Mądrość na co dzień

Młodzież jest coraz lepiej rozeznana w technologii. Wie co to system operacyjny, rozpoznając go nawet po nazwie własnej. Już nie kojarzy systemu operacyjnego z chirurgią, co dawniej bywało nagminne i stawiało informatyka w nieco dwuznacznej sytuacji wobec nieuświadomionego społeczeństwa.

Informatycy zakładowi starszego pokolenia rozminęli się z technologią. To znaczy ich kariera się rozminęła, bo dawniej kariery nie można było robić ot tak sobie, gdyż informatyka była niszowa i chociaż budziła ogólny podziw i szacunek z tytułu swojej niecodzienności, miejsc pracy, gdzie była stosowana, pozostawało zgoła niewiele, więc i sposobności do zabłyśnięcia na firmamencie zawodowym mało. Teraz informatyka jest stosowana niemal wszędzie i taki mądraliński jeden z drugim zakładowy informatyk może błyszczeć w tej czy innej firmie i robić karierę, a swą niewiedzą mydlić oczy równie niewiedzącemu kierownictwu. Ponadto można też powymądrzać się publicznie, na przykład na forum internetowym. Co gorsza, można tam pleść, co ślina na język przyniesie i niejeden czytelnik w te brednie uwierzy.

Za sprawą ostatnich, przykrych wydarzeń w Japonii Dyrekcja nabrała niejakich podejrzeń, czy aby przez Internet nie można zostać napromieniowanym. Otóż na przykład wpływowy znajomy Dyrekcji bał się kupować w serwisie internetowym towarów japońskiego pochodzenia ze względu na ich napromieniowanie. Niby słuszna taka ostrożność. Niemniej Dyrekcji coś się "pokiełbasiło" i przełożyła to według własnej interpretacji twierdząc, że promieniowanie to wprost z Internetu przenika a nie z towaru, który z tego odległego kraju pochodzi. Na tej zasadzie zaczęła rozwijać się u Dyrekcji fobia internetowego promieniowania, co przeradzało się w strach przed otwieraniem jakichkolwiek stron, nie mówiąc już o poczcie elektronicznej. Bo przecież bity te, to nic innego jak transport elektronów po drutach, a więc cząstek jak najbardziej materialnych. Lokalny Informatyk pogłębiał Dyrekcję w jej przekonaniach, doradzając jakie środki ostrożności należy przedsięwziąć, aby uchronić tak zasoby ludzkie jak i informacyjne przed wrogim promieniowaniem. Wszak Lokalny musi stać na straży zasobów technicznych firmy, bo taka jego rola i on się na tym zna. I wie, że elektrony wysłane z Japonii poprzez sieci i routery przedostają się wprost na firmowe stanowiska komputerowe. Bo przecież elektrony to nośniki skażenia - jak pamięta ze szkoły (chociaż może niezbyt dokładnie, bo jako historykowi z zamiłowania i wykształcenia nauki techniczne stały mu ością w gardle), izotopy to elektrony wybite ze swoich orbit czy coś w tym stylu. I Dyrekcja mu wierzy, bo jest to zgodne z jej pojmowaniem świata i jej obawami, które on rozgania, stosując środki ostrożności w postaci specjalnych programowych filtrów. Oj, robi ten kolega karierę w tej firmie. Cóż, młody jest i błyszczy na firmowym firmamencie. Chroni jak lew danych osobowych firmy i dobra jej właścicieli.

Dobrze, że ludzie nie obawiają się przeprowadzania rozmów telefonicznych z Japonią ze strachu, że przez słuchawkę przedostanie się szkodliwe promieniowanie. Gdyby jednak mieli takich doradców jak ten Lokalny Informatyk, to kto wie.


TOP 200