Łatwizna!

Krzysztof Daukszewicz w czasie jednego ze swoich występów opowiadał dowcip, jak to poszedł do urzędu po zezwolenie na łowienie ryb i wskazanie jeziora, gdzie "biorą" fordy escorty. Dał tym samym przykład, że reklama - będąca jedynie narzędziem stymulującym sprzedaż produktu - nie powinna być brana dosłownie. Dotyczy to także rynku oprogramowania komputerów, zarówno w płaszczyźnie aplikacji, jak i narzędzi.

Krzysztof Daukszewicz w czasie jednego ze swoich występów opowiadał dowcip, jak to poszedł do urzędu po zezwolenie na łowienie ryb i wskazanie jeziora, gdzie "biorą" fordy escorty. Dał tym samym przykład, że reklama - będąca jedynie narzędziem stymulującym sprzedaż produktu - nie powinna być brana dosłownie. Dotyczy to także rynku oprogramowania komputerów, zarówno w płaszczyźnie aplikacji, jak i narzędzi.

Z reklamy programu dowiadujemy się nieraz, że robi wszystko sam, szkoda tylko, że gotować nie potrafi. Wielu klientów daje się nabrać na ten chwyt, aby po zakupie stwierdzić, że z prawdą ma to niewiele wspólnego - a nabierają się na to zwłaszcza mało doświadczeni użytkownicy. Jeżeli ktoś swoje w tym zakresie już przeszedł, nie jest skłonny wierzyć w cuda i zdaje sobie sprawę, co jest możliwe, a co między bajki włożyć. Rzecz jasna, każda nowa generacja oprogramowania jest doskonalsza od poprzedniej, załatwiając wiele spraw lepiej, lecz do ideału ciągle daleko.

Gdybyśmy jednak zechcieli zawierzyć sloganom reklamowym, to proszę bardzo. Kupujemy na przykład narzędzie do obsługi relacyjnych baz danych, posługujące się technologią CASE. Pierwsze próby wypadają naprawdę doskonale: łatwe tworzenie formatek, definiowanie struktur baz danych - wszystko bez znajomości programowania oraz intuicyjne. Tworzenie indeksów i filtrowanie to też dziecinna igraszka. Wystarczy zaledwie trochę poobcować z narzędziem i hulaj dusza. W zasadzie po co informatyk, skoro można wykonać wszystko bez specjalizowania się w oprogramowaniu. Podbudowani takim obrotem sprawy, zakładamy bazę danych pozwalającą na obsługę bieżącej problematyki. Z czasem jednak danych przybywa i gdy osiągamy "kolosalną" liczbę kilkuset rekordów, nasz wspaniały system zaczyna pracować jak żółw. Z dnia na dzień sytuacja ulega pogorszeniu, a wyszukiwanie informacji swoją szybkością zaczyna przypominać ręczne poszukiwania w segregatorze. I taki jest właśnie finał - trochę późno, ale jednak zostajemy ostudzeni.

Przyczyną niepowodzenia jest granica wydolności systemu stworzonego przez amatora, posługującego się najprostszymi metodami obsługi baz danych. Zamiast umiejętnie korzystać z indeksów i relacji, stosuje się filtrowanie jako metodę najprostszą. Bez wstawek w języku programowania nie można marzyć o zapewnieniu spójności danych. System tak stworzony należy doceniać jako dobrą szkołę, a nie profesjonalny produkt. Tak więc dalej dla zawodowców pozostaje otwarta furtka, a dla laików podziw. A przy okazji - w licznych krajowych opracowaniach książkowych dotyczących narzędzi do obsługi baz danych prawie nie spotyka się informacji o wpływie stosowania różnych metod wyszukiwania informacji na szybkość przetwarzania danych. W końcu przecież te pozycje, sądząc po ich przeglądowym charakterze, przeznaczone są dla początkujących, a nie doświadczonych, którzy te niuanse znać powinni.


TOP 200