"Łańcuszek szczęścia, czyli każdy dłużnik ma wierzyciela"

Jestem gotów założyć się, że zdecydowana większość czytelników Computerworlda w Polsce dobrze pamięta niejednego niesumiennego dłużnika, który nie chciał płacić. Myślę też, że jednocześnie mało kto przyznałby się publicznie, że sam ma długi, tzn. że nie płaci należnych faktur. Przypomina to nieco sytuację z dziewczętami, które w różnych badaniach dwukrotnie rzadziej przyznają się do rozpoczęcia pożycia przedmałżeńskiego niż ich rówieśnicy.

Jestem gotów założyć się, że zdecydowana większość czytelników Computerworlda w Polsce dobrze pamięta niejednego niesumiennego dłużnika, który nie chciał płacić. Myślę też, że jednocześnie mało kto przyznałby się publicznie, że sam ma długi, tzn. że nie płaci należnych faktur. Przypomina to nieco sytuację z dziewczętami, które w różnych badaniach dwukrotnie rzadziej przyznają się do rozpoczęcia pożycia przedmałżeńskiego niż ich rówieśnicy.

A sytuacja jest w gruncie rzeczy paranoidalna. Olbrzymi ciąg rozliczeń, mimo istnienia Krajowej Izby Rozliczeniowej i jej lokalnych oddziałów, musi się blokować, jeśli nawet niewielki tylko procent dłużników odmawia płacenia. Przy notorycznym braku kapitału na polskim rynku nawet 5% nie zapłaconych faktur powoduje zatory, jak się to eufemistycznie nazywa w języku polityków od spraw gospodarczych. Warto jednak zastanowić się, gdzie leży przyczyna problemu.

Osobiście widzę trzy źródła niedrożności systemu płatniczego. Postaram się pokazać je na typowych przykładach, wziętych z życia - wybaczą jednak Państwo, że bez nazwisk. Nie żebym tchórzył, lecz przecież nie chodzi o te konkretne przypadki, np. zakończone szczęśliwie, ale o tym na końcu.

Przypadek pierwszy to wręcz banalna sytuacja. Firma wykonuje usługę okresową (abonamentową) i jak zawsze w dziedzinie usług trudno jest przewidzieć pełen zakres oczekiwań w konfrontacji z ofertą. W każdym razie po kilku miesiącach wykonawca stwierdza, że jego cena jest za niska w stosunku do oczekiwań klienta, proponuje więc zerwanie umowy na dotychczasowych warunkach. Chcąc być jeszcze bardziej w porządku, mimo umowy gwarantującej miesiąc wypowiedzenia, jest on gotów od ręki przestać pobierać wynagrodzenie, przestając świadczyć usługę. Klient woli jednak wykorzystać usługodawcę do końca, po czym przyjmuje fakturę i... oczywiście jej nie płaci. Przynaglony, po dwu miesiącach odpowiada, że to przecież oczywiste, że faktura nie będzie uregulowana, bo usługa była nędznej jakości i to właściwie klient chciał z niej już dawno zrezygnować itp. itd. Zwracam uwagę, że wariant ten - powtarzany także jako zakup oprogramowania które nie działa, więc się za nie nie płaci - jest bardzo korzystny dla płacącego. Faktura została przecież zaksięgowana przez wystawiającego, opłacono podatki i inne należności, można więc kwotę należną wyjąć na KW i obracać jako lewą kasą aż do czasu, gdy trzeba będzie wreszcie zapłacić.

Drugi przypadek jest jeszcze prostszy. Poważna firma zamawia instalację, otrzymuje ją w tempie ekspresowym i... oczywiście nie płaci, twierdząc że z kolei jej dłużnicy (tu podaje wiarygodną listę największych koncernów światowych) też nie płacą, ale przecież gdy tylko pieniądze wpłyną to... itp. itd. Biedny dostawca czeka, a tymczasem zamawiający instalację ma kłopoty z jej używaniem, bo dostawca nie czuje się w obowiązku dokonywać drobnych bieżących poprawek w czymś, co od początku nie jest zapłacone. Następuje eskalacja wzajemnego dokuczania, łącznie z obmawianiem. Gdy wreszcie faktura zostaje zapłacona, okazuje się, że na skutek inflacji oraz ruchu kursów dewiz dostawca zamiast zarobić, stracił. Następnym razem ustala się więc zaporowo wysoką cenę i płatność tym bardziej opóźnia się.

Wreszcie przypadek trzeci i chyba najbardziej wredny. Usługobiorca umawia się na wykonanie pewnej pracy niematerialnej (szkolenie), pod pretekstem nawiązania stałej współpracy negocjuje wyraźną obniżkę, lecz nie podpisuje umowy, choć usługa jest już wykonywana jako ekspresowa. Przeciągając podpisanie umowy, poza okres wykonania usługi, doprowadza się do sytuacji, że można w ogóle nie płacić, bo... przecież nie ma umowy! Nic to, że praca została uczciwie wykonana, przecież formalnie umowy nie było. Rozpoczyna się powolne negocjowanie, obniżanie ceny itp. itd. Oczywiście w końcu płatność następuje, bo zamawiający potrzebuje kolejnego szkolenia. Ten sposób ukrycia braku gotówki jest o tyle dobry, że formalnie nic się nie stało.

Zapytają Państwo jaki sposób postępowania można polecić w opisanych powyżej przypadkach. Ano bardzo prosty - oczywiście, gdy ma się czyste sumienie. W sądzie istnieje możliwość odzyskania należności w trakcie jednej rozprawy, przy czym koszty takiej zabawy pokryje dłużnik, komornik z rozkoszą je ściągnie, bo blokowanie konta jest bardzo prostą czynnością. Niestety, od największego dłużnika, czyli państwa, nie da się tą drogą uzyskać należnych świadczeń. Ale o tym innym razem.


TOP 200