Kto ma wiedzę, ten ma władzę

Ta maksyma stała się szczególnie aktualna w dzisiejszej erze internetu. A że władzy często się boimy, zaczynamy bać się tych, co mają wiedzę. Widać to czasem lokalnie (casus Naszej Klasy, gdzie różne służby dostały bardzo fajne narzędzie, pokazujące - kto, kogo i skąd zna), ale też globalnie. Upust swoim obawom dali kilka miesięcy temu austriaccy naukowcy. W pracy "Raport o niebezpieczeństwach i możliwościach płynących z dużych wyszukiwarek, a szczególnie z Google" nie zostawili suchej nitki na żadnej z witryn, której zadaniem jest zbieranie informacji, przechowywanie ich i udostępnianie w przetworzonej formie. A przecież to właśnie na tym polega IT...

Ta maksyma stała się szczególnie aktualna w dzisiejszej erze internetu. A że władzy często się boimy, zaczynamy bać się tych, co mają wiedzę. Widać to czasem lokalnie (casus Naszej Klasy, gdzie różne służby dostały bardzo fajne narzędzie, pokazujące - kto, kogo i skąd zna), ale też globalnie. Upust swoim obawom dali kilka miesięcy temu austriaccy naukowcy. W pracy "Raport o niebezpieczeństwach i możliwościach płynących z dużych wyszukiwarek, a szczególnie z Google" nie zostawili suchej nitki na żadnej z witryn, której zadaniem jest zbieranie informacji, przechowywanie ich i udostępnianie w przetworzonej formie. A przecież to właśnie na tym polega IT...

Opasły dokument na 187 stronach (do pobrania spod tego adresuhttp://www.iicm.edu/iicm_papers/dangers_google.pdf ) przedstawia dość ciekawe tezy i rzekomo dowodzi ich prawdziwości (przy równoczesnym złamaniu ogromnej liczby zasad obiektywizmu). Lektura dość trudna, pełna wykresów i raczej dla cierpliwych, warto jednak przyjrzeć się niektórym fragmentom. Autorzy twierdzą, że w przeprowadzonym przez nich śledztwie (o ile mi wiadomo, to w śledztwie wysłuchuje się obu stron, zaś według informacji, które uzyskaliśmy od , żaden z autorów nie skontaktował się z nimi podczas przygotowywania tej pracy) udało się udowodnić, iż internet jest świetnym narzędziem ułatwiającym popełnianie plagiatów (tu akurat się zgadzam, chociaż to właśnie dzięki dobrym wyszukiwarkom łatwo te plagiaty wykryć), a różne firmy nie chcą się zjednoczyć, aby przeciwdziałać temu zjawisku (niby jak, przecież automat nie stwierdzi, kto był autorem danego tekstu?). Podobno szczególnie przeciwne temu działaniu jest Google, w związku z czym "monopolistyczne zachowanie Google jest zagrożeniem dla postrzegania przez nas świata, jak postrzegane są indywidualne osoby (całkowita utrata prywatności) oraz jest zagrożeniem nawet dla światowej ekonomii" (cytat dosłowny). I w tym tonie utrzymana jest dalsza część pracy.

Wśród kolejnych zarzutów wobec Google jest jego współpraca z Wikipedią, dzięki czemu wśród wyników wyszukiwania definicje pojawiają się jako pierwsze (co nie zawsze jest prawdą, a pokazują się w czołówce dlatego, że dana fraza na Wikipedii zawarta jest zarówno w tytule strony, jak i adresie URL - jej obecność tam ma bardzo duże znaczenie dla aparatu pozycjonującego Google). Kolejne argumenty są tak ciekawe, że zacytuję je dosłownie: "Google masowo wkracza w prywatność. Wie więcej niż ktokolwiek inny o ludziach, firmach i organizacjach i nie jest ograniczany żadnym ustawodawstwem chroniącym dane. Tym samym Google zmienił się w największą i najsilniejszą agencję detektywistyczną, jaką świat widział do tej pory. Nie uważamy, że Google już zaczął wykorzystywać ten potencjał, ale jako komercyjna firma może być zmuszony do wykorzystania go w przyszłości, szczególnie jeśli zobaczy w tym duży zysk. Jeśli rząd kraju X lub firma Y poprosi Google o komplet informacji na jakikolwiek temat za dużą sumę, Google zgodzi się, bo w przeciwnym wypadku będzie działał przeciwko interesowi swoich akcjonariuszy".

Czy te zdania są prawdziwe? Teoretycznie mogą być. Ale faktem jest, że Google (jako wyszukiwarkę) indeksują tylko te dane, które i tak publicznie zostały udostępnione (pomijam fakt posiadania dodatkowych informacji, choćby z kalendarza czy dokumentów). Poza tym zarzut ten chyba lepiej pasowałby do wielu serwisów społecznościowych, gdzie ludzie zostawiają o sobie znacznie ciekawsze informacje. W przypadku Google coś mi tu pachnie spiskową teorią dziejów.


TOP 200