Ludzie i technologie

Historia techniki usłana jest genialnymi rozwiązaniami, które nigdy jednak nie zdołały przedrzeć się do społecznej świadomości. Nie inaczej jest z technologiami sieciowymi, co skłoniło jednego z badaczy do sformułowania hipotezy: ''Sukces technologii jest odwrotnie proporcjonalny do liczby publikacji naukowych poprzedzających jej praktyczne wykorzystanie''.

Historia techniki usłana jest genialnymi rozwiązaniami, które nigdy jednak nie zdołały przedrzeć się do społecznej świadomości. Nie inaczej jest z technologiami sieciowymi, co skłoniło jednego z badaczy do sformułowania hipotezy: ''Sukces technologii jest odwrotnie proporcjonalny do liczby publikacji naukowych poprzedzających jej praktyczne wykorzystanie''.

Autorem kontrowersyjnego wniosku jest Henning Schulzrinne z Columbia University, który w 2004 r. opublikował artykuł "Protocol and Network Design Challenges for a Consumer-Grade Internet" (12th IEEE International Conference on Network Protocols). Tropem Schulzrinne'a podążył Kalevi Kilkki, uczony z Nokia Research Center. Porównał on liczbę publikacji poświęconych w latach 90. technologiom ATM i Ethernet. W 1994 r. pojawiło się ośmiokrotnie więcej prac naukowych poświęconych ATM, który był dopiero w fazie testów, podczas gdy Ethernet stawał się już dominującą technologią sieciową. I jak wiemy, ATM, mimo swego technicznego wyrafinowania, nigdy nie zdołał opanować sieciowego rynku.

Kilkki zauważa, że podobnie jest z usługami. Tomy poświęcono aplikacjom, które nigdy nie zyskały większego zainteresowania, by wspomnieć wideo na życzenie. Żaden jednak z badaczy nie przewidział sukcesu tak banalnych wydawałoby się usług, jak internetowe blogi i wymiana plików na zasadzie peer-to-peer. Kilkki sumiennie analizuje historyczne porażki, z których najbardziej znamienną jest właśnie praktyczne fiasko ATM (o ile dobrze pamiętam, już w 1996 r. odczytywano akronim ATM jako "Another Tragical Mistake"), i dochodzi do wniosków, które wydadzą się zapewne niepokojące dla każdego inżyniera.

Człowiek ma znaczenie

Fiński badacz przekonuje bowiem, że techniczna doskonałość nie jest celem samym w sobie. Kto, czytając zbyt wiele teoretycznych publikacji naukowych, uwierzy, że trzeba inwestować w jakiś standard, protokół lub aplikację ze względu na ich jakość i wyrafinowanie, często ponosi klęskę. Dlaczego? Bo odbiorcę nie obchodzi technologia.

I rzadko też interesują go wydumane w laboratoriach zastosowania. Użytkownik technologii, zwierzę złośliwe i samolubne, patrzy wyłącznie na swoją, a nie inżyniera i jego korporacji korzyść. Nawet potężny marketing i koalicja skupiająca wszystkie potęgi świata, jak miało to miejsce w przypadku protokołu WAP, nie jest w stanie zmusić wolnych ludzi do korzystania z pomysłu co najmniej mało użytecznego. I podobnie potężny marketing nie spowodował, że MMS-y powtórzyły sukces popularności SMS.

Kilkki w opublikowanym w styczniu br. artykule "Sensible design principles for new networks and services" (First Monday) uczciwie przyznaje, że zanim przystąpiono do prac nad ATM próbowano wyobrazić sobie, jakie problemy i zachcianki konsumentów ta technologia pozwoli skutecznie rozwiązywać. Z badań socjologicznych z przełomu lat 80. i 90. wynikało, że "killer application" będzie usługą wideo na życzenie. Do połowy lat 90. roiło się od eksperymentów z udostępnianiem filmów, by wspomnieć tylko słynny projekt Orlando na Florydzie. Za każdym razem okazywało się, że ludzie zachowywali się zupełnie inaczej, niż deklarowali w swoich odpowiedziach. Bo pytani, jak bardzo chcieliby móc oglądać ulubione filmy w domu bez konieczności ich wypożyczania, twierdzili, że trudno im sobie wyobrazić cokolwiek bardziej fascynującego. W rzeczywistości, zwłaszcza gdy przyszło do płacenia, zainteresowanie malało poniżej poziomu biznesowej opłacalności.

Przyszedł jednakże Internet, który pozwolił podpatrzeć, jak ludzie rzeczywiście korzystają z możliwości nieustannego bycia w sieci. I okazało się, że najbardziej lubimy podtrzymywać komunikację za pomocą e-maila, czatów, grup dyskusyjnych, blogów. W następnej kolejności interesuje nas surfowanie po WWW, głównie w poszukiwaniu informacji. Uwielbiamy ponadto wymieniać się plikami za pomocą serwisów peer-to-peer.

Pożytki z gadania

Amerykański socjolog z Minnesota University, Andrew Odlyzko nie jest tym odkryciem zaskoczony. W swych publikacjach, w których analizuje ewolucję usług telekomunikacyjnych i popytu na nie, pokazuje to, co od dawna wiedzieli antropologowie: człowiek odda wszystko, by móc sobie pogadać (ewentualnie pokomunikować się w inny sposób). Bo człowiek jest człowiekiem dlatego właśnie, że się komunikuje. Mit atrakcyjności wideo na życzenie, który dziś rozwinął się w mit atrakcyjności multimediów, z których mamy mieć możliwość korzystania za sprawą szerokopasmowego dostępu do Internetu (z telefonią 3G włącznie), może prowadzić, uprzedza Odlyzko, do gorzkiego rozczarowania. I przypomina, że Amerykanie zostawiają w kasach kin 10 mld USD rocznie. Taką samą kwotę operatorzy telekomunikacyjni zarabiają w ciągu dwóch tygodni na "zwykłej" chęci gadania. Czy istnieje jakakolwiek przyczyna, by ludzie nagle stali się bardziej rozrywkowi i zaczęli wydawać radykalnie więcej na zabawę, gdy stanie się ona dostępna w sieci? Bez złudzeń.

