Majątek rodziny de la Cruz

Kiedyś myślałem, że tzw. abonament telewizyjny to opłata za oglądanie telewizji. Potem pewien radca prawny oświecił mnie, że tak naprawdę to podatek od telewizora, który - jako wprowadzony zarządzeniem Prezesa Radiokomitetu - sprawia, iż nasz kraj stanowi pośmiewisko prawników od Atlantyku po Ural. Ostatnio sądziłem też, że to los wykupiony na tzw. loterii dla abonentów, która pozwala, przy dużej dozie szczęścia, wygrać samochód.

Kiedyś myślałem, że tzw. abonament telewizyjny to opłata za oglądanie telewizji. Potem pewien radca prawny oświecił mnie, że tak naprawdę to podatek od telewizora, który - jako wprowadzony zarządzeniem Prezesa Radiokomitetu - sprawia, iż nasz kraj stanowi pośmiewisko prawników od Atlantyku po Ural. Ostatnio sądziłem też, że to los wykupiony na tzw. loterii dla abonentów, która pozwala, przy dużej dozie szczęścia, wygrać samochód.

Aż niedawno dowiedziałem się, że abonament radiowo-telewizyjny to krok na drodze do telewizji interaktywnej. Telewizja interaktywna to poważna sprawa. Gość niewątpliwie znający się na interesach o imieniu Bill i nazwisku Gates zainwestował w nią grubą forsę, sprawą więc się zainteresowałem. Poza tym media interaktywne to dziedzina na pograniczu informatyki, czyli w zakresie moich zainteresowań i kompetencji. Dowiedziałem się zatem z reklamy telewizyjnej, że już niedługo on, to jest , będzie interaktywny. A stanie się tak właśnie dzięki terminowemu opłacaniu abonamentu.

Co ta telewizyjna interaktywność oznacza? Reklama bogato ilustrowana bladozielonymi, niczym z pierwszych monitorów komputerowych, migającymi cyferkami i pionowymi kreskami, wyjaśnia, że telewizja interaktywna to taka, która pozwala widzowi decydować o tym, co ogląda.

Próbkę tego, co nas czeka, gdy już opłacimy abo-nament i będziemy mieli interaktywne odbiorniki w domach, dała 8-12 maja Telewizja Polska SA. O godzinie 18.00 można było oglądać po jednym odcinku różnych telenowel. Jednej produkcji brazylijskiej, jednej - meksykańskiej oraz trzech wenezuelskich (wenezuelskie to, wedle znawców, arystokracja gatunku). Potem można dzwonić, a na podstawie głosów widzów telewizja interaktywnie zadecyduje, która z telenowel dostąpi godności bycia wyświetlaną (zapewne w stu kilkudziesięciu odcinkach) o tej to porze. Sami Państwo widzą, że abonament warto płacić - daje nam tak bogate prawo wyboru!

Muszę zresztą przyznać, że pasjami oglądam latynoskie telenowele. Mówiąc dokładniej, oglądam pierwsze dwie minuty. Zresztą, wcale nie oglądam. Słucham po prostu. Kocham muzykę latyno-amerykańską, a tasiemcowe seriale mają pod tym względem znakomitą oprawę. Rytmiczne samby, nastrojowe rumby i dynamiczne cza-cze, a w nich słowa pełne uczucia... któż mógłby im się oprzeć! Wiem, co mówię, proszę sprawdzić. Nie cierpię tylko dwóch rzeczy: lektora czytającego napisy i momentu, kiedy kończy się piosenka i rozpoczyna się akcja (co poznać po frazie w rodzaju "Ach, donna Rigoberta jest w ciąży z sędzią Umberto de la Cruz!").

Lubię swój zawód. Myślę, że informatyk ma szansę swoją pracą zrobić wiele dobrego dla innych. Dziś dzięki jego pracy można wybrać telenowelę meksykańską, brazylijską bądź jedną z trzech wenezuelskich. Już niedługo pewnie będę mógł zagłosować, czy donna Rigoberta powije dziewczynkę czy chłopca, który odziedziczy majątek rodziny de la Cruz. A później, może już za parę lat, siecią kompute- rową dostanę od Telewizji Polskiej SA sto czterdzieści dziewięć odcinków wene- zuelskiego serialu, z akcją personalizowaną zgodnie z moim profilem preferencji, zapisanym gdzieś na centralnym serwerze pod adresem www.telenowela.pl.

Sami Państwo widzą, że telewizja interaktywna to przyszłość - nie tylko mediów, nie tylko informatyki, ale także marketingu. Trzeba płacić terminowo abonament, żeby powstawały nowoczesne rozwiązania w mediach elektronicznych. Proszę się nie śmiać ani nie kręcić nosem - w końcu majątek rodziny de la Cruz to poważna sprawa.


TOP 200