Kwestia interfejsu

Małżeństwo w Indiach jest wciąż bardziej przedmiotem negocjacji między zainteresowanymi połączeniem się rodzinami niż wynikiem uczucia między przyszłymi małżonkami. Wykształcenie i urok osobisty pana młodego oraz pozycja społeczna jego rodziny decydują o liczbie kandydatek oferujących mu swoje wdzięki.

Małżeństwo w Indiach jest wciąż bardziej przedmiotem negocjacji między zainteresowanymi połączeniem się rodzinami niż wynikiem uczucia między przyszłymi małżonkami. Wykształcenie i urok osobisty pana młodego oraz pozycja społeczna jego rodziny decydują o liczbie kandydatek oferujących mu swoje wdzięki.

Jeśli społeczność, w której mieszka, nie jest ze sobą zżyta, o co w wielkich miastach nietrudno, drobne ogłoszenie w gazecie wspiera poszukiwania partnerki. Największe szanse ma oczywiście ta, której rodzina zgromadziła odpowiedni posag. Właściciel hotelu, w którym mieszkamy, podkreśla, że jest dumny ze swojej żony. Kiedy on całymi dniami pilnuje interesu, ona dba o dom. "Sami rozumiecie" - mówi do nas - "moja córka będzie wychodzić za mąż".

Publiczne spotkania nie poślubionych sobie nie są tu mile widziane. Obściskującą się parę nastolatków spotykam w restauracji przeznaczonej dla turystów. Ceny posiłków nie na miejscową kieszeń, ale jak widać uczuciom nie ma granic. Stąd chyba taka duża tutaj popularność chat-roomów, gdzie można ukryć się przed karcącym wzrokiem lokalnej społeczności. Nie słyszałem jeszcze o małżeństwie całkowicie uzgodnionym przez Internet bez uprzedniego zobaczenia się, choć tego typu randki nie należą do rzadkości. Sam spotkałem na swojej trasie Angielkę i Belga, którzy podróżują dookoła świata, poznawszy się i uzgodniwszy szczegóły swojej trasy przez Internet. Oko w oko zobaczyli się - po ponad 10 miesiącach korespondowania - na tydzień przed wyjazdem. Jednym słowem, nie jest łatwe życie nastolatków we współczesnych Indiach.

Czy przodkom było łatwiej? Rzeźbione sceny z życia mieszkańców Indii sprzed dziesięciu wieków zdobią ściany świątyń w Khajuraho. To, co rozsławiło kompleks tych kilkunastu budowli, to - oprócz ich urzekającego wyglądu - wizerunki erotycznych scen wyjęte prosto z Kamasutry. Centralne miejsca bocznych ścian świątyń zajmują trzy rzeźby, ułożone jedna pod drugą. Na każdej cztery postacie w wymyślnej konfiguracji. Urzekają i zastanawiają. Co tysiąc lat temu skłoniło ówczesnych do tak jawnej manifestacji naszego erotyzmu? Do dziś nie wiadomo i teoriom nie ma końca.

Dziś przeszukując zasoby Internetu bez najmniejszego trudu znajdujemy wszystko, a nawet jeszcze więcej na temat seksu. Jednak powody, dla których autorzy stron spod znaku XXX upatrzyli sobie cyberprzestrzeń, są jasne i oczywiste. Rysunki, zdjęcia i filmy wprost przekładają się na twardą walutę. Nikt nie może tutaj narzekać na brak koniunktury. Klientów z pewnością nie zabraknie, a łatwość i anonimowość surfowania tylko sprzyjają wzrostowi ich liczby. A do tego wszystkiego rozwijający się w tej branży e-biznes nie zagraża tradycyjnym profesjom. Najstarszy zawód świata ma się ciągle dobrze. Kwitnący interes ze świetlaną przyszłością?

Było to gdzieś w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. ZX-81 i ZX-Spectrum

rewolucjonizowały nasze wyobrażenia o maszynach liczących. Nieodżałowani Kamiński i Kurek w swoich programach TVP fascynowali się pierwszymi grami komputerowymi, prezentującymi początki raczkującej wirtualnej rzeczywistości. Któraś z telewizji lokalnych - bodajże katowicka - chcąc dotrzymać kroku krajowej czołówce, zorganizowała program poświęcony komputerom. Przemiła pani redaktor wdała się w rozmowę z lokalnym guru od ZX-Spectrum o możliwościach komputerów. Nie wiedzieć jak, a rozmowa zahaczyła o tematy damsko-męskie i pani redaktor chcąc zręcznie zamknąć temat zapytała retorycznie: "No tak, ale póki co seks z komputerem nam jeszcze nie grozi?". Na to jej rozmówca odpowiedział: "Proszę pani, to jest tylko kwestia odpowiedniego interfejsu".

Indie, Khajuraho, 5 listopada 2000 r.