Lecimy na Jamajkę

Pewnego wakacyjnego dnia usłyszałem w wiadomościach radiowych jednej z najpopularniejszych stacji, że oto rząd Jamajki zatrudnił eksperta ds. komputeryzacji. Nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt, że osobnik jest w wieku lat 13. Wsparciem dla tej decyzji był komentarz oznajmiający, iż młodzian na komputerach zna się doskonale i w ramach swych obowiązków będzie doradzał i administrował rządową bazą danych.

Pewnego wakacyjnego dnia usłyszałem w wiadomościach radiowych jednej z najpopularniejszych stacji, że oto rząd Jamajki zatrudnił eksperta ds. komputeryzacji. Nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt, że osobnik jest w wieku lat 13. Wsparciem dla tej decyzji był komentarz oznajmiający, iż młodzian na komputerach zna się doskonale i w ramach swych obowiązków będzie doradzał i administrował rządową bazą danych.

Jamajka kojarzy się z egzotyką, plażami i wypoczynkiem, czyli ogólnie rzecz biorąc z zupełnym luzem. Można pomyśleć, że w zasadzie komputeryzacja w takim otoczeniu może także być traktowana ulgowo - wręcz jako wakacyjne hobby jakiegoś małolata.

Przyzwyczajony jestem do różnych informacji w sezonie ogórkowym, aczkolwiek ta nieco mnie zbulwersowała. Powierzanie niedoświadczonej w gruncie rzeczy osobie tak istotnych zagadnień budzi wątpliwości co do powagi przedsięwzięcia, ale to w końcu sprawa tamtejszych decydentów i niech robią, jak im wygodnie. Bardziej zaciążył mi fakt, że informacja dotarła do ogromnej rzeszy słuchaczy. Gdyby ktoś zechciał wyciągnąć wnioski, to na pewno nie byłyby optymistyczne dla profesjonalistów informatyków. Wychodzi na to, że informatyka jest tak beznadziejnie trywialną sprawą, iż może się nią zajmować uczeń zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej. Wystarczy więc znajomość pisania i rachowania, a reszta nauk w zasadzie jest zbędna. Ciekawe, co na to profesorowie wyższych uczelni, gdzie informatykę szlifuje się cztery lata. A co na to wszyscy nasi koledzy po fachu?

W czasach walki o należytą pozycję informatyki i poważne traktowanie jej przedstawicieli, otrzymujemy z egzotycznych Karaibów prostą receptę na nurtujące problemy. I niech taki komunikat usłyszy jeden czy drugi dyrektor, on już teraz będzie wiedział jak postępować ze swoimi informatykami. Niech mu nie wmawiają, że to trudne, wymaga czasu i pieniędzy: na Jamajce zajmuje się takimi sprawami trzynastolatek.

W gruncie rzeczy zawód informatyka zaprezentowany został w tym kontekście w wyjątkowo złym świetle. Trudno winić dziennikarzy radiowych za obwieszczanie prawdy, nawet najgorszej, bo taka ich profesja. Niemniej wzmianki tego typu utwierdzają wiele osób w przekonaniu, że komputery to zabawki dla większych chłopców, w związku z czym informatyków traktować można na takim właśnie poziomie.

Na szczęście Jamajka nie jest wzorem rozwoju informatyki i nie musimy czerpać stamtąd przykładów. Chociaż kto wie? Można by zorganizować kilka wycieczek edukacyjnych, aby na własne oczy zobaczyć, jak radzi sobie młodociany ekspert z rządowymi problemami komputeryzacji. Zawsze byłby pretekst do zwiedzenia nie znanego kraju.