List od Babci

Świąteczne felietony mają do siebie to, że uciekają od zwyczajnej, codziennej tematyki i zajmują się budowaniem tzw. świątecznego nastroju. A wykorzystują do tego i wydobyte z zakamarków pamięci wspomnienia, i poetycko niemal opisywane walory tylko na tę okazję szykowanych potraw i łakoci.

Świąteczne felietony mają do siebie to, że uciekają od zwyczajnej, codziennej tematyki i zajmują się budowaniem tzw. świątecznego nastroju. A wykorzystują do tego i wydobyte z zakamarków pamięci wspomnienia, i poetycko niemal opisywane walory tylko na tę okazję szykowanych potraw i łakoci.

Mało kogo, o ile w ogóle kogokolwiek, zajmuje sprawa, dla jak wielu spośród nas święta, i te, i każde inne, są przede wszystkim szczególnie jaskrawym unaocznieniem trudnej sytuacji, w której się znaleźli bez jakiejkolwiek po swej stronie winy i przyczyny.Szczęśliwie zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy dzieci. Tak też sam odbieram po latach własne dzieciństwo, mimo że okres ten, w ocenie moich rodziców, zawierał się w skali od "trudno" do "bardzo trudno".

Po pierwsze, Święta Gwiazdkowe oznaczały wtedy dłuższe wakacje od szkoły, gdyż na ten czas przypadały ferie zimowe. Ferie wydłużane często przez naturę, jako że styczniowe mrozy nierzadko sięgały wówczas trwających i po kilka dni dziennych temperatur poniżej minus 20ˇ. A w takie zimnisko trudno było dogrzać szkolne izby, a dodatkowo groziło to dzieciom odmrożeniami po drodze.

Po drugie, nieoficjalny początek okresu świątecznego wyznaczał dzień św. Mikołaja z łakociami dla dzieci. Potem było już z górki.Dla mnie jednak nie tych kilka mikołajowych cukierków i nie samo oczekiwanie na dzień, w którym każą nam wypatrywać na niebie pierwszej gwiazdki, były najważniejsze. Ważniejsza była świąteczna paczka od Babci, tej ze strony Ojca, znanej zresztą głównie z jego opowiadań.

W tych trudnych czasach Babcia ta pełniła rolę pośrednika w rodzinnej wymianie: doskonale orientowała się w wieku swych licznych wnuków i wiedziała, komu wysłać to, z czego starsza kuzynka czy kuzyn właśnie wyrośli. Prezentowe oczekiwania brata i moje jednak sprowadzały się zawsze do "nic do ubrania, nic do jedzenia". Z tej przyczyny, z paczką od Babci, on wiązał nadzieje na modele statków i samolotów do wycinania i klejenia, ja zaś - na książki. Jedyne zaś, co mogło nas połączyć, to były gry planszowe, w które nie sposób było grać w pojedynkę.

Nie wiem dlaczego, a może właśnie dla powodu, o którym za chwilę, mnie przypadała ważna czynność otwierania babcinej paczki. I tu muszę zdobyć się na pewien ekshibicjonizm i odkryć cechę własnego charakteru, która - w najróżniejszych okolicznościach - towarzyszy mi od zawsze do dziś. Otóż, podczas gdy Brat bardzo się niecierpliwił, ja spokojnie rozwiązywałem po kolei, tak by nie zerwać sznurka, misterne, poczynione przez Babcię supły. Nigdy nie korzystałem z noża czy nożyczek. Powiem więcej - samo wydłużane w nieskończoność celebrowanie rozpakowywania paczki było dla mnie chyba ważniejsze od efektu ostatecznego otwarcia i poznania zawartości.Książki z babcinej paczki były różne - i nowe, pachnące jeszcze świeżym drukiem, i rozpadające się, zaczytane do granic możliwości. W każdym razie było ich wystarczająco dużo, by zapełnić lekturą Święta i ferie, a nawet - o ile się przydarzyło takie szczęście - także dodatkowe wolne z powodu mrozu.

Aha - w całym tym przedświątecznym ferworze niemal zapomniałbym o najważniejszym: do paczki Babcia zawsze załączała list. List pisany staroświeckim, choć kaligrafowanym pismem, który czytałem wielokrotnie i za każdym razem w całości. Ponieważ jednak i mój świąteczny ekshibicjonizm ma swoje granice, pozwolicie, Szanowni Czytelnicy, że dla siebie zachowam dalsze o liście szczegóły. Za to niech każdy z Was wyobrazi sobie z tej uroczystej, świątecznej okazji taki swój list od Babci, jaki sam chciałby chociaż raz dostać. Spokojnych Świąt.


TOP 200