Poznanie, czego chcą ludzie - przyszli konsumenci istotne jest nie tylko ze względów marketingowych. Niesie również ważne konsekwencje techniczne. Inaczej bowiem musi być zaprojektowana sieć, która służy głównie do świadczenia usług wideo na życzenie, a inaczej taka, w której konsumentom zależy na wymienianiu plików i komunikatów.

Tylko jak w takim razie dowiedzieć się, czego chcą przyszli odbiorcy? Doświadczenie pokazuje wyraźnie, że pytani o to, kłamią. Kilkki przekonuje jednak, że nie tyle kłamią, ile są źle pytani. Niemal każdy uzna, gdy go zapytać o możliwość oglądania wideo z sieci, że to bardzo atrakcyjna oferta. Jeśli jednak to samo pytanie sformułować inaczej: co w swoim codziennym życiu byś zmienił, z czego byś zrezygnował, by móc oglądać wideo w sieci, okaże się, że entuzjazm gwałtownie zmaleje. Fiński badacz konkluduje, że szansę na dużą popularność mają te aplikacje, które mogą stać się codzienną rutyną. Czatowanie, blogowanie, e-mailowanie są takimi aplikacjami. Podobnie wysyłanie SMS. Ale już komunikacja za pomocą MMS ma charakter "odświętny", podobnie oglądanie filmów na życzenie. Jest tylko przyjemnością.

Pożytki dla inżynierów

Podpatrywanie jak się komunikują w rzeczywistości ludzie może być ciekawe dla zajmujących się sieciami inżynierów również z innych powodów. Okazuje się bowiem, że socjologowie już od kilkudziesięciu lat rozwijają metody analizy sieciowej, zwane Social Network Analysis (SNA). Pozwalają one rozpoznać realną strukturę grupy, organizacji, przedsiębiorstwa. Często zdarza się, że firma, mimo struktury organizacyjnej zaplanowanej przez najlepszych konsultantów, nie działa jak należy. Do prezesa nie dochodzą odpowiednie informacje, jego polecenia zatrzymują się gdzieś po drodze, widać wyraźnie, że komunikacja gdzieś się "zatyka". Metody SNA umożliwiają ujawnienie "wąskich gardeł", a następnie naprawę wadliwej struktury.

W 2000 r. w Journal of Internet Protocol ukazał się artykuł Valdisa Krebsa, jednego z głośniejszych specjalistów w dziedzinie SNA. W tekście zatytułowanym Social Life of Routers uczony przekonuje, że wiedza, jaką na temat sieci społecznych posiadają socjologowie, przydać się może inżynierom podczas projektowania topologii sieci komputerowych. Socjologowie nauczyli się już bowiem, że badanie sieci to w tej samej mierze wiedza ścisła, co sztuka. Większe sieci są układami złożonymi, które trudno projektować w sposób deterministyczny. Jak w swym artykule pokazuje Krebs, w świecie sieci obowiązują często paradoksalne reguły. Usunięcie jakiegoś połączenia między węzłami sieci może przyczynić się do poprawy komunikacji.

Krebs nie jest jednakże arogantem twierdzącym, by koniecznie inżynierowie uczyli się od socjologów. Znaczna część wykorzystywanej przez obie te grupy wiedzy jest wspólna, bo odwołuje się do podobnych narzędzi matematycznych, jak choćby teoria grafów. Socjologowie jednak przez to, że stosowali te narzędzia do analizy sieci szczególnych, bo złożonych z węzłów, jak doskonale wiemy, bardzo kapryśnych ludzi, stali się bardzo wrażliwi na niuanse i szczegóły. To one często mogą mieć decydujące znaczenie dla funkcjonowania całości sieci.

Dwie kultury

Zapewne inżynierom myśl, że mogą czerpać użyteczną wiedzę z tak wątpliwego i "miękkiego" źródła, jak nauki społeczne, wyda się nieco dziwna. Warto jednak porzucić mentalne schematy, bo historia pokazuje, że kosztowały one miliardy dolarów wyrzuconych na realizację nietrafionych pomysłów technicznych. Otwarcie w drugą stronę już nastąpiło. Socjologowie odkryli z entuzjazmem, że są doskonałym obiektem badawczym, bo odzwierciedlają struktury społeczne. Analizując logi na serwerze pocztowym firmy, można bardzo precyzyjnie rozpoznać, jaka jest w tej firmie rzeczywista struktura komunikacji, od której z kolei zależy efektywność działania przedsiębiorstwa. Badania, jakie dr Dominik Batorski z Uniwersytetu Warszawskiego (współorganizujący ze mną Centrum Badań Sieciowych) przeprowadził w ub.r. na komunikatorze Gadu-Gadu, pozwoliły na niespotykaną wcześniej w badaniach sieci społecznych skalę (ponad 3 mln użytkowników, ponad 70 mln relacji) potwierdzić wiele ważnych hipotez na temat własności sieci społecznych. Ale to już temat na inną opowieść.


TOP 200