz również:

Niestety, od pięknych bajek z ekranu trzeba często się odrywać w celu podjęcia istotnych procesów życiowych, których tą drogą nie sposób spełnić. Prawdopodobnie wszystko się zmieni, gdy zacznie działać rozszerzona rzeczywistość za sprawą chipów zaimplementowanych w naszych głowach, co jest śpiewką jednak dalszej przyszłości. Niemniej wtedy nie będzie trzeba się od niczego odrywać, bo stanie się to immamentną współrzeczywistością. I będzie pięknie, tak jak tego chcieliśmy. Jedna tylko drobna sprawa mnie niepokoi. O ile teraz, bombardowani różnorakimi przepisami na lepsze życie ferowanymi przez wszelkiej maści celebrytów, z których każdy stał się ekspertem od zdrowia, mody, diety i czego tam jeszcze, możemy to wszystko zwyczajnie wyłączyć, o tyle nie wiadomo, jak będzie kiedyś. Nie mówiąc już o podatnościach na obce ingerencje, których wraz z rozwojem oprogramowania przybywa. Teraz jest to obok nas, a jeśli wejdzie w nas?

Myślę, że jedyną metodą na życie i przeżycie jest zachowanie umiaru we wszystkim, co nas dotyczy i otacza. Począwszy od poglądów, poprzez poczynania, sposób odżywiania, a na tzw. aktywnościach i rozrywkach kończąc. Wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem że potrafią się z tym umiejętnie obchodzić. Po prostu konsumpcję trzeba dozować w porcjach przyswajalnych.