Los chluja

Jak się używa komputera od lat, to z czasem wydaje się, że inni do obróbki dokumentów także stosują technikę "kopiuj-wklej" oraz słownik elektroniczny. Tymczasem mam wrażenie, że koło siebie egzystują dwa różne światy. Jedni poprawiają co się da aż do bólu, inni zaś - wręcz przeciwnie - zostawiają wszelkie możliwe błędy dla uciechy czytelników. Ba, dodają nowe.

Jak się używa komputera od lat, to z czasem wydaje się, że inni do obróbki dokumentów także stosują technikę "kopiuj-wklej" oraz słownik elektroniczny. Tymczasem mam wrażenie, że koło siebie egzystują dwa różne światy. Jedni poprawiają co się da aż do bólu, inni zaś - wręcz przeciwnie - zostawiają wszelkie możliwe błędy dla uciechy czytelników. Ba, dodają nowe.

Aby nie być gołosłownym, podam kilka świeżych przykładów z własnego podwórka. Kiedy w felietonie Alfonsem być napisałem, że uprawiam kuplerstwo, to natychmiast korekta dodała cudzysłowy, choć kodeks karny wyraźnie określa, kto to zacz ów kupler. W felietonie Żółta kartka zamieniono słowo "onegdaj" (co znaczy przedwczoraj) na "ongiś", czyli kiedyś, choć to właśnie w czwartek zaginęły laptopy, a felietony pisuję w soboty. Zaś w felietonie Pe(r)tycja, czyli tykanie literkę "r" w nawiasach chochlik zamienił na znak registered "(r)", choć nijak się to miało do zawartości tekstu. Widać, że korekta CW jest czujna niczym gęsi kapitolińskie, a może nawet bardziej.

Niestety, miłe panie z naszej korekty nie mają większego wpływu na inne teksty przeze mnie pisywane. A szkoda, bo jednak wolę nadwrażliwość niż lekceważącą arogancję. Szczególnie gdy ta ostatnia okazywana jest przez pismo, które naśmiewa się cytując innych. Pośmiejmy się więc i my na łamach CW z tygodnika POLITYKA.

W numerze 21/99 szanowany dotąd przeze mnie red. Andrzej K. Wróblewski napisał "W garażu narodził się McIntosh, program Microsoft i setki innych wynalazków lub innowacji...". Czytelnikom CW nie trzeba tłumaczyć, co jest tu błędem. Ale dla tzw. szerokiej publiczności nie musi być to oczywiste. Napisałem więc do redakcji POLITYKI krótki list:

"1) Macintosh (zwracam uwagę na pisownię), produkt firmy Apple Computer Inc., narodził się w roku 1984, gdy owa firma miała sprzedaż na poziomie ponad miliarda dolarów rocznie i dawno już wyszła z garażu, w którym rzeczywiście skonstruowano pierwszy komputer Apple w roku 1977. Sprzedano go jednak tylko kilkaset sztuk, a kolejny model Apple II został wyprodukowany po zasileniu firmy niebagatelną na tamte czasy kwotą ponad pół miliona dolarów.

2) Nie wiem, co to jest 'program Microsoft', zaś firma Microsoft nigdy nie działała w garażu".

Zdawałem sobie sprawę, że list musi być krótki, aby miał szansę ukazać się w druku, wysłałem zaś go elektronicznie, aby nie było literówek. Jakoż w numerze 25 ukazało się w druku m.in. następujące "moje" zdanie:

"Tymczasem w garażu skonstruowano pierwsze egzemplarze komputera Apple, produkty później założonej firmy MacIntosh" (zwracam uwagę na różnicę w pisowni), zaś w cytacie z tekstu AKW wydrukowano tym razem "MCIntosh". Z dwu błędów zrobiono więc cztery (jakie produkty, jakie później, jakiej firmy "MacIntosh"?). W tym tempie w następnym liście/sprostowaniu powinienem znaleźć osiem błędów.

Tak więc, starając się poprawić niechlujstwo redaktora Wróblewskiego oraz jego korekty, sam publicznie wyszedłem na idiotę. Czegóż jednak oczekiwać od redakcji czasopisma, która pożegnalny tekst byłego wieloletniego i wielce zasłużonego redaktora naczelnego Jana Bijaka zamieszcza w dziale listów?! Fi donc...


TOP 200