Kto pyta?

Przestałem się dziwić zachowaniu mojej żony w supermarketach, odkąd dowiedziałem się, że tak właśnie musi być. Chodzi mianowicie o to, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni pytają o drogę, co jest podobno już naukowo stwierdzone i wynika z obciążeń odmiennymi rolami, jakie spełniali przedstawiciele obu płci w praczasach.

Przestałem się dziwić zachowaniu mojej żony w supermarketach, odkąd dowiedziałem się, że tak właśnie musi być. Chodzi mianowicie o to, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni pytają o drogę, co jest podobno już naukowo stwierdzone i wynika z obciążeń odmiennymi rolami, jakie spełniali przedstawiciele obu płci w praczasach.

Kobieta, szukając konkretnego produktu, w celu szybkiej jego lokalizacji na półce sklepu samoobsługowego, nie wykazuje specjalnych oporów w kwestii zasięgnięcia języka u obsługi sklepu. Mężczyzna natomiast, co może wydawać się podyktowane jego ambicją, stara się samodzielnie, bez niczyjej pomocy znaleźć drogę, co zajmuje mu zwykle o wiele więcej czasu, albowiem nie zawsze od razu trafia na właściwy trop. Jak twierdzą przedstawiciele świata nauki, zachowania te są podyktowane tym, co odziedziczyliśmy ze spuścizny naszych praprzodków, kiedy to męskim zadaniem było wytropienie i upolowanie zwierzyny, a najlepsi w tym rzemiośle stawali się osobnikami szczególnie uznawanymi w ówczesnym społeczeństwie i pełnili rolę liderów. Dobry tropiciel zwierzyny, potrafiący zabezpieczyć wyżywienie, był atrakcyjnym kandydatem na głowę rodziny, stąd też cieszył się uznaniem kobiet, w przeciwieństwie do osobników o niskich w tym względzie kwalifikacjach.

Błądzenie samotnego tropiciela jest problemem tylko jego najbliższego otoczenia. Gorsza sytuacja pojawia się w przypadku, gdy zbiera się grupa kilku takich "myśliwych" i każdemu z nich wydaje się, że wie najlepiej jak dotrzeć do celu. Zaczynają się spory mające na celu wyłonienie najlepszego rozwiązania, które w efekcie nie musi okazać się najlepszym, a tylko przeforsowanym przez najsilniejszego lub najbardziej przekonywającego osobnika.

Popatrzmy na zagadnienie osiągania wyników w projektach informatycznych przez pryzmat tych zachowań. Ileż to razy braliśmy udział w pracach grupowych, gdzie przeforsowane zostały rozwiązania, które od początku wzbudzały nasze negatywne emocje i z góry wiedzieliśmy, że skazane są one na porażkę. Jednak właśnie wybrano te złe i po ich zaadaptowaniu okazało się, że są rzeczywiście do niczego i wszyscy nagle, jak jeden mąż, przyjmują zgodnie do wiadomości, że popełniono błąd już na etapie wstępnym. Albo przyjrzyjmy się naszemu najbliższemu informatycznemu, i nie tylko, otoczeniu. Ilu spośród naszych kolegów postanawia rozwiązać doraźny problem, samodzielnie szukając drogi, dokonując kolejnych prób, szukając natchnienia i podpowiedzi w literaturze specjalistycznej, a ilu, po prostu idąc na skróty, telefonuje do swojego kolegi i pyta o gotowe rozwiązanie.

Nie każdy ma żyłkę myśliwego, a oprócz tego dobry instynkt. Nie każdy, chociaż jego pomysły okazują się po czasie zawsze najlepsze, wygrywa walkę o kierowanie grupą. Rozsądek i mądrość nie zawsze zdobywają uznanie otoczenia. Czasami agresywność, głupota i puste obietnice cieszą się nie mniejszą popularnością. Stąd też mamy przywódców, którzy potrafią cały naród wyprowadzić na manowce, stąd są wojny i co wydaje się już błahe w tym kontekście, także dużo nieudanych projektów informatycznych. Często okazuje się, że jednak lepiej zapytać - pod warunkiem że pytania kierowane są pod odpowiedni adres - niż trafić w ślepą uliczkę, zwłaszcza jeśli podróżuje się przez życie z pewnym balastem odpowiedzialności.