MOLINK

Kryzys polityczny z roku 1962, zwany kubańskim, uzmysłowił jego stronom, czyli USA i ZSRR, jak ważna jest potrzeba szybkiej wymiany informacji, której przepływ w jedną stronę trwał wówczas ponad sześć godzin. Toteż skutkiem tego kryzysu było nie tylko wycofanie rakiet z Kuby i z Turcji, ale również przekonanie o konieczności ulepszenia dróg i metod wzajemnej wymiany informacji. To, jak to wtedy czyniono, nie przystawało już do warunków, w których błędne odczytanie intencji drugiej strony mogło zakończyć się globalną katastrofą.

Kryzys polityczny z roku 1962, zwany kubańskim, uzmysłowił jego stronom, czyli USA i ZSRR, jak ważna jest potrzeba szybkiej wymiany informacji, której przepływ w jedną stronę trwał wówczas ponad sześć godzin. Toteż skutkiem tego kryzysu było nie tylko wycofanie rakiet z Kuby i z Turcji, ale również przekonanie o konieczności ulepszenia dróg i metod wzajemnej wymiany informacji. To, jak to wtedy czyniono, nie przystawało już do warunków, w których błędne odczytanie intencji drugiej strony mogło zakończyć się globalną katastrofą.

Stosowne decyzje w tej sprawie podjęto w połowie roku 1963, a 30 sierpnia tegoż roku uruchomiono tzw. gorącą linię między Białym Domem (ściślej - Pentagonem) a Kremlem. Właśnie minęła 45. rocznica tego zdarzenia.

W ówczesnym rozwiązaniu zrezygnowano z telefonów na rzecz dalekopisów zakładając, że wykluczy to ewentualne błędy bieżącego tłumaczenia i osłabi emocje, o co łatwo przecież w rozmowie. Ustalono, że każda ze stron będzie przekazywać swe teksty we własnym języku i na dostarczonym przez siebie sprzęcie.

Radzieccy wybrali "znające" cyrylicę urządzenia produkcji NRD (więc chyba RFT?), Amerykanie - system firmy Harris. Łącząca je linia telegraficzna biegła przez Londyn, Kopenhagę, Sztokholm i Helsinki. Połączenie zapasowe i zarazem techniczne stanowiła linia radiowa ze stacją pośrednią w Tangerze.

Szyfrowanie i deszyfrowanie zapewniały moduły kryptograficzne, sterowane biegnącą w pętli taśmą papierową. Wszystko to powodowało, że przesłanie komunikatu było dość skomplikowane: najpierw nanoszono go na taśmę papierową, którą następnie umieszczano w jednym czytniku, podczas gdy do drugiego zakładano pętlę taśmy szyfrującej. W wyniku ich wspólnego przebiegu powstawała kolejna taśma z zaszyfrowanym komunikatem. I dopiero jej zawartość była przesyłana drugiej stronie, gdzie - zanim można było ją odczytać - taśmę z nią poddawano deszyfracji, a jej wynik, też zapisany na taśmie - drukowano i tłumaczono. Wraz ze sprzętem strony przekazały sobie zapas ponumerowanych taśm szyfrujących, a numer taśmy, której w danym przypadku należało użyć do odczytu, przekazywano otwartym tekstem.

Amerykanie nazwali całość systemu MO-LINK, od "Moscow link".

Po obu stronach stale czuwały zespoły operatorów i tłumaczy, które co godzinę, w celu sprawdzenia drożności połączenia i sprawności systemów przesyłały sobie komunikaty kontrolne. W dzień Nowego Roku i 30 sierpnia (rocznica uruchomienia systemu), wymieniano przy takiej okazji życzenia.

Gorącej linii użyto pierwszy raz w roku 1967, podczas wojny na Bliskim Wschodzie, kiedy to oba mocarstwa wielokrotnie informowały się tą drogą o ruchach swoich flot wojennych, operujących w tej samej części Morza Śródziemnego.

Z czasem kable telegraficzne uzupełniono łączami satelitarnymi (Intelsat po stronie USA, Mołnia i - później - Gorizont, po stronie ZSRR), a urządzenia poszerzono o telefony i faksy.

Potem inne państwa utworzyły podobne, własne systemy łącz, co poszerzyło ten swoisty klub o Wielką Brytanię, Francję, Niemcy i - nieco później - Chiny (ale te tylko w relacji z USA).

Nie obyło się też bez incydentów, jak chociażby tego, kiedy to fiński rolnik w trakcie orki przeciął pługiem cały ten kabel, co szczęśliwie przypadło na okres, kiedy nie było istotnych politycznych napięć.

Minister obrony USA Robert Gates uważa, że gorąca linia będzie potrzebna tak długo, jak długo po morzach świata krążyć będą okręty podwodne obu mocarstw z rakietami wycelowanymi w obiekty drugiej strony. Wydaje się jednak, że nawet gdyby one kiedyś znikły, znajdzie się tysiąc innych powodów, uzasadniających jej istnienie. Bo szybkie czasy wymagają szybkiej dyplomacji.


TOP 200