Kumpel zapłaci

O tym, że w nałogi łatwo się wpada, ale trudno z nich wypaść, wiedzą nie tylko sprzedawcy narkotyków (w większości nielegalnych, poza używkami sprzedawanymi przez państwo, jak tytoń i alkohol), ale także producenci seriali telewizyjnych (PFAFS http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/425.html się kłania), a ostatnio także pewne przedsięwzięcia internetowe.

O tym, że w nałogi łatwo się wpada, ale trudno z nich wypaść, wiedzą nie tylko sprzedawcy narkotyków (w większości nielegalnych, poza używkami sprzedawanymi przez państwo, jak tytoń i alkohol), ale także producenci seriali telewizyjnych (PFAFShttp://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/425.html się kłania), a ostatnio także pewne przedsięwzięcia internetowe.

Nie, nie myślę tu o stronach z nagimi panienkami oraz chłopczykami, ale o całkiem legalnym byznesie aukcji internetowych. Znam nobliwą panią, która każdy dzień zaczyna od sprawdzania stanu aukcji, na których coś usiłuje wylicytować, zaś po zakupy czegokolwiek udaje się na eBay (http://www.ebay.com/ ), twierdząc, że tam taniej. O sobie nie wspominam, bo Czytelnicy zapewne pamiętają, żem uległ nałogowi pod wpływem nieokiełznanej chciwości, co opisałem na łamach CW trzy lata temu (http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/311.html ).

Uzależnienie przeszło mi (http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/367.html ), kiedy kilka razy zorientowałem się, że internetowe firmy aukcyjne w praktyce nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje działania. Kroplą goryczy, która przelała czarę rozczarowania, było żądanie firm eBay oraz stowarzyszonej z nią PayPal (http://www.paypal.com/ ), abym zgodził się na nowe warunki korzystania z ich usług. Już dawno temu życie nauczyło mnie, iż wspaniałe, darmowe oferty są zbyt dobre, aby były prawdziwe, i że należy czytać wszystkie teksty, które się podpisuje, szczególnie te pisane małymi literami. Tym razem okazało się, że chciwe były firmy internetowe: mało im było czystych zysków z pośrednictwa, postanowiły jeszcze zahandlować informacjami o klientach. Ostatecznie obie posiadają dane milionów ludzi, przy czym jedynie prawdziwe są często tylko adresy e-mailowe.

Właśnie adresy są dobrem, które nagle stało się cenne. Przecież nie bez powodu czasopisma, takie jak New York Times (http://www.nytimes.com/ ), pozwalają czytać aktualne artykuły każdemu. Każdemu, kto poda sprawdzony adres e-mailowy. Nie łudźmy się, że NYT potrzebuje te adresy do kolekcji, dla statystyki lub swego widzimisię. Nie mam wątpliwości, że lista adresowa z dobrze określonym profilem czytelników (liberalna klasa średnia) jest do nabycia za odpowiednią cenę. Podobnie jak tysiące innych list adresowych. Dlatego postanowiłem odmówić: zarówno eBay, jak i PayPal dostały ode mnie kategoryczne polecenie zamknięcia rachunków. W ten prosty sposób, choć z dużym bólem, udało mi się pozbyć uzależnienia oraz częstych ofert promocyjnych obu firm.

Jakież było moje zdziwienie, gdy ostatnio otrzymałem pismo od firmy PayPal, w którym poinformowano mnie, że ugodziła się ona w sprawie class action, czyli pozwu zbiorowego (http://www.settlement4onlinepayments.com/ ). Oczywiście zarejestrowałem się na ich stronie oraz wysłałem list z odręcznym podpisem poświadczającym, że chcę dostać moje 50 USD. Jak w każdej historii, która wygląda na zbyt piękną, aby była całkiem prawdziwa, także w tej sprawie jest kilka haczyków. Po pierwsze, kwota wypłat wyniesie tylko 9,25 mln USD, a więc jeśli na wezwanie odpowie więcej niż jakieś ćwierć miliona posiadaczy rachunków, to dostaniemy mniej pieniędzy na głowę. Jest to ciekawa gra, sam swego czasu w podobnym duchu oferowałem czytelnikom Wiedzy i Życia zdaje się milion dolarów i nie musiałem zapłacić ani grosza.

Zgłaszający roszczenia w sprawie, a nie posiadający już rachunków PayPal, otrzymają o dolara mniej jako zwrot kosztu wypisania czeku. Ciekawe, ilu byłych klientów za dolara wróci na łono firmy? Natomiast adwokaci, którzy prowadzili sprawę, dostaną ponad trzy miliony dolarów. No cóż, bycie kumplem (ang. pal) adwokatów drogo kosztuje.


TOP 200