Listy

Profesor Krzysztof Obłój ('Manipulacja i uzależnie', CW 1/99) nakreśla niemal katastroficzną wizję wojen o pracowników, prowadzonych przez działające na coraz bardziej konkurencyjnym rynku przedsiębiorstwa. Dostęp do instrumentów poprawiających konkurencyjność stał się dla światowych gigantów - i nie tylko - praktycznie jednakowy.

Profesor Krzysztof Obłój ('Manipulacja i uzależnie', CW 1/99) nakreśla niemal katastroficzną wizję wojen o pracowników, prowadzonych przez działające na coraz bardziej konkurencyjnym rynku przedsiębiorstwa. Dostęp do instrumentów poprawiających konkurencyjność stał się dla światowych gigantów - i nie tylko - praktycznie jednakowy. Wszystkich stać na wszystko.

Po wyczerpaniu dostępnych instrumentów, przyszła wreszcie kolej na wniosek, że prawdziwie cennym - dotychczas nie docenianym - elementem zapewniającym konkurencyjną pozycję jest człowiek. Nie ukrywam, że większe zainteresowanie pracownikami wyrażane przez pracodawców powinno nas zadowolić. Jednak program pełnego wykorzystania pracowników tylko pozornie może nas uszczęśliwić. Zostaniemy wtłoczeni w szczegółowo opracowane strategie działania, które pozbawią nas indywidualizmu. Z pewnością będzie to z wielką korzyścią dla przedsiębiorstw, które skorzystają na uporządkowanym i szczegółowo ukierunkowanym działaniu swoich pracowników. Tylko czy w długofalowej perspektywie tak liczne rzesze myślących przecież ludzi wytrzymają ten wyścig zmechanizowanych grup pracowniczych? Przewagą człowieka nad innymi żyjącymi istotami był indywidualizm. To z niego rodził się postęp i zmiana. Profesor K. Obłój mówi, iż nie będziemy mieli innego wyjścia, jak poddać się nowemu projektowi wykorzystania naszych umiejętności i zdolności. Z całą pewnością tak będzie. Zastanawia mnie jednak, jakie będzie miało to konsekwencje dla naszego życia, zachowania, postrzegania świata. To jest, wydaje mi się, najważniejszy problem na dziś.

Jarosław Waśniewski

Wrocław

Po kolejnych targach

Po wizycie na Komputer Expo zastanawiam się, w jakim kierunku zmierzają targi komputerowe. Czy aby na pewno pozwalają odwiedzającym je informatykom zorientować się w ofercie rynku? Od kilku lat odnoszę wrażenie, że kolejne targi komputerowe organizowane są dla firm, które poszukują partnerów handlowych, nie zaś dla informatyków szukających rozwiązań. Dotyczy to nie tylko warszawskich targów, ale większości imprez tego typu organizowanych w naszym kraju. Stopniowo z grona firm regularnie występujących na targach wykruszają się ci, którym udało się już zorganizować dobrze prosperujące sieci sprzedaży.

Można się cieszyć, że w tym roku organizatorom po raz pierwszy od dawna udało się podzielić wystawę tematycznie. Nie trzeba było szukać poważnych aplikacji między stoiskami z wydawnictwami multimedialnymi. Niestety, nie wiadomo czy na skutek specjalizacji, czy z innych przyczyn, poważnych aplikacji było mniej. Targi w Warszawie - wg mnie - stają się wystawą sprzętu.

Szkoda, że nie mamy jednej imprezy targowej, o której można byłoby powiedzieć - "Nie można na niej nie być". Zastanawiam się, czy wkrótce nie będzie tak, że o wszystkich targach będzie można powiedzieć - "Można sobie darować".

Zbigniew Klawczyński

Warszawa

Promocja Internetu

W artykule "Promocja Internetu" (CW 3/99) podaliśmy nieścisłą informację, że w zarządzie Polskiego Stowarzyszenia Elektronicznego Handlu i Marketingu zasiada reprezentant firmy Dell Computer Poland. Tymczasem pracownik tej firmy należy do władz stowarzyszenia, ale jedynie jako osoba fizyczna. Firma Dell Computer Poland nie jest zaangażowana w działalność PSEHiM.

Przemysław Gamdzyk