Łatwe pieniądze

Istnieje powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Wydaje mi się, że ta gra słów świetnie pasuje do opisu sytuacji po tej stronie oceanu.

Istnieje powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Wydaje mi się, że ta gra słów świetnie pasuje do opisu sytuacji po tej stronie oceanu.

Z drugiej strony

Pieniądze bowiem są tu widoczne wszędzie, przede wszystkim jednak w bankach. Dla człowieka z drugiej strony fakt ten jest o tyle zadziwiający, że nasze banki robią wszystko, aby klient nie miał dostępu do swoich pieniędzy. Najprostszy przykład to sposób operowania kontem osobistym poprzez zlecenia i przelewy. Fakt posiadania ROR-u ciągle jeszcze wyróżnia spośród tłumu płacącego gotówką i przepychającego się dziesiątego każdego miesiąca na pocztach z plikiem książeczek opłat za czynsz, prąd i telewizję.

Otworzenie konta w USA jest koniecznością - nikt tu przecież już od dawna nie otrzymuje zapłaty do ręki. Także wszystkie płatności reguluje się, wystawiając czeki. A raczej regulowało się. ATM, czyli automatic teller machine, są wszędzie gotowe dać nam gotówkę do ręki po włożeniu karty magnetycznej. Zaś każdy, kto otwiera konto w przyzwoitym banku, otrzymuje ofertę home banking - dostępu do swoich pieniędzy z komputera. Komputera domowego, oczywiście.

Nie mogę powstrzymać się od uwagi ogólnej. W Polsce komputer równa się pecet. Nieliczni posiadacze komputerów Macintosh postrzegani są jako niegroźni maniacy, podobni do niegdysiejszych użytkowników komputerów Tandy, Atari, Commodore i Sinclair. To znaczy pozbawieni wszelkich programów użytkowych. W tym także dostępu do banków. Tu zaś banki grzecznie proszą o zaznaczenie, jakie oprogramowanie mają przysłać: dla Windows czy dla MacOS. Około 75% wszystkich komputerów pracuje pod Windows, ale 8% posiadające Macintoshe widocznie ma dość pieniędzy, by banki były nimi zainteresowane. A może po prostu liczy się każdy grosz?!

W każdym razie każdy, kto chce, dostaje dyskietkę i może sobie robić przelewy z domu. Stałe płatności można zaprogramować, zaś opłaty zmienne reguluje się, wpisując tylko kod dostawcy i kwotę. Swoją drogą ciągle nie mogę nacieszyć się takimi drobnymi radościami, jak np. automatyczne wstawianie adresu elektrowni, gdy poda się kod pocztowy. Wiem, że to banalne zastosowanie bazy danych, ale radość użytkownika z "przyjazności" komputera jest olbrzymia.

Aby płacić rachunki, trzeba oczywiście mieć pieniądze. Po tej stronie zauważono, że nic tak łatwo nie mnoży się jak pieniądze - gdy się je już ma. Myślę tu o giełdzie, która przez ostatni rok osiągała szczyty, kończąc rok wzrostem indeksu Dow Jones o ponad 30% - przy inflacji na poziomie 2,5% i oprocentowaniu wkładów oszczędnościowych nieco ponad 3%. Jasne jest więc, że wszyscy, którzy mają wolne pieniądze, grają na giełdzie. Wykonują to także z komputerów domowych, tym razem poprzez Internet.

Jeśli ktoś ma akcje notowane na jednej z giełd, to ich kurs oraz wartość portfela może sprawdzać na specjalnej, osobistej stronie, prowadzonej przez Microsoft:http://investor.msn.com/. Niestety, warszawska giełda nie jest tam uwzględniona... Ale posiadacze kart kredytowych mogą otworzyć rachunek (także zagraniczny) w jednej z licznych firm maklerskich, operujących na sieci. Na przykład proszę spróbować obejrzeć strony firmy Schwab:http://www.schwab.com/.

Na razie administracja rządowa nie zamierza nakładać nowych podatków na zakupy poprzez sieć, więc analitycy przewidują dalszy rozwój usług internetowych, w tym także finansowych.

Ciekawe, kiedy wszyscy będą mieli rachunki bankowe w rajach podatkowych? Technicznie możliwe jest to już dzisiaj!