Maskowanie

Ubawiłem się ostatnio nieźle i to w trakcie wykonywania pracy zawodowej. Pomyślicie Państwo zapewne, że coś jest nie tak, bo nie można w naszym fachu zarabiać pieniędzy i jednocześnie bawić się. Rzeczywiście nie można, aczkolwiek śmieszne sytuacje zdarzają się czasami, chociaż w zupełnie niezamierzony sposób.

Ubawiłem się ostatnio nieźle i to w trakcie wykonywania pracy zawodowej. Pomyślicie Państwo zapewne, że coś jest nie tak, bo nie można w naszym fachu zarabiać pieniędzy i jednocześnie bawić się. Rzeczywiście nie można, aczkolwiek śmieszne sytuacje zdarzają się czasami, chociaż w zupełnie niezamierzony sposób.

Bo gdyby towarzyszyły one rdzennie naszemu bytowi zawodowemu, wówczas profesję informatyków należałoby uznać za najlepszy zawód na świecie, abstrahując już zupełnie od walorów finansowych, na które w tych okolicznościach można by zdecydowanie machnąć ręką.

Otóż wyszukując informacji w Internecie, czasami gdy już znajdę coś godnego mojej uwagi, chcę sobie to wydrukować, bo papier ciągle wydaje mi się lepszy do chwilowego przechowywania zapisków, które w mało kłopotliwy sposób można później odnaleźć, a po skorzystaniu zniszczyć. Aby nie drukować całych stron, kopiuję interesujący mnie fragment do edytora, po czym dopiero drukuję na papierze. Tak zrobiłem i tym razem. Po wykonaniu wklejenia tekstu okazało się, że nic nie widać. Przez chwilę zwątpiłem, bo przecież mogłem się pomylić, co każdemu się zdarza, i nie skopiować tego, co trzeba. Zauważyłem jednak w pewnym miejscu, że na białym ekranie pojawiły się w niektórych miejscach czerwone szlaczki, czyli podkreślenia modułu odpowiedzialnego za poprawność ortograficzną tekstu. Tekst oczywiście został wklejony, aczkolwiek jego czcionka miała kolor biały, co zlewało się dokładnie z tłem. Po zaznaczeniu tego fragmentu i nadaniu czcionce koloru czarnego, objaw ustąpił i wreszcie pojawiły się w polu widzenia litery.

Jest to przykład prostej metody maskowania informacji. Dla osoby nieobeznanej z możliwościami edytora praktycznie niemożliwe okazałoby się odczytanie białych liter na białym tle. Żadna to jednak przeszkoda dla ludzi cokolwiek wprawnych. Lepiej obeznani specjaliści wiedzą, że warstwa prezentacji ma swoje zaplecze w postaci pliku zawierającego rzeczywiste kody wyświetlanych znaków, a nie kody białych znaków, na co mógłby sugestywnie wskazywać widok na ekranie. Jeśli ktoś nie zna metody, nie będzie potrafił informacji odczytać. W szerszym zakresie bazuje na tym cała sztuka kryptografii, której prostota polega na tym, że trzeba poznać klucz według jakiego dane zostały przekształcone.

Bo informacja ma tę cechę, że musi być w jakiś sposób odróżnialna od tła. Gdy znany jest klucz tego wyróżniania, żadna to przeszkoda, aby się do niej dobrać, najwyżej trzeba poświęcić więcej trudu na odkrycie prawideł kodowania. Dlatego też nie można liczyć na to, że kiedykolwiek powstaną zabezpieczenia zupełnie nienaruszalne przez osoby niepowołane. Jedynym pewnym zabezpieczeniem jest takie, którego sam twórca informacji nie potrafi złamać. Ale czy wówczas ma to jakikolwiek sens?


TOP 200