Literka a-polityczna

Dwudziesty wiek wśród wielu innych epitetów powinien być określany jako czas wynalazków i nadziei. Co i rusz ludzie coś wymyślali z nadzieją, że dzięki ulepszeniom świat będzie lepszy. Średnio rzeczywiście żyje nam się lepiej, na pewno dłużej, ale czy szczęśliwiej?

Dwudziesty wiek wśród wielu innych epitetów powinien być określany jako czas wynalazków i nadziei. Co i rusz ludzie coś wymyślali z nadzieją, że dzięki ulepszeniom świat będzie lepszy. Średnio rzeczywiście żyje nam się lepiej, na pewno dłużej, ale czy szczęśliwiej?

Przykład energii atomowej, która jakoś nie może się przebić przez mur strachu po bombie i telewizji, która stała się papką dla oczu i mózgu, to tylko jeden z wielu. Ale zawsze wydawało się, że przynajmniej komputery będą wyraźnie na plusie. Szczególnie w typowych zastosowaniach.

Chyba najbardziej typowym w tej chwili zastosowaniem komputera jest pisanie. Począwszy od e-maili, skończywszy na raportach - wszyscy ciągle coś piszą. I oczywiście drukują. Dzięki rozwojowi technologii i standaryzacji pisanie na komputerze w dowolnym języku przestało być problemem. Wydaje się, że Unicode (patrzhttp://www.unicode.org/) raz na zawsze załatwił problem nietypowych alfabetów i znaków. Jak byśmy bardzo nudzili, to kodowanie 16-bitowe można rozszerzyć do 24 (trzy bajty) albo nawet 32 bitów i wtedy każda osoba we wszechświecie będzie mogła mieć własny alfabet.

Niestety, w tę sielankę technologiczną jak zawsze zaplątali się politycy, czyli ludzie, którzy zamiast problemy rozwiązywać, lubią im nadawać rozgłos, przy okazji samemu pojawiając się w mediach. Oto dwa przykłady z życia wzięte.

Pierwszy dotyczy nas, Polaków. Tak się jakoś polska historia potoczyła, że ciągle używamy alfabetu łacińskiego z dodatkami. Pisałem kiedyś o tym (felieton Polskom drogom do sjviata - to była propozycja nowej pisowni polskiej), ale oczywiście nikt się tym nie przejął. Mamy więc teraz dwie szkoły zachowania się za granicą. Nieszczęśnicy, których nazwiska zawierają polskie znaki diakrytyczne, pojawiają się w zagranicznych mediach jako Walesa, Milosz, Wojtyla. Tylko Góreckiemu udało się, bo "o z kreską" występuje także we francuskim, więc jest standardowo dostępne. Inni, np. Polacy na Litwie, domagają się pisania swoich nazwisk tak jak trzeba. Technologicznie nie ma ku temu żadnej przeszkody - komputer drukujący paszporty z łatwością można zaprogramować na właściwe litery.

Ale już od 6 lat trwa dyskusja polityczna, i końca jej nie widaćhttp://dziennik.pap.com.pl/polskawswiecie/20010828201227.html.

Jeszcze gorzej urządzili się Azerowie. Ten mały naród w XX wieku cztery razy (sic!) zmieniał pisownię. Kiedy więc Azerbejdżan uzyskał wreszcie samodzielność, cóż zrobili politycy? Ano niedawno wprowadzili alfabet łaciński, ale z dodatkową literą, której tu nie mogę pokazać, bo wygląda jak nasze odwrócone do góry nogami "e". Tak więc nie tylko trzeba było zmieniać klawiatury (z rosyjskich) wszystkich komputerów, ale przede wszystkim przyzwyczajenia obywateli. A i tak nikt nie może łatwo pisać po azersku, bo nie ma odpowiednich fontów. W czasach składu ręcznego włożenie odwróconej litery nie było problemem, ale na komputerze tego się nie zrobi. Gorzej jest ze stronami WWW, bo przecież nikt na świecie jeszcze nie ma takiego znaku. Mają więc Azerowie specjalną stronę do zamiany literekhttp://convert.aznet.org/convert/converter.html oraz starają się propagować nową pisownię, jak się dahttp://azeri.org/.Czasami myślę sobie, że człowiek jest swoim największym wrogiem, z politykami jako szczególnymi przypadkami wrogów ludu. Jak się ich pozbyć? w

<hr>

[email protected]


TOP 200