Leczenie przez zabawę

Darowizny mają się ciągle nieźle. Piekielny efekt osiąga się wówczas, gdy obdarowana instytucja zostaje uszczęśliwiona na siłę. Po pierwszym zachłyśnięciu się radością z otrzymanego prezentu rzeczowego, przychodzi kac dnia powszedniego.

Darowizny mają się ciągle nieźle. Piekielny efekt osiąga się wówczas, gdy obdarowana instytucja zostaje uszczęśliwiona na siłę. Po pierwszym zachłyśnięciu się radością z otrzymanego prezentu rzeczowego, przychodzi kac dnia powszedniego.

Bo gdyby to darczyńca wręczył zwykły przedmiot przydatny w codziennej działalności firmy lub najlepiej pieniądze, którymi dowolnie można dysponować. Nie, on musi dać komputer, i to jeszcze z modemem. Pół biedy, gdyby taki dar trafiał w ręce osób potrafiących się z nim obejść. Niestety, komputery lądują często w miejscach, gdzie ich przydatność stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Czy można uznać za rozsądne przekazanie zaawansowanego technologicznie urządzenia, wymagającego dodatkowych nakładów finansowych i przeszkolonego personelu, instytucji, gdzie brakuje środków na podstawową działalność?

Oddział szpitala miejskiego obdarowano właśnie takim cudem techniki.

Zadzwoniła do mnie znajoma lekarka z pytaniem, co też można z urządzenia tego wydusić. Mieli niedawno na oddziale "leżącego informatyka", ale niestety nie mógł się uporać z podłączeniem Internetu. Nic dziwnego - to mógł być programista, projektant i wcale nie od PC, trudno więc wymagać, aby akurat miał opanowaną działkę modemową. A może gorączka lub inne dolegliwości nękały go i nie był w formie? Przecież nie dla rozwoju towarzyskiego znalazł się wśród ludzi w bieli. Prędzej problemowi zaradziłby domowy entuzjasta komputerów.

Zacząłem więc telefoniczne szkolenie i objaśnianie znanych mi problemów. Okazało, że szpital nie ma finansów na opłacanie łącza telefonicznego, nie mówiąc już o ryczałcie za serwis internetowy. Tak więc sprawa upadła. Na pytanie, co można jeszcze z takiego komputera mieć, odpowiedziałem, że różne rzeczy, których jednak nie da się udokumentować w formie drukowanej, bo komputer był, oczywiście, bez drukarki. Gdy nie ma na nic funduszy, a na leki i środki opatrunkowe w szczególności, rozbudowa sprzętowa z definicji nie wchodzi w grę. Pożytek z urządzenia jest taki, że lekarze będą mogli stawiać sobie pasjansa w Windowsie, wróżąc: poprawi się czy też nie.

Ponieważ darowanemu komputerowi w dyski się nie zagląda, nieładnie tak totalnie narzekać. Można przecież przy odrobinie pomysłowości udostępnić urządzenie pacjentom do zabawy. Skoro w szpitalu nie ma leków, anestezjologów i nie wiadomo czego jeszcze, to niechże pacjenci wyniosą chociaż tyle z pobytu w lecznicy. Kto wie, czy w pewnych przypadkach pacjenci zaabsorbowani komputerem nie zapomnieliby o dręczących ich schorzeniach, a może i zaobserwowano by kilka cudownych uzdrowień?


TOP 200