Magicka tabulka

Tak nazywała się zabawka, którą przed laty przywiozłem moim dzieciom z Czechosłowacji. Na niewielkim ekranie można było rysować rozmaite figury i słowa, a potem, bez pomocy gumki do wycierania czy gąbki, przywracać mu dziewiczy wygląd i znów coś tam rysować czy pisać. I tak w kółko. Teraz coś podobnego, ale dla dorosłych i już nie do zabawy, zapowiadają wielkie firmy z branży tzw. nowych technologii.

Tak nazywała się zabawka, którą przed laty przywiozłem moim dzieciom z Czechosłowacji. Na niewielkim ekranie można było rysować rozmaite figury i słowa, a potem, bez pomocy gumki do wycierania czy gąbki, przywracać mu dziewiczy wygląd i znów coś tam rysować czy pisać. I tak w kółko. Teraz coś podobnego, ale dla dorosłych i już nie do zabawy, zapowiadają wielkie firmy z branży tzw. nowych technologii.

Tym razem nie jest to "magiczna tabliczka", lecz coś jakby "magiczna książka". Łączy je możność nie kończącego się procesu zapisywania tekstu, wymazywania go i zapisywania innego na tym samym podkładzie czy, powiedzmy, nośniku. Tym razem jest też odmienna technologia - nie mechaniczna, lecz elektroniczna.

W laboratoriach Xeroxa demonstrowany był niedawno "elektroniczny papier", produkowany w długich rolach przez firmę 3M, producenta tworzyw sztucznych. Dyspozycja z Internetu uruchamia urządzenie zapisujące znaki "elektronicznym atramentem". Szczególną cechą tych materiałów jest właśnie to, że tak zapisany tekst można skasować, a w jego miejsce wpisać nowy, pobrany z Internetu. Taka operacja może być powtarzana wielokrotnie.

W nowej technologii wydawniczej papier zostaje pokryty mikroskopijnej wielkości blaszkami, w których mieszczą się: oleisty płyn i kuleczki z pigmentem oraz linie przenoszące prąd. Przenoszenie lub usuwanie farby w wyznaczonych punktach następuje pod wpływem impulsów elektrycznych. W ten sposób, stosownie do potrzeb, pojawia się lub znika tekst czy rysunek. Co jednak ciekawe, inaczej niż w przypadku odbiornika telewizyjnego, elektroniczny papier nie musi być stale podłączony do sieci. Zakodowane dyspozycje utrzymują w nim nadany stan do czasu, aż zostaną ewentualnie przekazane nowe sygnały.

Otwiera to interesujące możliwości nieustającej aktualizacji gazet, które w nocy będą mogły otrzymywać od specjalnego urządzenia ładującego najświeższe wiadomości. A także możliwość zmiany zawartości książki, tak jak będzie to wynikało z sytuacji. Na wakacje zabieramy zwykle kryminały, ale na co dzień potrzebujemy lektur fachowych i w ogóle poważniejszych. Taka jedna "elektroniczna książka" z pewnością nie wystarczy, ale pozwoli nam np. nie obciążać się podczas wyjazdów całą biblioteką. Warunkiem jedynym będzie dostęp do Internetu, ale o to przecież coraz łatwiej.

Wszystko to, co prawda, jest jeszcze melodią przyszłości, ale jak się wydaje, niezbyt odległej. W każdym razie rzecz wyszła z fazy eksperymentów laboratoryjnych i wspólny produkt Xeroxa i 3M wytwarza się już w warunkach przemysłowych. Brakuje mu jednak wiele do osiągnięcia takiej jakości, jaka cechuje papier znany z codziennego użytku. W szczególności nie udało się dotąd uzyskać właściwej kontrastowości. Barwa "elektronicznego papieru" jest szaroniebieska, a nie biała, a znaki raczej szare niż czarne.

Niemniej nowa technologia znajduje coraz szersze zastosowanie handlowe. Są to plakaty reklamowe, na których są drukowane dość jeszcze topornie prezentujące się kilkuwierszowe teksty. Wystarczy naciśnięcie guzika, by zdalnie i błyskawicznie zmienić treść informacji, podać nową cenę towaru czy ogłosić atrakcyjną ofertę.

Twórcy "elektronicznego papieru" i "elektronicznego atramentu" nie zamierzają jednak spoczywać na laurach, stawiają przed sobą nowe zadania. Jednym z nich jest zapewnienie takiej szybkości wykonywania dyspozycji przez elementy składowe, by można było drukować obrazki ruchome. W ten sposób książka przyszłości mogłaby być wyposażana w krótkie filmy lub nawet być sterowana interaktywnie przez swego czytelnika i zarazem... autora.

Ostatnie dziesięciolecia i lata nauczyły nas, że najbardziej fantastyczne i niezwykłe pomysły stają się rzeczywistością szybciej, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Być może również "elektroniczna książka" za niewiele już lat będzie jednym z tych podręcznych przedmiotów, bez których nie potrafimy sobie wyobrazić naszego codziennego życia w jego rozmaitych, domowych i zawodowych, przejawach.

Tygodnik "Der Spiegel", gdzie została opowiedziana rysująca się nowa wielka przygoda naszej cywilizacji i kultury, swojej relacji nadał tytuł: Książka umarła, niech żyje książka. Jest w nim niejako podwójne nawiązanie. Najpierw do historycznego okrzyku obwieszczającego Francuzom śmierć monarchy i wstąpienie na tron jego następcy: "Umarł król, niech żyje (nowy) król!". A jednocześnie, co ma dla nas wymiar zarówno współczesny, jak i przyszłościowy, jest to odpowiedź na pytanie: czy elektroniczna i informatyczna rewolucja nie zamyka epoki Gutenberga i czy wojna obrazka ze słowem nie zakończy się porażającą klęską słowa. Jak widać, nie tylko nic nie jest przesądzone, ale nowe technologie otwierają nowe horyzonty także przed tym, co jest istotą wszelkiej ludzkiej cywilizacji. Sławny werset biblijny "Na początku było Słowo" ma oczywiście sens przede wszystkim religijny, ale wolno go rozumieć jeszcze szerzej - jako wskazanie na samą istotę rozwoju ludzkości opartą właśnie na słowie. Ale już pojawienie się Internetu oznaczało swego rodzaju rewanż słowa wobec obrazka, uosabianego przez telewizję.

Teraz może dojść do tego, że złośliwa anegdota o pracownikach pewnej instytucji czy firmy, zastanawiających się nad wyborem okolicznościowego prezentu dla szefa, niedługo przestanie nas śmieszyć.

Jak pamiętamy, ktoś rzucił pomysł, by szefowi ofiarować książkę. - Ależ on ma już jedną! - zauważył ktoś inny.

Gdy w nieodległej przyszłości pojawi się na rynku i upowszechni opisana technologia, posiadanie jednej tylko książki - czy dokładniej: materiału do wydrukowania jednej książki - nie będzie budziło kompromitujących skojarzeń.


TOP 200