Matactwo sprzed lat

Sprawa pierwszeństwa w doniosłych odkryciach i wynalazkach budziła i zdarza się, że budzi nadal liczne kontrowersje.

Sprawa pierwszeństwa w doniosłych odkryciach i wynalazkach budziła i zdarza się, że budzi nadal liczne kontrowersje.

Dla wielu Niemców Kopernik był ich rodakiem. Także Włosi za swego uważają niejakiego Niccolo Copernico, który u nich nawet nauki pobierał. Obsesyjnie do sprawy podchodzili swego czasu Rosjanie, próbując dowartościować się wątpliwym często, a nawet jawnie naciąganym pierwszeństwem w każdej niemal dziedzinie. Nie pomogło to, a nawet zaszkodziło autentycznym rosyjskim odkrywcom, takim jak Aleksander Popow, który wynalazł radio niejako równolegle z Marconim, nie wiedząc o dokonaniach tego ostatniego.

Przedmiotem licznych, do dziś nierozstrzygniętych kontrowersji jest też sprawa pierwszeństwa w dziedzinie komputerów. Tu powszechne jest przekonanie o prymacie Amerykanów, które kontestują jednak i Niemcy, i Anglicy, i czynią to wcale nie bez podstaw.

W latach 70. dość popularne były obiegowe plotki o tym, że wielkie koncerny komputerowe trzymały głęboko w sejfach dawno poczynione wynalazki, by wydobyć je wtedy, gdy poczuły za sobą gorący oddech ścigających ich konkurentów. Trzeba przyznać, że nie zawsze tak było, przynajmniej w Europie, gdzie np. nieistniejący już dziś ICL łączył swe komputery z pamięciami zewnętrznymi za pomocą światłowodów na z górą dziesięć lat przed konkurencją.

Plotki te nigdy nie zostały potwierdzone, ale tym razem okazuje się, że rzeczywistość znacznie je przerosła. Sprawa jest tym poważniejsza, że dotyczy wynalazku, który zrewolucjonizował porozumiewanie się na odległość i o którym wszyscy wiemy, że był dziełem mieszkającego w USA Szkota - Aleksandra Grahama Bella. Tak, tak - nie mylicie się drodzy Czytelnicy - rzeczywiście chodzi o telefon i o znane słowa "Watson, niech pan tu przyjdzie, jest mi pan potrzebny", uważane za pierwszą kwestię przekazaną za pomocą tego urządzenia.

Z odnalezionych niedawno w londyńskim muzeum nauki dokumentów wynika jednak, że Bell został wyprzedzony o całe 13 lat przez Niemca Johanna Philippa Reisa. Urządzenie, któremu nadał nazwę "telephon", skonstruował on już w roku 1863. Rzec można - nic wielkiego, w historii ludzkich dokonań podobnie okazywało się już wiele razy. I rzeczywiście - w interesującej nas sprawie i tak przecież pierwszy, bo jeszcze przed Reisem był Włoch Antonio Meucci, co w wydanym w roku 2001 specjalnym akcie przyznał nawet amerykański Kongres, a patent Bella anulowano już w roku 1887.

Sprawa Reisa jest jednak interesująca, przede wszystkim dlatego że - z powodów politycznych (na poziomie firmy) - próbowano ją po prostu ukryć.

A było to tak. Zbliżał się rok 1947, a z nim setna rocznica urodzin Bella. Wspomniane londyńskie muzeum zleciło brytyjskiej firmie Standard Telephones and Cables (STC - ostatni przed Fujitsu właściciel ICL) przeprowadzenie prób na kilku egzemplarzach telefonów z okresu Bella. Właśnie w ich wyniku okazało się, że urządzenie Reisa w ogóle działało i to na długo przed Bellem.

Jednakże STC zabiegało wówczas o lukratywny kontrakt z amerykańską firmą ATT, bezpośrednią kontynuatorką firmy Bella. Ówczesny szef STC, w obawie o utratę tego kontraktu w przypadku ujawnienia sprawy i roli w tym zarządzanej przezeń firmy, polecił wszystko ukryć, a ewentualną publikację uzależnił od zgody STC, dokąd zresztą trafiła cała, związana z tym dokumentacja. Wróciła ona do muzeum dopiero w roku 1955 i dotąd spoczywała w jego archiwach. Wszystko wydało się niedawno i - jak zwykle - przez przypadek.

Teraz już wszystko w tej sprawie zdaje się jasne - mamy kolejne historyczne matactwo. Kto jednak wie, czy ono w ogóle się opłaciło i czy STC zdobyło wtedy ten upragniony kontrakt?